Piątek . 04.12.2020 . 23:51
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Mateusz Jaworski
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
„Powtórka z rozrywki” w Janowie Podlaskim
Hanna Sztuka | 08.06.2020 |

“Gospodarstwo - troska - efekty - dobrostan - hodowla w upadku - kłamstwa PO - złe intencje - spirala kłamstwa - fala hejtu - plugawa dyfamacja, a na koniec wisienka na  janowskim torciku: wiedza i uczciwość” - oto ministra J.K. Ardanowskiego, niemal dwugodzinna konferencja prasowa na temat hodowli koni arabskich (3.06.2020).

Gdyby nie fakt, że na naszych oczach została w ostatnich dniach zrujnowana ostatecznie reputacja Janowa Podlaskiego jako pepiniery polskiego konia arabskiego, napisałabym, że odczuwam satysfakcję, patrząc na ostateczny upadek ministra, który zaczął od bufonady na warszawskim Służewcu w 2018 roku i niewybrednej krytyki swojego partyjnego towarzysza, a pochwały i kuriozalne przeprosiny skierował do odwołanych przez niego prezesów i urzędniczki ANR. Wówczas to oświadczył, że dopiero on postawi stadniny arabskie na nogi i naprawi wszystko, co zepsuł jego poprzednik. U jego boku pojawiła się wtedy Anna Stojanowska, która okazała się w końcu jego “femme fatale”, a  swą błyskotliwą karierę rozpoczął zaś prezes Polskiego Klubu Wyścigów Konnych (PKWK), który jest obecnie pełnomocnikiem ministra d/s hodowli koni, czyli osobą,  jak należy rozumieć, odpowiedzialną za jej stan. Przez dwa lata minister Ardanowski nie tylko nie postawił hodowli na nogi, ale stało się dokładnie odwrotnie; wszystko stanęło na głowie, a raczej poleciało na łeb, jak mówimy potocznie. Przez dwa lata rządów ministra Ardanowskiego  spółki hodujące konie zanotowały znaczący spadek wyników finansowych (dwu, a nawet trzykrotny w stosunku do roku poprzedniego), a spółki dotąd radzące sobie dobrze zanotowały znaczne straty (Iwno, Michałów, Nowielice, Racot, Janów Podlaski i Walewice), przy czym strata w Walewicach była na tyle duża, że nie udało się spółki utrzymać jako samodzielnej jednostki. Czy to nie w Walewicach właśnie indolencją tak ogromną wykazała się protegowana Chalimoniuka, że KOWR zmuszony był do jej zwolnienia pomimo tak potężnego protektora? Jest też oczywistym, że gdyby nie ogromna strata w Janowie Podlaskim, nigdy nie byłoby publicznej dyskusji na temat losu polskich stadnin państwowych. Ale Janów nie pozwala o nich zapomnieć.

Pan minister i jego pełnomocnik, o którego biznesowych powiązaniach i karierze lobbysty, przypomniał właśnie przewodniczący jednego ze związków zawodowych rolników, upojeni ogłoszonym przez siebie sukcesem ubiegłorocznej edycji Pride of Poland, uwierzyli, że będzie już tylko lepiej. Z tego stanu lekkiej euforii nie obudziła pana ministra fikcyjna zimowa aukcja na Służewcu, która była pierwszym sygnałem ostrzegawczym, że z tymi końmi arabskimi to jednak nie takie proste, a ludzie też nie dadzą sobie ciemnoty wcisnąć: koń jest, albo sprzedany, albo nie; klacz jest źrebna, albo nie; klient był, albo nie. Dla przypomnienia; zadęcie, pieniądze, zaufany pełnomocnik i zaangażowanie samego ministra w handel końmi zaowocował przychodem w wysokości ponad 40 tys. euro, a dwa lata wcześniej na zimowej aukcji w Michałowie udało się osiągnąć pięćset tysięcy euro, no ale tam na szczęście pełnomocnik nie wiedział o swojej roli, a przyszły pan minister jeszcze nie sądził, że będzie ratował hodowlę i nie pomagał.  Nie bacząc na nic, minister powierzył Tomaszowi Chalimoniukowi nadzór nad całą polską hodowlą koni i ponownie organizację aukcji. W lutym, po ogłoszeniu konkursu na prezesa stadniny Janów i Michałów, pełnomocnik ministra przejął na polecenie ministra rolnictwa bezpośredni nadzór nad stadniną Janów Podlaski. Nie wiem, w jakim trybie została przerwana procedura konkursowa, a wszyscy kandydaci wyrzuceni do „kosza”, ale 1 kwietnia, ku zdumieniu całego środowiska, do Janowa i Michałowa zostali wprowadzeni tzw. ludzie Chalimoniuka, o których nikt wcześniej nie słyszał i nadal nic o nich nie wiadomo. Obaj panowie o bliżej nieznanym wykształceniu, spoza branży hodowli czegokolwiek, o koniach arabskich nie wspominając, o nieznanych kompetencjach w zarządzaniu czymkolwiek, a już szczególnie strategiczną spółką Skarbu Państwa. Kto, komu, po co i dlaczego, pewnie byśmy się prędko nie dowiedzieli, gdyby nowy pełniący obowiązki prezesa w Janowie nie urwał się KOWR-owi z łańcucha i nie zaczął prowadzić firmy z fantazją właściwą ignorantom. Po 14 dniach urzędowania wynajął sobie na doradcę Annę Stojanowską podesłaną mu przez Tomasza Chalimoniuka. Co ciekawe p/o prezesa Janowa, mając świadomość, że nie jest prezesem z konkursu, czyli raczej na krótko, zawarł z A. Stojanowską 4-letni kontrakt (jak ćwierkają wróbelki, na kwotę 8 tys. miesięcznie, czyli prawie 400 tys. za cztery lata) - czy jest to działanie dla dobra spółki, czy też może na jej szkodę, zapewne wkrótce rozstrzygać będzie prokurator. Dalej wydarzyło się już to, co wszyscy widzieliśmy w mediach. 12 maja w „Rzeczpospolitej” ukazał się tekst , w którym Stojanowska opowiada, że koniom w Janowie źle się dzieje, 19 maja przyjeżdżają na kontrolę poselską posłanki Niedziela i Kluzik-Rostkowska, 20 maja w Sejmie organizują konferencję prasową, podczas której cała Polska dowiaduje się, że zwierzęta w Janowie były zaniedbane, skrajnie wyczerpane, bez opieki weterynaryjnej. Dalej już, według znanego od czterech lat schematu: TVN 24, Onet, media społecznościowe, wszystko rozgrzane do czerwoności. Wylewa się “plugawa fala hejtu”, o której wspominał pan minister na konferencji prasowej. Tymczasem 18 maja w brytyjskim „The Times” ukazuje się artykuł o kryzysie w państwowej stadninie koni w Janowie, gdzie aktualna doradczyni prezesa Janowa mówi wprost, że do polskich stadnin nie ma już po co przyjeżdżać…

Czy wszystko to jest zorganizowaną ustawką Stojanowskiej z opozycją na potrzeby kampanii wyborczej, czy dzieje się przypadkiem, tego nie wiem, ale w wykonaniu Stojanowskiej widzieliśmy już nie takie rzeczy. To właśnie Anna  Stojanowska została w 2017 roku zmuszona przez hodowców do odejścia z zarządu PZHKA z powodu zamieszania naszej branży w politykę. Jak widać, nie cofnie się przed niczym. ale tym razem wyraźnie przeszarżowała. Uderzenie w markę Janowa Podlaskiego i całej polskiej hodowli zbulwersowało środowisko na tyle skutecznie, że publicznie po raz pierwszy zaprotestował  zdystansowany wcześniej do problemów hodowli państwowej Polski Związek Hodowców Koni Arabskich PZHKA. Krokodyle łzy Stojanowskiej w wywiadach dla mediów nad ciężkim losem janowskich koni są szczytem hipokryzji u osoby, która przez 20 lat nadzorowała stadniny państwowe (jeśli się tej wiedzy wyprze, to pytanie: na czym polegał nadzór który tam ponoć pełniła?) Nikt lepiej od Stojanowskiej nie wie, ile koni się zmarnowało przez różne zaniedbania. Doskonale wiedziała, że kowale w stadninach są cztery razy do roku (i to jest dobrze, kiedy cztery). Doskonale też orientowała się, że na przednówku w gospodarstwie zostają resztki siana i z jego jakością bywa różnie. Janów nigdy zresztą nie miał dobrego siana, bo i skąd; w tamtej „strefie klimatycznej”? Napuszczenie mediów na Janów i “ustawka” z posłankami PO jest o tyle perfidna, że TVN robił materiały (w swoim „niezależnym i profesjonalnym” stylu), gdzie mówiono jak jest źle, a jednocześnie pokazywał konie w dobrej kondycji. Świeżo urodzone źrebię grało rolę zaniedbanego konia, a krowa w boksie porodowym robiła za ilustrację cierpień bydła. Tak swoją drogą, to posłanka Niedziela, jako lekarz weterynarii, powinna wiedzieć, że do strefy porodowej nie powinny wchodzić osoby postronne, nawet posłanki, aby nie zakłócać zwierzęciu spokoju w tak trudnym momencie. Czy to nie podchodzi pod dręczenie zwierzęcia? Oczywiście o tym powinien poinformować posłanki p/o prezesa, ale tak myślę - skąd on miałby  o tym wiedzieć? Jego poprzednik, kiedy objął zarząd w Janowie, także był bardzo pewny siebie. Na pytanie - jak poradzi sobie z oborą, rozbrajająco odpowiedział, że „obora to nie problem, jestem w oborze dwa razy dziennie”. „No dobrze Grzegorzu, tylko jak już jesteś w tej oborze, to co ty tam widzisz?” – brzmiała odpowiedź.  To samo dotyczy obecnego p/o. Stojanowska naopowiadała, co chciała i co było jej wygodne, poleciała z tym do mediów, a on nie był w stanie sam tego ocenić, a może nie chciał.

Jeśli nawet były jakieś niedociągnięcia, to trzeba było po prostu zrobić porządek. Za to pan Gawlik jak i doradca (zatrudniony ze względu na brak osobistych kompetencji prezesa) pobierają od spółki wynagrodzenie, a nie biegać po mediach. Skończyło się tym, że na konferencji prasowej minister osobiście tłumaczy, że krowa czasem lubi narobić do poidła, a kowale nie mogli przyjechać, bo epidemia. Jednocześnie minister zarzuca Treli (skrzętnie w swym przydługim wywodzie omija nazwisko swojej femme fatale), że zbudował zły cielętnik, ale nie widzi, że to było 7 lat temu. Problem janowskiego cielętnika jest znany w KOWR przynajmniej od 2016 roku. Nic z tym nie zrobiono, a minister Ardanowski miał dwa lata, aby się wykazać. Ale jak może być dobrze w stadninie, która jest jednocześnie ogromnym gospodarstwem rolnym, którym przez ostatnie dwa lata zarządzał przypadkowy urzędnik, który zgłosił się na ochotnika z KOWR, bez wykształcenia, wiedzy, doświadczenia i minimalnego choćby związku z hodowlą koni? Teraz nieoczekiwanie zastępuje go człowiek, którego nawet KOWR nie zna. To jest prawdziwa skala upadku Janowa.

Na konferencji prasowej prezentowana jest lista koni na tegoroczną aukcję, ale nie uczestniczą w niej prezesi zainteresowanych spółek. Nie ma komu zadać pytania, dlaczego minister mówi, że nie sprzedaje się najlepszych koni i długo opowiada, jak to Trela sprzedał w 2015 roku Pepitę - najlepszą polską klacz, “co przecież jest skandalem ” - wszyscy się z tym zgadzają, dlatego też wywiązała się dyskusja w social mediach na temat jakości tej klaczy. Tymczasem na tej samej konferencji Tomasz Chalimoniuk prezentuje aukcyjną listę koni i co widzimy? Prawie całe podium ubiegłorocznego czempionatu Polski klaczek rocznych: Florissima, Aplia i Amirata. Jedne z najlepszych klaczek rocznych w Polsce! To jak to jest, panie pełnomocniku? Pytam w rozmowie telefonicznej i dowiaduję się, że to wyłącznie mój problem, bo tę listę zaopiniował pozytywnie PZHKA. Wyrażam zdziwienie jako członek PZHKA, sprawdzam u źródła i już wiem, że to nieprawda. Ktoś kogoś czaruje, ale trudno już nadążyć, kto kogo. Czy to minister kłamie, czy jest okłamywany przez swojego pełnomocnika? A może razem kłamią, ale oczywiście dla dobra polskiej hodowli? W każdym razie, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Pośrednicy, którzy ułożyli tegoroczną listę, już zacierają ręce. Jak mawiają dobrze zorientowani, faktury pójdą w ruch. A u Stojanowskiej nawet podwójnie, wszak ma legalną firmę doradczą: jedna do Janowa, a druga do klienta Janowa. Nie tyle sprytne, co bezczelne.  Chodzą już takie żarty, że wynagrodzenie p/o prezesa Janowa, skoro potrzebuje doradcy w dziedzinie, w której to on powinien być fachowcem, powinno być pomniejszone o kwotę wynagrodzenia Stojanowskiej, bo skąd Janów ma mieć pieniądze dla tak kosztownej doradczyni, to wie chyba tylko pan minister.  Nota bene kuriozalnym jest fakt zatrudnienia w roli doradcy (hodowlanego?) byłej urzędniczki, która próbując przez ostatnie cztery lata działalności na własny rachunek, zaliczyła wyłącznie porażki; wszystkie, ale to wszystkie aukcje, w których brała udział dzisiejsza doradczyni, podobno najlepszej polskiej stadniny, okazały się spektakularną porażką: aukcje pod Krakowem (na spotkaniu z hodowcami w Białce w 2018 roku padły publicznie słowa o oszukaniu sprzedających) - już nieorganizowane, aukcja na Słowacji - tam nie sprzedał się ani jeden koń. Do tego jeszcze głośne oskarżenie o konflikt interesów A.Stojanowskiej jako sędziego ECAHO.  Dla jakich zatem umiejętności tę panią zatrudnił p/o prezesa? O czym nie wiemy? Jeśli nie z powodu umiejętności związanych z hodowlą, czy sprzedażą koni, to może, aby zapewnić sobie za te pieniądze medialny spokój? Bo umiejętność rozniecania histerii to ta pani ma wielką!

I to jak widać okazało się złudzeniem. Pana ministra poniesie zapewne wkrótce w bezkresne stepy arabski koń pogoniony batem trzymanym przez Stojanowską. Jak mówili klasycy; hajda na koń, panie ministrze.

 

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Komentowanie jest zamknięte

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --