Pride of Poland 2020

 

Autor: Hanna Sztuka | Data dodania: 2020-08-12

 

--
Janowska Wołogda z aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda
Skandaliczny atak w tle sukcesu Pride of Poland

 

Zakończona 51. aukcja Pride of Poland wcale nie daje nam powodu do dumy. Te pozytywne emocje związane z licytacją klaczy Perfinka, trzeciego w historii janowskich aukcji konia, sprzedanego za cenę przekraczającą milion euro, przysłonił skandal, jakim był brutalny napad i pobicie jednego z klientów aukcji przez pracownika organizatorów – osobę funkcyjną. Całe zdarzenie odbyło się na oczach zgromadzonych w sektorze VIP gości, interweniowała ochrona, wezwano policję, sprawa już trafiła do ogólnopolskich mediów. Dodać do tego należy: nieporadną organizację pokazu, niestarannie przygotowane katalogi, z niezliczoną wręcz ilością błędów, dotyczących tak pokazu narodowego, jak i aukcji Pride of Poland, a wreszcie dramatycznie słaby poziom prowadzenia pokazu przez polskich spikerów Mariusza Rytla i Marka Szewczyka, których ratował jedynie profesjonalizm anglojęzycznego spikera Erika Blaaka z Holandii. Przysłowiowym gwoździem do trumny były kompromitujące wystąpienia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jana Krzysztofa Ardanowskiego.

 

--
Michałowska Lawinia z aukcji Pride of Poland, fot.Ewa Imielska-Hebda
Bizantyjski przepych za państwowe pieniądze

 

Hodowców i nielicznych gości przybyłych do Janowa w tym roku zaskoczył widok ogromnego namiotu zbudowanego w miejscu, gdzie zwykle odbywał się pokaz. Sektor VIP został szczelnie odgrodzony od miejsca, gdzie jak w obronnej twierdzy zamknęli się urzędnicy KOWR, p/o zarządów Janowa, Michałowa i Białki, przedstawiciele sponsorów czyli państwowych spółek, które sfinansowały imprezę oraz osobiście minister Ardanowski z orszakiem urzędników. Przykry widok stanowiły dekoracje zwycięskich koni, które odbywały się frontem do urzędniczej elity, a hodowcy i publiczność mogli zobaczyć dekorowane konie od strony zadu. Pomimo głośnych zapewnień J.K. Ardanowskiego o wspieraniu hodowli koni arabskich, szczególnie prywatnej, przy wykorzystaniu do tego pieniędzy polskiego podatnika, zachowanie ministra i jego wszechwładnego w stadninach państwowych pełnomocnika świadczy o tym, iż była to akcja wyłącznie piarowa, mająca pokazać J.K. Ardanowskiego, który jest na liście ministrów przeznaczonych w najbliższych tygodniach do zmiany, jako świetnie radzącego sobie z Janowem Podlaskim i hodowcami koni arabskich. Niespełna milion złotych, obiecany na nagrody w pokazie narodowym, był w istocie jedynym sposobem zachęcenia hodowców prywatnych do zgłoszenia większej liczby koni. Udział koni hodowli i własności prywatnej od lat był na stałym poziomie. W roku ubiegłym były już kłopoty ze złożeniem klas wiekowych, szczególnie w kategoriach koni starszych. 

--
Białecka Celita z aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda
 Doszło do sytuacji, że wystawiane były konie z państwowych stadnin dosłownie "złapane" z pastwiska. Aby tego uniknąć i pokazać, że hodowcy prywatni bynajmniej nie obrazili się na "dobrą zmianę", minister potrząsnął sakiewką pełną złotych monet. Sam pomysł nie jest najgorszy, tym bardziej że chytry plan zakładał, iż większość z tego miliona zgarną stadniny państwowe, co szczególnie dla Janowa miałoby ogromne znaczenie, wręcz decydujące o przetrwaniu. Ostatecznie głównym beneficjentem tej puli została Stadnina Koni Michałów oraz hodowcy prywatni. Konie janowskie nie zajęły zbyt wielu płatnych miejsc, choć i tak uszczknęły nieco z tej, na razie, deklarowanej jedynie kwoty. Hodowcy prywatni stawili się licznie, zachęceni wysokimi nagrodami i trzeba przyznać, że zgarnęli niemałą część stawki. Do wyboru najlepszego konia pokazu stanęło sześć złotych medalistów z czempionatów, pośród których honoru polskiej hodowli państwowej broniły jedynie dwa konie ze Stadniny Koni Michałów – ogierek Ferrum i klaczka Elgarolia. Pozostałe konie były hodowli i własności prywatnej, w tym janowskiej hodowli Pilarosa, również własności prywatnej (czeskiej hodowczyni). Niemniej jednak cel marketingowy został osiągnięty, klasy były licznie obsadzone, zwłaszcza w kategoriach koni rocznych i młodszych. Hodowcy prywatni to ludzie pragmatyczni i swoich poglądów politycznych nie przenoszą nad interesy. Pojawili się więc licznie, pieniądze chętnie wezmą, choć przyznać trzeba, że tak jak byli krytycznie nastawieni do działań obecnej władzy w sektorze hodowli koni arabskich, w szczególności wobec Janowa Podlaskiego, tak pozostali takimi do dzisiaj. Dość dziwacznie brzmiały zapewnienia ministra, jakoby tegoroczne nagrody miały służyć wspieraniu hodowli i polskich rolników. Po pierwsze, kwoty z nagród stanowią niewielką część poniesionych kosztów, a przede wszystkim większość hodowców to przedsiębiorcy, a nie – jak się wydaje ministrowi – rolnicy. Araby to nie konie rzeźne. Pieniądze przeznaczone na nagrody z całą pewnością przydadzą się w budżecie właścicieli koni i nie było raczej głosów krytycznych w tej kwestii. 

 

--
Sektor VIP, fot. Ewa Imielska-Hebda
Ogromne zdziwienie wywołało natomiast postawienie kosztownej hali na placu pokazowym. Zdziwienie tym większe, że namiot ustawiono w bezpośrednim sąsiedztwie janowskiej hali, która została wybudowana właśnie w tym celu. Trudno powiedzieć, kto dokładnie postawił namiot, ale w gronie osób technicznych był cały zestaw ludzi z Międzynarodowych Targów Poznańskich. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, dlaczego obok przestronnej hali pokazowej, zaprojektowanej i wybudowanej niemałym kosztem, bo ok. 10 milionów złotych, poświęconej specjalnie tej imprezie, minister Ardanowski i jego pełnomocnik zdecydowali się na gigantyczny wydatek, jakim jest postawienie namiotu obok hali… Namiot był brzydki, ciasny, z fatalnym trawiastym podłożem, które dodatkowo dawało paskudny żółty odcień na fotografiach z pokazu. Cztery gigantyczne telebimy na małej przestrzeni zniekształcały obraz prezentowanych koni. Pieniądze sponsorów, zamiast zasilić kasę janowskiej stadniny, choćby w postaci odświeżenia hali, zasiliły kasę organizatora pokazu, czyli PKWK, a można mniemać, że niemałe pieniądze otrzymali podwykonawcy, którymi – jak mówiło się w kuluarach – były MTP. Wygląda na to, że wróciliśmy do punktu wyjścia. Do roku 2016 na Pride of Poland zarabiała prywatna firma Polturf, powiązana z urzędnikami nadzoru właścicielskiego ANR, a obecnie pieniądze sponsorów i stadnin rozpływają się w sposób, który zna wyłącznie Tomasz Chalimoniuk, prezes PKWK, chroniony parasolem ministra J.K. Ardanowskiego. Warto byłoby opublikować rzetelną informację, jakie były wpływy od sponsorów, w tym ponownie od spółek podległych KOWR. Ile pieniędzy zapłaciły stadniny, za co i komu je wypłacono. Wygląda na to, że Janów znów na własnej imprezie wyszedł jak przysłowiowy Zabłocki na mydle.

 

--
Kupcy z Królewstwa Arabii Saudyjskiej, którzy wylicytowali gwiazdę aukcji - klacz Perfinka z Białki, fot. Ewa Imielska-Hebda
Czy koń to jeszcze kultura?

 

Wiele ostatnio mówimy o hodowli koni jako o kulturowym dziedzictwie. Środowisko związane z hodowlą i sportami konnymi starannie pielęgnuje zwyczaje i rytuały kojarzone z prezentowaniem koni i występami ich właścicieli w sytuacjach oficjalnych. Za granicą, ale również i w Polsce, jest to bardzo starannie przestrzegane. Tymczasem w Janowie Podlaskim, obok hodowców i właścicieli, przestrzegających starannie tzw. casual dress code, zobaczyliśmy coś, co zmusiło wiele osób na trybunach i przed monitorami do przecierania oczu ze zdumienia. Jeśli ktoś liczył na to, że nieświeży wygląd prezesa PKWK na Gali Derby koni pełnej krwi jest przypadkiem, to w Janowie przekonał się, że nie ma co liczyć na poprawę. Prezes PKWK w stroju, który – jak żartowano wśród widzów – wyglądał, jakby po drodze do Janowa ograbił on kontener PCK, wręczał z niezmąconym spokojem nagrody zwycięzcom i swoim zaniedbanym wizerunkiem „ozdabiał” wszystkie zdjęcia z dekoracji koni. Jeśli do tego dołożymy żenująco niski poziom prowadzenia pokazu w języku polskim przez Mariusza Rytla, który dysponuje zasobem słów predystynującym go co najwyżej do występów na dożynkach gminnych oraz Marka Szewczyka, którego pojawienie się na liście osób oficjalnych wywołało w środowisku niemałe zdziwienie, można śmiało powiedzieć: wstyd na cały świat. Szczególnie irytował Szewczyk, który, było nie było, jest dziennikarzem z wieloletnim stażem. Wynajęty przez Tomasza Chalimoniuka chyba wyłącznie po to, aby nie krytykował działań ministra, bloger Szewczyk nie zadał sobie nawet trudu, aby przygotować się do pracy, za którą – jak sądzę – hojnie go wynagrodzono. Pomijając jego problemy z dykcją, ten doświadczony media-worker nie był w stanie przez trzy dni przeczytać poprawnie nazwy jednej z prywatnych stadnin i miał ogromne kłopoty z właściwym odczytaniem imion wielu koni.  W hodowli o tak długiej tradycji jaką jest hodowla koni arabskich ugruntował się zestaw pojęć i sformułowań branżowych do których hodowcy są przyzwyczajeni i  z tego powodu  wiele komentarzy Marka Szewczyka budziło, delikatnie mówiąc, zdziwienie. Ale gwoździem programu w wykonaniu Szewczyka były próby naśladowania stylu duetu Izabela Zawadzka & Marek Grzybowski, czyli opowiadania o historii polskiej hodowli, czego ofiarą padła linia klaczy Szamrajówka, nazwana przez niego „linią na P” i opowieść o Włodarce, która "wylądowała" w Tiersku. Ciekawe, jakimi liniami lotniczymi tam poleciała? Smutne i żenujące jest, na co skarżyli się dziennikarze, że nie ma z kim w Janowie rozmawiać o koniach arabskich. Przerwana została ciągłość tradycji i również ciągłość pamięci. Nikt w Janowie już nie pamiętał o złożeniu kwiatów pod tablicą pamiątkową Zenona Lipowicza. Śmiem twierdzić, że ani obecny ani poprzedni p/o nie wiedzą, kim był. Minister Ardanowski mówił, że historia i tradycja nie są już ważne, liczy się wyłącznie „efektywność”. W takiej sytuacji trudno być optymistą. Może koń to kultura, ale Tacy politycy to obca kultura.

 

--
Tablica pamięci Zenona Lipowicza, fot. Ewa Imielska-Hebda
Spokojnie! To tylko napad…

 

Goście VIP kilka minut przed rozpoczęciem aukcji byli świadkami napaści konferansjera Marka Szewczyka na jednego z kupców. Fakt to bez precedensu, że osoba zatrudniona przez organizatora napada i bije na oczach zgromadzonych osób gościa i klienta aukcji. Interweniowała ochrona, wezwano policję. Po incydencie organizator dopuścił do tego, że sprawca napaści nie został usunięty z sektora VIP, pomimo że mogło to wpłynąć na samopoczucie klienta, który licytował konie do kwoty ponad miliona euro. Czy Perfinka mogła osiągnąć wyższą cenę, gdyby pobity przez Szewczyka klient reprezentujący nabywcę z Bliskiego Wschodu, nie miał bólu głowy po wielu uderzeniach zadanych pięścią w tył głowy i usta? 

 

--
Michałowska Esmora z aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda
Wiele osób wskazywało na to, że Marek Szewczyk, bloger specjalizujący się w czarnym piarze, stał się ostatnio ulubionym bohaterem profilu w mediach społecznościowych, który ujawnił jego rodzinne powiązania ze służbami PRL oraz przynależność do Stowarzyszenia Dziennikarzy PRL w stanie wojennym, co w środowisku jeździeckim nie jest już zresztą żadną tajemnicą. Wspomniany Szewczyk od czterech lat komentuje sytuację po zmianach dokonanych w stadninach koni arabskich. Szczególnie brutalnie atakuje Mateusza Leniewicza-Jaworskiego, posuwając się do szkalowania i zaszczuwania młodego człowieka w środowisku hodowców. Mateusz Leniewicz-Jaworski nie był jedyną osobą, którą Marek Szewczyk, nazywany w środowisku blogerem do wynajęcia, oczerniał, czerpiąc z tego podobno niemałe profity. Dlatego też zatrudnienie go do prowadzenia Pokazu Narodowego wywołało zdumnienie, także z powodu braku rozeznania w hodowli koni arabskich, jak również głoszonych publicznie poglądów politycznych. Szewczyk w tekście zatytułowanym "Nadgorliwe pachołki władzy" (19.05.2020 Hipologika.pl) takie oto wygłasza oceny: "(…) Każda autorytarna władza – a ja to dobrze pamiętam z czasów tzw. Komuny – wyzwala w ludziach niskie instynkty. Teraz różnej maści oportuniści i służalcze typy starają się przypodobać obecnej władzy, czyli PIS-owi, a właściwie wodzusiowi. Bo PIS to partia wodzowska." 

 

--
Główny Organizator - Tomasz Chalimoniuk (Pełnomocnik Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi ds. Hodowli Koni w Polsce), fot. Ewa Imielska-Hebda
Właśnie wyzwolił w sobie niskie instynkty, dla których nie ma żadnego usprawiedliwienia, a robienie z siebie bohatera – mściciela „w sprawie” – zakrawa na farsę. Dla wyjaśnienia, nie uderzył, stojąc twarzą w twarz – ale, jak zwykły tchórz, od tyłu. Czy zatem ludzie, których obraził Szewczyk mają, zgodnie z jego doktryną, prawo do walenia go po mordzie? Jeśli tak to Szewczykowi biada!

 

--
Cezary Pazura - główna i jedyna atrakcja pokazów towarzyszących, fot. Ewa Imielska-Hebda
Napaść i pobicie Mateusza Leniewicza-Jaworskiego przez Marka Szewczyka to skandal, za który nie tylko sprawca musi ponieść konsekwencje, ale także ktoś ponosi osobistą odpowiedzialność. Czy tą osobą nie jest Tomasz Chalimoniuk, organizator wydarzenia? Czy to nie on jako organizator zatrudnił Szewczyka, a następnie zaprosił go do loży hodowców i kupców? Po interwencji ochrony i policji, tak chętnie lansujący się Chalimoniuk nie pofatygował się, aby przeprosić gościa i klienta Leniewicza-Jaworskiego. To on także dopuścił do sytuacji, że napastnik był obecny w pobliżu, podczas gdy Leniewicz-Jaworski licytował konie. To skandaliczne zachowanie organizatora jest efektem uprawianej przez Chalimoniuka polityki personalnej polegającej na niszczeniu i pozbywaniu się ze stadnin państwowych wszelkich osób, które mają wiedzę i kompetencje w hodowli i opieraniu się na personelu niższej rangi, który wykona każde polecenie oraz na p/o zarządów, którzy podpiszą każdą fakturę. Media obiegła wiadomość o planowanym połączeniu Janowa i Michałowa i Białki, a szefem tego nowotworu miałby podobno zostać mianowany, a jakże Tomasz Chalimoniuk, któremu w PKWK pali się grunt pod nogami z uwagi na pytania, jakie zadają posłowie opozycji w kwestii naruszenia przez Chalimoniuka ustawy o PKWK poprzez osiąganie dodatkowych dochodów podczas swej kadencji. Sprawa wypłynęła w zaskakującym kontekście w prokuraturze w Lublinie, która prowadzi śledztwo w sprawie Pride of Poland 2016. 

 

--
Janowska Ewodia z aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda
Sukces ogłoszony

 

Arogancki minister, cwany pełnomocnik i wystraszony dyrektor KOWR-u odetchnęli z ulgą, sukces ogłoszony. Perfinka sprzedana, cenę uznać należy za niemal rekordową. To prawda, ale co z resztą oferowanych na aukcji koni? Co z przychodami dla Janowa? Cena Perfinki to prawie 80% całego przychodu aukcji – z czego żyć będzie Janów? Może z połączenia z Michałowem? Tam jest trochę siana i owsa, a i pieniądze na lokatach są – jakoś pociągniemy, ogłosimy nowy, świetny plan, a potem się zobaczy.

 

 

Wyniki aukcji Pride of Poland 2020 (ceny w EUR):
 
(22 zaoferowanych: 17 klaczy, 2 embriony, 2 nienarodzone źrebięta, 1 dzierżawa):
 

Perfinka - 1250.000 Królestwo Arabii Saudyjskiej
Lawinia - 95.000 Belgia
Nienarodzone źrebię od klaczy Emandoria po og. Marajj - 70.000  Szwajcaria
Embrion od klaczy Enezja po ogierze Emerald J - 55.000 Szwajcaria
Amirata - 45.000 Katar
Ewodia - 20.000 Hiszpania
Pollina - 15.000 Bahrajn
Gandahara - 15.000 Czechy
Wołogda - 12.000 Czechy
Aplia - 10.000 Polska

Elzamira- niesprzedana
Endorfina - niesprzedana
Pellara - niesprzedana
Nienarodzone źrebię od klaczy Wieża Mocy po og. Dominic M - niesprzedane
Embrion od klaczy Passionaria - niesprzedany
Celita - niesprzedana
Emily - niesprzedana
Atakama (dzierżawa) - brak ofert / nie jest dzierżawiona
Esmora - niesprzedana
Florissima - niesprzedana
Frazza - niesprzedana
Empiria - niesprzedana

 

 
--
Tablica polskich koni wyróżnionych przez Światową Organizację WAHO, fot. Ewa Imielska-Hebda
--
Janowska Amirata z aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda
--
Jan Krzysztof Ardanowski - Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, fot. Ewa Imielska-Hebda
--
Siedzący Marek Szewczyk, komentator i oprawca z Janowa, fot. Ewa Imielska-Hebda
--
Michałowska Florissima z aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda
--
Pełniący obowiązki tymczasowych prezesów stadnin w Janowie i Michałowie - Marek Gawlik i Marek Romański, fot. Ewa Imielska-Hebda
--
Janowska Pollina z aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda
--
Michałowska Lawinia na aukcji Pride of Poland, fot. Ewa Imielska-Hebda