Po ciemnej stronie: Gustav Rau ku chwale Trzeciej Rzeszy

 

Autor: Monika Luft | Data dodania: 2018-11-13

 

--
Fotografia z książki Romana Petrynika: Janów Podlaski - Czas zatrzymany w fotografii 1875-2012, t. I
Legenda o wspaniałych rządach nazistów w Janowie Podlaskim trzyma się mocno. „Kiedy Niemcy w czasie wojny weszli do Polski, wszędzie siali spustoszenie, ale kiedy dotarli do stadniny w Janowie, usiedli przy stole i zapytali: czego potrzebujecie, żeby dalej robić swoje? Powiedzcie, a my Wam to zapewnimy” – pisał po aukcji w 2016 portal money.pl*, należący do szwajcarsko-niemieckiego koncernu Ringier Axel Springer. „To niesamowite, jakie Janów miał szczęście do ludzi, nawet pod okupacją. Fellgiebel bardzo dbał o to, żeby koniom i obsłudze niczego nie brakowało” – opowiada Marek Trela w swej biografii „Moje konie, moje życie”. Utrwalana przez dziesięciolecia opowieść o gospodarujących w Janowie „dobrych Niemcach” tym chętniej bywa przywoływana, im bardziej ktoś chce „dopiec” konserwatywnemu rządowi. I to nie tylko w Polsce. Branżowy, amerykański miesięcznik „Arabian Horse World” poświęcił temu zagadnieniu swój wstępniak (05/2016): „ludzie odpowiedzialni za jego los (Janowa pod okupacją niemiecką) to byli koniarze, którzy wiedzieli, jaki skarb mają w swojej pieczy (…) Nawet Niemcy w latach czterdziestych mieli więcej rozumu! (niż obecni politycy). Ustanowili w Janowie swego najlepszego koniarza i najlepszych ekspertów od hodowli, a nie jedynie partyjnego funkcjonariusza”.

 

Żeby niczego nie brakowało

 

--
Powozi Hans Fellgiebel, fot. z jego książki: Das polnische Araber-Hauptgestüt Janow Podlaski 1919-1946
Choć nikt nie ujmuje ppłk. Hansowi Fellgieblowi**, zarządcy stadniny janowskiej w latach 1940-1944, fachowej wiedzy, a jego biografowie potwierdzają, że wstawił się za Polakami przed niemieckimi władzami okupacyjnymi, to jednak zarówno on, jak i inni „dobrzy Niemcy”, co do których istnieją świadectwa, mieli bardzo ograniczone pole do działania. Zbyt daleko posunięte ustępstwa wobec mieszkańców podbitych terenów (Untermenschen) mogły ich również zaprowadzić przed pluton egzekucyjny. Poza tym, nie ulega kwestii, że ogromna większość z nich po prostu podzielała poglądy Führera i nie kwestionowała decyzji eksterminacyjnych. Oddzielanie losów koni (które to konie miały wspomagać wysiłek wojenny i triumfalny pochód niemieckiej armii) od losów zajmujących się nimi ludzi, budzi moralny sprzeciw. To prawda, że niektórzy z nich zostali przez Niemców zatrudnieni i, co więcej, cieszyli się ich zaufaniem. „Znane nam były zwyczaje płk Fellgiebla i niemieckiej załogi – notował po latach (lipiec 1996) St. I. Markiewicz („Czort”, 9. Podlaska Dywizja Piechoty AK) – zwłaszcza codzienny przejazd ogierów.
--
Fragment relacji St. I. Markiewicza (Czorta)
Codziennie o g. 8.30 przejeżdżał na swym rosłym kasztanie (czołowy ogier) „Jaremie” płk Fellgiebel, na czele ok. 50-80 ogierów, dosiadanych przez chłopców stajennych, masztalerzy oraz podkoniuszego lub koniuszego za komendantem. Przez gospodarstwo przejazd stępa, a za zabudowaniami, droga na Woroblin, kłusem i powrót po ok. 1,5 godzinie. To był rytuał”. Nietrudno uwierzyć, że podczas tych rytuałów mogła się zawiązać nić porozumienia, a nawet sympatii między Niemcami i częścią polskiego personelu. Ale co z innymi? Z tymi, którzy nie przeżyli? Trudno nie zadawać sobie pytania, czy ich śmierć nie obciążała także „bezpartyjnych fachowców”, których za wzór stawia „Arabian Horse World”.

 

--
Fotografia z książki Romana Petrynika: Janów Podlaski - Czas zatrzymany w fotografii 1875-2012, t. I
W monograficznym wydaniu „Konia Polskiego”, wydanym z okazji 150-lecia stadniny (1967), inż. Andrzej Krzyształowicz, podczas okupacji pełniący w Janowie funkcję koniuszego, wspominał: „W jesieni 43 r. dużym wstrząsem dla polskiego personelu Stadniny było wykrycie przez gestapo tajnej organizacji polskiej na terenie osiedla Janów Podlaski i przynależności do niej dużej ilości pracowników Stadniny. Aresztowano – dzięki przypadkowi – tylko 7 masztalerzy: 6 z nich zginęło w kazamatach gestapo a do Janowa powrócił tylko jeden”. „W 1941 r. Niemcy utworzyli w Janowie getto – czytamy z kolei na stronach Muzeum Polin. – We wrześniu 1942 roku wysiedlili oni do getta w Białej Podlaskiej większość spośród przebywających wówczas w Janowie 1883 Żydów. W mieście pozostała niewielka grupa zatrudnionych w obozie pracy w stadninie koni w miejscowości Wygoda. Wkrótce janowscy Żydzi wraz z Żydami z Białej Podlaskiej i innych okolicznych miejscowości, zostali przewiezieni do getta w Międzyrzeczu Podlaskim, skąd w listopadzie 1942 r. trafili do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Treblinka”. Wreszcie, między grudniem 1942 a sierpniem 1943 w Janowie rozstrzelano 16 Żydów, ukrywających się u polskich gospodarzy w pobliskich wsiach...*** Za pracującymi w stadninie niewolnikami nikt się nie wstawił, a cała żydowska społeczność Janowa przestała wkrótce istnieć; zniknęła nawet pamięć o niej, skoro cytowana wyżej witryna money.pl mogła w 2016 roku pisać o niemieckiej gospodarskiej ręce tak: „wśród hodowców krążyła historia, że stadnina w Janowie nie ucierpiała nawet w czasie II wojny światowej, bo gdy hitlerowcy zajęli Polskę, hodowli wspaniałych polskich arabów nie chcieli zniszczyć, dlatego pozwolili działać dotychczasowym władzom, nie wtrącając się”.*

 

--
Fotografia z książki Romana Petrynika: Janów Podlaski - Czas zatrzymany w fotografii 1875-2012, t. I
Pomijając już sam fakt, że gdy Niemcy wkroczyli do Janowa, „hodowli wspaniałych polskich arabów” już tam właściwie nie było, bo niemal wszystkie konie zostały wywiezione przez Armię Czerwoną, zaginęły bądź zginęły w 1939, to czy rzeczywiście stadnina podczas wojny nie ucierpiała? O dramatycznym exodusie janowskich koni w 1944 napisano książki – zainteresowani mogą po nie sięgnąć. Słowo „ewakuacja”, tak często spotykane w kontekście tamtych wydarzeń, używane było zresztą dla usprawiedliwienia rabunku. A czy „niewtrącaniem się” były egzekucje? Zwolennicy utrwalania legendy będą argumentować, że przecież Niemcy „tylko” wypełniali rozkazy...

 

Władca królestwa koni

 

--
Gustav Rau, fot. anonimowy autor (Newspaper Lübecker)
Rozkazy takich m.in. postaci jak „władca królestwa koni” (jak pisała o nim Elizabeth Letts w swej książce „Koń doskonały” - patrz nasza recenzja: Witeź i inni, czyli o tym, jak w piekle zrobić coś zwyczajnie dobrego), który wykazał tak wiele rozsądku, że ustanowił ppłk. Hansa Fellgiebla zarządcą Janowa. Gustav Rau (1880-1954), naczelny koniuszy III Rzeszy, który do Janowa przybył w 1939 z misją odtworzenia hodowli na chwałę tejże Trzeciej Rzeszy.

 

Syn oficera wirtemberskiego, po szkole średniej przez trzy lata terminował w charakterze kupca w spółce zbożowej, a jako 21-latek został wolontariuszem – redaktorem w gazecie berlińskiej „Die Sportwelt” („Świat sportu”). Z ramienia redakcji podróżował do stadnin w wielu krajach europejskich i publikował swoje spostrzeżenia na łamach wychodzących od 1903 kolumn „Hippologische Wanderungen” („Migracje hipologiczne”) i „Zirkusbriefe” („Listy z cyrku”). Został członkiem Pruskiej Krajowej Komisji Hodowli Koni, a w 1913 cesarz Wilhelm II mianował go sekretarzem generalnym tworzącego się Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego ds. Jeździectwa. Po ochotniczym zaciągu wziął udział w I wojnie światowej. W 1919 został szefem Zarządu Głównego Związku Hodowli i Osiągnięć Niemieckiej Półkrwi; jednocześnie był wydawcą prestiżowego pisma poświęconego koniom „Sankt Georg”. Od 1933 był dyrektorem ministerialnym w Ministerstwie Wyżywienia i Rolnictwa Rzeszy****. Jak czytamy u Letts, „ściśle współpracował z najwyższymi funkcjonariuszami NSDAP, w szczególności z Hermannem Fegeleinem, komendantem Szkoły Jazdy SS, specjalnym protegowanym Heinricha Himmlera, szefa SS”. Ale dla historyków jasne jest, że niemożliwym było, aby sam Rau także nie był członkiem NSDAP, zwłaszcza że stanowisko dyrektora ministerialnego przewidziane było dla urzędników najwyższego szczebla (höherer Dienst) i stanowiło ukoronowanie kariery urzędniczej zarówno w Cesarstwie Niemieckim, jak i w III Rzeszy.

 

--
Iwonka III, fot. z książki Hansa Fellgiebla: Das polnische Araber-Hauptgestüt Janow Podlaski 1919-1946
Wraz z wybuchem II wojny światowej okupant niemiecki włączył polskie stadniny państwowe w swój system eksploatacji zajętych ziem. Gustav Rau został Pełnomocnikiem ds. Hodowli Koni i Stadnin w okupowanej Polsce (Der Beauftragten für Pferdezucht und Gestütswesen im besetzten Polen). Działając „w interesie armii niemieckiej i interesie narodowym”, zajmował się hodowlą koni: rozrodem, odchowem i znajdowaniem najlepszych, z punktu widzenia nazistów, rozwiązań. Chodziło o dostarczanie Rzeszy możliwie wielu dobrych koni i zabezpieczenie stałych dostaw.

 

Przypomnijmy, jaką sytuację zastał Rau w zrujnowanym i splądrowanym przez Armię Czerwoną, a następnie ludność białoruską, Janowie. „Materiał zarodowy zginął w ponad 90% – relacjonował dyr. Andrzej Krzyształowicz. – Pierwszymi końmi, które trafiły z powrotem do Janowa, było 19 sztuk młodzieży znalezionej na trasie ewakuacji Stadniny w pierwszych dniach września 1939”. Rau nie tylko zabrał się energicznie za odbudowę stadniny („Niemcy przy pomocy zaangażowanych masztalerzy janowskich uporządkowywali pomieszczenia i obejścia Stadniny”), ale zaczął szybko uzupełniać stan pogłowia. Z pomocą polskiej załogi (!) „ściągano” do Janowa konie wybrakowane i sprzedane przed wojną bądź ich potomstwo. Ten eufemizm oznaczał jednak zabór na rzecz Janowa koni prywatnych hodowców, którzy raczej nie mogli sobie pozwolić na odrzucenie propozycji „sprzedaży”. W efekcie, w końcu 1942, „stan ilościowy stadniny janowskiej był taki, jak w dniu wybuchu wojny”. Wśród 13 klaczy czystej krwi była zabrana przez Niemców z Kraśnicy, wraz z córką Bałałajką, czyli przyszłą matką Baska i Bandoli, Iwonka III (ur. 1936). Historia ta została opisana przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehm w jej książce „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”:

--
Okładka książki Hansa Fellgiebla
„W 1941 roku do Kraśnicy przyjechała komisja niemiecka i kazała odesłać do Janowa Podlaskiego (przez Bogusławice) Iwonkę III wraz ze źrebięciem o imieniu Bałałajka. Wraz z nimi zostały także przekazane konie chowane w czystości krwi”. Skrupulatni Niemcy nie omieszkali wziąć ze sobą dokumentów rodowych koni, a właścicielce Annie Bąkowskiej, której mąż Jerzy zginął w Katyniu, zostawili tylko jedną klacz („urodziła się z krzywą szyją i dlatego Niemcy jej nie chcieli”). W podobnej sytuacji jak rodzina Bąkowskich znaleźli się m.in. Bohosiewiczowie, Zaborowscy, Kotlińscy i wielu innych, których wymienił Landstallmeister Hans Fellgiebel w wydanej w 1952 książce „Das polnische Araber-Hauptgestüt Janow Podlaski 1919-1946”.

 

--
Parada ogierów w Białce, początek lat 40. (fot. archiwum)
Rau był urzędnikiem niezwykle sumiennym, wiecznie w drodze z jednej stadniny do drugiej. „W dniu 1 sierpnia z Łodzi do Spały. Rozmowy z oddziałami IIa, IVa, IVb i IVc i Ia. Ze Spały przez Warszawę do Janowa Podlaskiego. Przenocowanie – odnotował w „Sprawozdaniu z działalności pełnomocnika ds. hodowli koni i stadnin w byłej Polsce za okres od 1 sierpnia do 20 sierpnia 1941”. – Przegląd i klasyfikacja materiału hodowlanego sprowadzonego ze zdobytych terenów. Sprowadzono z powrotem 48 ogierów. Z tego ustalono z pewnością 16 dawnych janowskich wiejskich ogierów rozpłodowych, które zostały uprowadzone w jesieni 1939 przez sowietów (...) Były polski koniuszy Marchwicki z Janowa Podlaskiego gromadzi z jedną grupą masztalerzy w stadninie hodowlanej w Berdówce (Berdówka k. Lidy – obecnie Białoruś) jeszcze odnajdujące się ogiery i należy się liczyć z odnalezieniem około 15 ogierów, także stadnina wiejska w Berdówce, która wcześniej miała 90 ogierów, mogłaby oddać na razie do dyspozycji dowódcy Tyłowego Obszaru Grupy Armii „Północ” około 50 ogierów. Z dawnej słynnej stadniny arabów Branickich w Rosi przeniesiono z polecenia właściwego weterynarza Wojsk Lądowych do Janowa Podlaskiego pięć klaczy matek i dwie dwuletnie klacze, oraz trzy łoszaki oraz jedną źrebicę (...) Pięć klaczy matek zostało włączonych do stada w Janowie Podlaskim. Obie dwuletnie klacze i cztery źrebięta zostały przydzielone do hodowli młodych roczników. Z Rosi przybył do Janowa Podlaskiego także 27-letni dawny główny ogier rozpłodowy Janowa Podlaskiego, Hermit, gniady (arab oryginalny od 307 Schagya II). Był on oddany tam do Rosi przed kilkoma laty w dzierżawę do rozpłodu. Ogier jest wciąż w pełni zdolny”*****. Z Janowa Rau jedzie do Białki („Inspekcja sprowadzonego z powrotem materiału z nowo zdobytych terenów. 44 ogiery”), następnie do Racotu („Stan paszy na dzień 1.08.1941 r.: lucerny 85000 kg, koniczyny 84000 kg, otawy 22000 kg, słomy 156000 kg”), potem do Sierakowa (Zirke), Gniezna, Łącka („Mieszkania masztalerzy są do tego stopnia prymitywne, że nie mogły być one zamieszkane przez pracowników niemieckich”)... Dzień w dzień w trasie. 17 sierpnia przybywa do Lublina na wyścigi („Dwa dni wyścigów były wyśmienite. Pierwszy dzień wyścigów odbył się 10.08 przy nadzwyczajnym powodzeniu. Odnotowano 10000 widzów. Byli obecni generał Luftwaffe Herwarth von Bittenfeld, generał Altrock, generał Moser, generał Unruh, z czołówki administracji cywilnej sekretarz stanu dr Bühler, gubernator dystryktu Lublin Zörner, Warszawy – dr Fischer, Radom – Kundt, krajowy szef chłopów – Korner”), stamtąd ponownie udaje się do Białki, potem do Chełma, Felina i Zemborzyc. I znów Białka, a później Janów:
--
Amurath Sahib, fot. z książki Hansa Fellgiebla: Das polnische Araber-Hauptgestüt Janow Podlaski 1919-1946
„Do Janowa Podlaskiego przybywa z Urzędu Remontu w Hostau 15 klaczy matek, osiem źrebiąt. Te arabskie czystej krwi i półkrwi klacze pochodzą z dawnej jugosłowiańskiej stadniny państwowej Dusanova. Dwie klacze wraz ze źrebiętami, przeznaczone dla Janowa Podlaskiego, pozostają jeszcze w Hostau z powodu lekkiej zołzy. Generał von Unruh, komendant Warszawy, zatrzymuje się w dniach 15-17 sierpnia wraz z adiutantem w Janowie Podlaskim”.

 

Na pewno III Rzesza wiele zawdzięczała pracowitości pełnomocnika Raua. To m.in. dzięki niemu Wehrmacht mógł użyć w II wojnie światowej 2750 tys. koni, dwa razy więcej niż podczas I wojny! Polska, jako niekwestionowany potentat w zakresie hodowli, miała pokryć wysokie zapotrzebowanie na konie dla wojska. „Straty” wahały się między 60 i 63%, a przeciętna żywotność konia wynosiła zaledwie cztery lata******.

 

Z SS aż do końca

 

--
Jarema IV, fot. z książki Hansa Fellgiebla: Das polnische Araber-Hauptgestüt Janow Podlaski 1919-1946
Podczas wojny Rau działał jednak nie tylko jako nadzorca hodowli koni w celach zaopatrzenia armii. We współpracy z SS i policją niemiecką w Generalnym Gubernatorstwie organizował turnieje jeździeckie, np. we wrześniu 1940 w Krakowie, w których uczestniczył kwiat jeździectwa niemieckiego, w tym wspomniany wcześniej Hermann Fegelein, czy Günter Temme, znany sędzia jeździecki. (Z nimi to współpracował Rau w stadninach SS, jak „Stadnina SS Auschwitz” włączona do obozu koncentracyjnego Auschwitz, która posiadała 70 koni. Nadzór fachowy nad hodowlą w Auschwitz podlegał Rauowi.) Turniej stanowił „demonstrację niemieckiej gotowości do obrony”, jak donosił „Völkischer Beobachter” (20.09.1940), ponieważ dał „wspaniały dowód niemieckiej pracy pacyfikacyjnej na wschodzie niemieckiego obszaru władzy, że zaledwie rok po rozpoczęciu kampanii polskiej formacje użyte dla porządku i bezpieczeństwa w Generalnym Gubernatorstwie mogą wykorzystać okazję, aby zmierzyć się we współzawodnictwie rycerskim w dziedzinach swojego żołnierskiego wyszkolenia” (25.09.1940). Dodajmy, że konne oddziały SS, sformowane z rozporządzenia Himmlera w połowie września 1939, odkomenderowane do Polski, brały udział w mordowaniu polskich cywili.

 

--
Gustav Rau w Berlinie w 1933, fot. z książki: …reitet für Deutschland: Pferdesport und Politik im Nationalsozialismus
Cała działalność hodowlana Raua była ściśle podporządkowana rasistowskim teoriom, których był gorliwym wyznawcą. Jego plany dostosowane były do socjalistyczno-narodowego celu „czystości rasowej” w hodowli koni. „Czystość rasowa” przewidywała „czystość krwi”, która była nie tylko względna wśród koni, lecz także wśród hodowców koni, bo, jak twierdził Rau, „zrozumienie czystości krwi w hodowli koni” panowało jedynie u „niepomieszanych pokoleń chłopskich”: „Chłopi pomieszani etnicznie i tacy, którzy zmienili swoją ziemię, nigdy nie należeli do elity hodowców koni.”******* Nie ulega wątpliwości, że Rau, choć sam osobiście nie mordował (nie znajdujemy na ten temat świadectw), to wykazywał dla zbrodni wojennych pełne zrozumienie. Z niewątpliwym talentem organizacyjnym oraz niezwykłą energią i oddaniem wypełniał wyznaczane przez Hitlera zadania, z którymi w pełni się identyfikował, a których dzisiaj, mimo godnej podziwu, imponującej tak wielu publicystom precyzji Raua, nie możemy nazwać inaczej, jak zbrodniczym obłędem.

 

W lipcu 1944, wobec zbliżającego się frontu, przyszedł rozkaz „ewakuacji”. Konie janowskie (najcenniejsze araby, m.in. Witeź II, Lotnik, Wierna oraz Iwonka III, decyzją Raua, zostały wywiezione z Janowa już w 1941) ruszyły do Sohland w Saksonii. „Dla ratowania koni w lecie 1944 r. przed nacierającą Armią Czerwoną, Rau zarządził ewakuację wszystkich stadnin państwowych. Ponownie ujawnił się jego talent organizacyjny. W uporządkowanych grupach konie maszerowały wraz z pracownikami stadnin na zachód. Konie z dziesięciu stadnin osiągnęły terytorium dzisiejszej RFN, stany pozostałych czterech stadnin dotarły na tereny, które wkrótce stały się sowiecką strefą okupacyjną, utworzoną po zakończeniu wojny. Akcja ratunkowa Raua przyniosła mu wiele sympatii w Polsce” – czytamy w książce Susanne Hennig „100 Jahre Pferdezucht und Pferdesport in Deutschland”. Takie właśnie stwierdzenia niemieckich historyków utrwalały i nadal utrwalają mit o misji „ratowania” koni. Tymczasem nie chodziło bynajmniej o „ratowanie”. Niemieckie instytucje na terenach okupowanych, zarówno cywilne, jak i wojskowe czy policyjne, realizowały konsekwentnie czterostopniowy plan wycofywania się:
1. Auflockerungsmaßnahmen – przedsięwzięcia rozluźniające;
2. Räumungsmaßnahmen – przedsięwzięcia ewakuacyjne;
3. Lähmungsmaßnahmen – przedsięwzięcia unieruchamiania;
4. Zerstörungsmaßnahmen – przedsięwzięcia niszczenia.


Szefowie tych instytucji, bez względu na szczebel w hierarchii, byli dokładnie rozliczani z realizacji owych przedsięwzięć, a za zaniedbania groziła im nawet kara śmierci. Gustav Rau wykorzystał więc raz jeszcze swoje talenty w służbie III Rzeszy. Przywołajmy znów relację dyr. Krzyształowicza: „Warunki pobytu koni w Saksonii były dobre: obszerne, widne stajnie, rozległe pastwiska, paszy ilości wystarczające. Pracownicy janowscy dzięki bezpośredniej opiece głównego komendanta stadnin G. Raua mieli warunki zupełnie znośne”. Potem było jednak Drezno, gdzie podczas alianckiego nalotu zginęło 21 ogierów... I następny przystanek: Targau. „W tym okresie janowska Stadnina i Stado dostały się pod „opiekę” przemożnego na one czasy protektora jakim był gen. SS H. Himmler. Dzięki tej opiece otrzymały cały skład krytych wagonów do przetransportowania koni do zakładu remontowego w Schönbeken-Grabau, folwarku Netelau w okolicach Kilonii”. Rau był więc najbliższym współpracownikiem Himmlera aż do końca.

 

Zadziwiające jest to, że amerykańskie, brytyjskie i francuskie władze okupacyjne na terenie b. III Rzeszy nie rozliczyły urzędnika narodowosocjalistycznej administracji najwyższego szczebla z jego działalności wojennej. Nic nie wiadomo (nie piszą o tym historycy niemieccy), czy w ogóle przeszedł proces denazyfikacyjny. Winę ponoszą prawdopodobnie władze PRL, być może ze względu na ową podkreślaną chętnie fraternizację polskich koniarzy z Rauem. Po wojnie Rau był nadal czołową osobistością niemieckiego sportu konnego. Jako prezes Niemieckiego Komitetu Jeździeckiego starał się szczególnie o odbudowę sportu konnego – m.in. zapewnił zatrudnienie byłemu jeźdźcowi SS Martenowi von Barnekowowi, co umożliwiło temuż „bezpieczne” przejście do powojennego sportu jeździeckiego. A już w 1946 w Dillenburgu zorganizował pierwszą paradę ogierów...

 

W Niemczech do dziś istnieją ulice imienia Gustava Raua (w Warendorf; także w pobliżu toru wyścigowego w Monachium). Jest on również patronem dwóch najwyższych odznaczeń Niemieckiego Związku Jeździeckiego:
- plakietki z podobizną G. Raua;
- medalu z podobizną G. Raua dla uhonorowania szczególnych osiągnięć w hodowli koni.

 

Legenda nadal więc ma się doskonale. Może dlatego autorce „Arabian Horse World”, Betty Finke, nie zadrżała ręka, gdy pisała w marcu 2016: „Polska hodowla koni arabskich przeżywa największy zamęt w całej swej historii. To zagrożenie równie wielkie jak ostatnia wojna”.
-----------------------------------------------------------------------------------------------

*Ustawka podczas licytacji w Janowie? Teraz już nawet dwa nagie konie nie pomogą (17.08.2016): https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/aukcja-koni-pride-of-poland,40,0,2140200.html

(„Czy to prawda? Nie wiem...” – konkludowała z rozbrajającą szczerością autorka tekstu. Ostatni dostęp: 13.11.2018)

 

Aukcja koni Pride of Poland. Czy PiS pogrzebał legendę polskich arabów? (15.08.2016):

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/aukcja-koni-pride-of-poland,55,0,2139191.html (ostatni dostęp: 13.11.2018)

 

**Zarządca Janowa z czasów okupacji ppłk Hans Fellgiebel (1889-1977), niemiecki koniuszy krajowy i hipolog. Syn właściciela ziemskiego Alberta Fellgiebla, młodszy brat gen. Ericha Fellgiebla (1886-1944), jednego z uczestników spisku, którego efektem był (nieudany) zamach na Hitlera. Warto jednak pamiętać, że organizatorzy zamachu byli z reguły członkami NSDAP, a ich celem było zawarcie pokoju z Zachodem na korzystnych warunkach, które zakładały m.in. utrzymanie części wojennych zdobyczy terytorialnych Niemiec, a więc także dalszą okupację Polski. W 1944 Fellgiebel został oddelegowany do Kwatery Głównej Führera. Aresztowany, do końca wojny przebywał w więzieniu niemieckim. Następnie trafił do niewoli francuskiej, z której został zwolniony przypuszczalnie w listopadzie 1945.

 

***Historia społeczności (artykuł zweryfikowany): https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/j/1233-janow-podlaski/99-historia-spolecznosci/137395-historia-spolecznosci (ostatni dostęp: 13.11.2018)
Holocaust w Janowie Podlaskim (artykuł jest fragmentem opracowania: Śladami Żydów. Lubelszczyzna, Lublin 2011): http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/janow-podlaski (ostatni dostęp: 13.11.2018)

 

****Wg źródeł niemieckich: dyrektor ministerialny w Ministerstwie Wyżywienia i Rolnictwa i Naczelny Stajenny Pruskiego Zarządu Stadnin w Berlinie. To swoisty kamuflaż dla przykrycia przynależności „papieża niemieckiej hipologii XX w.” do NSDAP.

 

*****Bundesarchiv-Militärarchiv (Archiwum Federalne – Archiwum Wojskowe) we Fryburgu Bryzgowijskim; Zespół RH 53-23 Militärbefehlshaber im Generalgouvernement (Dowódca Wojskowy w Generalnym Gubernatorstwie), teczka 32 (mikrofilm znajduje się w Archiwum Akt Nowych w Warszawie); Anlage Nr. 901 zu Kriegstagebuches des Militärbefehlshabers im Generalgouvernement (Załącznik nr 901 do dziennika wojennego Dowódcy Wojskowego w Generalnym Gubernatorstwie). Swoje sprawozdania Rau wysyłał (mniej więcej co dwa tygodnie) do gen. Curta Schulzego, dowódcy trzeciej inspekcji w Wojskowej Komendzie Głównej, odpowiedzialnego za konie w służbie Wehrmachtu.

 

******Wilhelm Zieger, „Das deutsche Heeresveterinärwesen im Zweiten Weltkrieg”, Freiburg 1973.

 

*******Gustav Rau, „Das Wesen der Landespferdezucht im nationalsozialistischen Staate”, w: „Züchtungskunde” nr 8 (1933).

 

Poza wymienionymi w tekście źródłami, autorka korzystała z książki „…reitet für Deutschland“: Pferdesport und Politik im Nationalsozialismus, Nele Maya Fahnenbruck, Verlag Die Werkstatt GmbH, Getynga 2013 („…jeździć dla Niemiec“: sport konny i polityka w socjalizmie narodowym).

 

Specjalne podziękowania dla P. Jana Bańbora za pomoc w skompletowaniu i opracowaniu niemieckich materiałów źródłowych.

 

Wersja PDF artykułu (Konie i Rumaki 11/2018)