Poniedziałek . 26.10.2020 . 11:16
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Mateusz Jaworski
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
O tempora! O mores!
Hanna Sztuka | 11.02.2020 |

W czasie obrad sejmowej komisji rolnictwa poświęconej koniom arabskim jeden z obecnych na sali przedstawicieli rolniczych związków zawodowych, wyraźnie poruszony zachowaniem się grupy osób skupionych wokół A. Stojanowskiej i J. Białoboka, która na oślep atakowała wszystko i wszystkich tych, którzy angażowali się w państwową hodowlę koni arabskich po ich odwołaniu, w niezwykle emocjonalnym wystąpieniu zaapelował o porozumienie słowami: “przecież konie arabskie nie są partyjne, tu chodzi o ich dobro, a nie o wasze interesy”.

Ja także do pewnego momentu tak myślałam. Aż zrozumiałam, w jak wielkim tkwiłam błędzie. Błąd ten polegał na tym, że po odwołaniu “triady” ze stanowisk w stadninach państwowych, nie dość stanowczo oddzieliłam los ludzi od losu stadnin. Również osobiste relacje i wieloletnia znajomość przysłaniały mi jasność osądu. Na szczęście nigdy nie musiałam rozważać kwestii politycznych, ponieważ, podobnie jak większość ludzi w naszym kraju, moim poglądem politycznym jest dobro ojczyzny, a w mojej rodzinie krąży anegdota, że jedynym, który należał do partii, był jeden z pradziadków, który w powstaniu styczniowym należał do partii Bieleckiego – i to byłoby tyle.

Niestety ostre podziały polityczne w społeczeństwie mają swoje konsekwencje również w odniesieniu do wirtualnego bytu, który ogólnie można określić jako „stadniny koni arabskich w polityce i mediach”. Zapewne wkrótce będziemy mieli kolejne odcinki serialu o stadninach koni arabskich, bo już w najbliższych dniach pojawią się listy kandydatów na prezesów tych stadnin, a zaraz potem poznamy ich wyniki finansowe. Wkrótce po nich pojawią się listy na sierpniową aukcję i maszyna do hejtu ruszy z kopyta. Tymczasem w ramach podtrzymania nastroju lamentu nad upadkiem naszej rodzimej hodowli, internetowa influencerka znana wszystkim jako “Alina z fejsbuka” z nostalgią wspomina lata minione recenzją dawno wydanej książki, smęcąc tam o trudzie i wyrzeczeniach hodowców przez ostatnie 200 lat i biadając, że oto “nasz skarb, który wnieśliśmy do zjednoczonej Europy” został ostatnio utracony (w domyśle, zniszczony przez zmianę w polityce zwaną przez niektórych dobrą). I niesie się po wirtualnym świecie, niczym echo z Jankielowego koncertu, pytanie “Gdzie dziś jesteśmy?” (co rozumiem to jako lament nad upadkiem hodowli, która bez Stojanowskiej, Białoboka, Treli i Polturfu nie ma prawa istnieć).

I tak w niedzielne przedpołudnie, w poczuciu obywatelskiego obowiązku, postanawiam zagubionej Alinie z fejsbuka pomóc znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytanie i piszę słowa, które przeczytać można na zrzucie pod niniejszym tekstem. Zamiast jednak podziękowania za moje zaangażowanie w pomoc w zrozumieniu meandrów hodowli koni arabskich oraz za przekazanie wyników skomplikowanych obliczeń sprzedanych i rozdanych hojnie embrionów, influencerka podnosi larum, że jest obrażana. Konia z rzędem temu, kto zrozumie, o co tu chodzi. Pani pyta “Gdzie jesteśmy?”, a ja grzecznie odpowiadam, jak jest. Jako osoba dobrze zorientowana w branży, czyli hodowca koni arabskich, a ostatnio badacz barwnych i skomplikowanych dziejów polskiej hodowli, próbuję podzielić się wiedzą – a tu krzyk, usuwanie mojego wpisu, publiczne dąsy i spazmy. Dlaczego???

Może dlatego, że dla Aliny z fejsbuka, która bezceremonialne, kompromitując zasłużony wcześniej tytuł, podszywa się pod „Araby Magazine”, nie jest ważne, jak było naprawdę. Dla niej prawda ma „wersje”, a historyczna prawda, oparta na dokumentach i twardych dowodach, tej pani nie przekonuje. Jak większość jej rówieśników, korzystających z dostępnych im przywilejów, nie przyjmuje do wiadomości, że powojenna hodowla koni arabskich w Polsce była co najmniej tak skomplikowana, jak ustrój, który panował w kraju. Konie arabskie zrabowane przez państwo prywatnym hodowcom były w PRL cennym źródłem dewiz i tylko temu zawdzięczamy dzisiejsze legendy i przetrwanie hodowli do lat 90. Stadniny były oazami luksusu w porównaniu z PGR-ami, a praca np. dla Animexu była oknem na świat w dosłownym tego słowa znaczeniu. Na pytanie, czy ludzie, którzy przy tym pracowali, wspierali komunę, czy z nią walczyli, każdy może sobie odpowiedzieć sam. Dziś łatwo jest Alinie z fejsbuka atakować Marka Grzybowskiego (który zakładał Solidarność w Animexie – nie zaś ona), bo ma kobieta parcie na szkło, a Grzybowski nie traktuje tego poważnie. Pani ta nauczyła się przez ostatnich kilka lat bezkarnie atakować ludzi, którzy myślą inaczej, niż ona i którzy na historię i stan obecny naszej hodowli patrzą realnie, a nie przez wizjer kamery TVN. Alina z fejsbuka rzuci się na każdego, kto powie lub opublikuje niewygodną dla niej prawdę – a prawda jest taka, że stare czasy nie wrócą, ponieważ przeminęły, jak przemija młodość i uroda.

Rzymianie wołali: „O tempora! O mores!”. Już wówczas trudno było ludziom pogodzić się ze zmianami zachodzącymi w polityce i w społeczeństwie. Alinie z fejsbuka, która nie może się pogodzić z faktem, że dawne czasy już nie wrócą, a jej idole nie byli rycerzami bez skazy, radzę zastanowić się nad tym, co czuł na przykład książę Roman Sanguszko, którego w latach dawnych, podczas pobytu w Brazylii, postanowili odwiedzić dyrektorzy Krzyształowicz i Jaworowski. Początkowo Sanguszko odmówił, ponieważ dla niego ci panowie reprezentowali znienawidzony reżim, który odebrał mu majątek, w tym i konie arabskie, które jego rodzina hodowała od połowy XVIII wieku. Ale potem zgodził się na rozmowę, jednak atmosfera nie była ani ciepła ani serdeczna. Wydaje się, że mógł mieć książę uzasadnione do reżimu pretensje… Pomimo wielkiej niechęci do komuny i jej reprezentantów, Sanguszko zdobył się na książęcy gest wobec polskiej hodowli i przekazał, za pośrednictwem polskiej ambasady w Brazylii, mikrofilmy sławuckiej księgi stadnej*, którą szczęśliwie udało mu się ocalić podczas II wojny światowej. Tak wygląda prawdziwa miłość do Polski i hodowli oraz działanie dla jej dobra, któremu można przeciwstawić postawę Białoboków, Stojanowskiej, Aliny z fejsbuka i innych osób, które tylko dla udowodnienia swoich racji lub odzyskania władzy, wpływów i korzyści są gotowe stadniny państwowe zniszczyć.





—————————————————-
*Mikrofilmy przekazane Polsce przez księcia Romana Sanguszkę znalazły się w prywatnych zbiorach i, pomimo starań, nie udało się ich dotychczas odzyskać dla polskiej hodowli.

 

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Komentowanie jest zamknięte

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --