Niedziela . 27.09.2020 . 15:32
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Mateusz Jaworski
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Dziad o gruszce, baba o pietruszce!
Hanna Sztuka | 13.12.2019 |

Czyli Winter Star Sale 2019 - recenzja subiektywna

Jak zwykle, „w koniach arabskich” się dzieje! Ostatnio emocje w środowisku „zajmującym się” końmi arabskimi wzbudziła zimowa aukcja koni arabskich na warszawskim Służewcu. Celowo nie używam określenia “w środowisku hodowców”, ponieważ na przykładzie stosunku do tego wydarzenia widać, jak bardzo rozeszły się drogi wymienionych grup. Otóż hodowcy, coraz bardziej zatroskani o spadający popyt na polskie, a więc też ich konie, przyjęli inicjatywę z zainteresowaniem, a mniej życzliwi obecnej władzy - z rezerwą. Tym bardziej, że nazwa i termin kojarzyła się z aukcjami, które, z racji ich sukcesów, wszyscy doskonale pamiętają. Chodzi o michałowskie Winter Sale 2016 i 2017 (całkowicie przemilczane przez polskie media z prawej i lewej strony), które miały znakomitą sprzedaż, organizację i, co ważne, były miłym wydarzeniem dla środowiska hodowców. Po nerwowych i upolitycznionych aukcjach w Janowie, nasze Winter Sale w Michałowie były jedynymi realnymi sprzedażami w Polsce po 2016 roku. Bez gwiazd, ale starannie przygotowane i dobrze wypromowane (szczególnie w 2017), połączone z pokazem hodowlanym ogierów, gromadziły tłumy hodowców i przyjaciół koni arabskich z kraju i zagranicy. Michałowskie Winter Sale, w autorskim wykonaniu prezesa Macieja Grzechnika, były wydarzeniem szeroko komentowanym na całym świecie i wydawało się, że to właściwa droga do tego, aby równowaga zaczęła powracać na polski rynek. Jednak już III Winter Sale, w ubiegłym roku, zrealizowana bez autora poprzednich sukcesów, zanotowała wynik sięgający niespełna 100 tys. euro, czyli aż pięciokrotnie niższy od I Winter Sale (440 tys. euro) i II Winter Sale (505 tys. euro).

Informacja o aukcji na warszawskim Służewcu była nieco zaskakująca, a lista koni rozgrzała emocje i znów sprzedaż koni arabskich trafiła do mediów. O liście koni wiele już powiedziano, nawet PZHKA został przymuszony do zajęcia stanowiska w tej sprawie, a promocję wziął na siebie sam minister rolnictwa i, o dziwo, skierował ją do… no właśnie, do kogo? Raczej nie do klientów, którzy, co było dość oczywiste (choć najwyraźniej nie dla organizatora), na służewiecką aukcję nie przyjechali. Impreza była słaba, rozlazła, bez licytacji, główne dwa konie zostały sprzedane z tzw. koperty, kilka tańszych koni nabyli nieliczni klienci, którzy zawsze łapią okazję, aby kupić korzystnie - i tyle… Przy czym nie sprzedał się ani jeden koń pełnej krwi! Zatem odpowiedź na pytanie, po co było robić tę aukcję, jest sprzeczna z oficjalnym przekazem, głoszącym, że „dla dobra polskiej hodowli”. Bo jak się ma do tego wystawienie folblutów, w większości zagranicznej hodowli? Obawiam się, że chodzi tu o zwykłą, ale niestety destrukcyjną dla hodowli koni politykę, w tym przypadku pod hasłem: „nie ma żadnego upadku”. Pewnie to i prawda. Niemniej jednak to, jak doradcy ministra (mam nadzieję, że nie on sam!) mylą handel końmi z ich hodowlą, jest dość frustrujące. Wkrótce po aukcji okazało się, że podczas jedynej energicznej licytacji doszło do niezgodności oferty z informacją o oferowanej klaczy. W zwykłym świecie nazywa się to oszukaniem klienta. Sprawa już bulwersuje środowisko hodowców i zapewne będzie miała dalszy ciąg.

Potwierdzeniem mojej tezy o owym myleniu był również gwoźdź programu, czyli 15-minutowe wystąpienie ministra adresowane do… znów nie wiem. Do kolegów z partii? Do widzów TVP-Info? Bo przecież nie do obecnych na aukcji gości. Na szczęście, goście zagraniczni niczego nie zrozumieli, a nieliczni goście z Bliskiego Wschodu są przyzwyczajeni do podobnie brzmiącego tonu swoich władców, tak więc raczej nie poczuli się urażeni. Ja wysłuchałam pana ministra uważnie, podobnie jak ponad rok temu, również na warszawskim Służewcu, kiedy to podczas Czempionatu Narodowego przepraszał Annę Stojanowską i Jerzego Białoboka (o Marku Treli nie wspomniał), kajał się i obiecywał odbudowę hodowli, którą według niego zniszczył jego poprzednik na ministerialnym fotelu. Publicznie zaprosił wymienionych do stworzonej przez siebie rady i od tej chwili wszystko miało być już dobrze. Zaproszeni państwo do rady weszli, pomogli sprzedać kilka koni na Pride of Poland (przy okazji, być może, zapewnili sobie prowizje), ale że okazali się nielojalni i przed aukcją spuścili swoje trolle ze smyczy, to pan minister się ich pozbył, rozwiązując radę - i tak sielanka się skończyła.


Słuchałam więc przemówienia pana ministra ze sporym niesmakiem, kiedy publicznie atakował swoich niedawnych sojuszników z rady i, nie owijając w bawełnę, oskarżył ich dokładnie o to, za co jego poprzednik ich pozwalniał. Czy więc pan minister potrzebował aż roku, aby zrozumieć, o co chodziło z tymi zwolnieniami? Groteskowo też zabrzmiało pytanie o to, „gdzie oni dziś są?” (czyli ci, co wcześniej szkodzili), skoro siedzieli na widowni zaledwie kilka metrów od przemawiającego ministra.


Muszę przyznać, że patrząc, jak aukcjoner przybija dzierżawę janowskiej Pingi (platynowej czempionki świata), pomyślałam, że oto pan minister i jego doradcy sprzedali honor polskiej hodowli państwowej za 40 tysięcy srebrników. Czegoś tak żenującego chyba jeszcze nie widziałam! To jest kwota, która przy deficycie Janowa ma niewielkie znaczenie, ale nasze poczucie honoru zostało zbrukane. To, że minister rolnictwa polskiego rządu akceptuje publiczną aukcję na dokonanie embriotransferu od elitarnych klaczy ze stadnin państwowych i to na dodatek z umową, która narusza polskie przepisy PASB, jest działaniem na szkodę polskiej hodowli. Poprzedni minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel nie miał dobrej prasy, jeśli chodzi o konie arabskie, ale przynajmniej był do końca konsekwentny - to na jego polecenie nadzór wprowadził we wszystkich stadninach zakaz handlu zarodkami. Obecny minister, za sprawą członków swojej byłej już rady, powrócił do tej patologicznej procedury - przypomnę zarodek od Emandorii sprzedany na tegorocznej aukcji - i brnie w ten proceder dalej.


Może nie ma przy ministrze nikogo, kto mógłby mu klarownie wytłumaczyć, jak wielkie szkody wyrządza polskiej hodowli swoim działaniem? Minister, rozsądny obrońca polskiego rolnika, sam wpadł w sidła propagandy sprowadzającej polską hodowlę koni arabskich do magii kwot, osiąganych za konie, stąd prawdopodobnie parcie na sprzedaż za wszelką cenę, nawet za cenę końca hodowli. Muszę to powtórzyć raz jeszcze i może minister to usłyszy (ale czy zrozumie? czy przedłoży faktyczny interes hodowli nad swój interes polityczny?): sprzedaż embrionów jest szkodliwa dla hodowli polskich koni arabskich, bo skoro każdy może kupić z państwowej hodowli embriony od najlepszych, elitarnych klaczy, nie kupi już tutaj innych koni - tych właśnie, których stadniny powinny się pozbyć.


Przed rozpoczęciem aukcji przypadek sprawił, że rozmawiałam przez chwilę z prezesem PKWK Tomaszem Chalimoniukiem o samym pomyśle Winter Sale i życzyłam mu dobrego wyniku i atmosfery, przynajmniej takiej, jaką stworzył pomysłodawca Winter Sale w Michałowie, od którego nowy organizator powinien się pilnie uczyć. Obecny przy rozmowie był też minister rolnictwa, który wydał mi się zmęczony i zagubiony. Patrząc, jak z nabożnym uwielbieniem, w orszaku ministra postępowali p/o Janowa i p/o Michałowa, zrozumiałam, że w tym gronie minister niczego odkrywczego się nie dowie. Ja zaś dowiedziałam się jednego: można było zepsuć w 2018 roku czempionat na Służewcu, można też zepsuć, pomimo nazwy Winter Sale, aukcję we wspaniałym miejscu, które jest do tego stworzone. Obawiam się, że taki sam los spotka buńczucznie zapowiadane już na 2020 rok CSIO. Jak widać, nie tylko „szerokie plecy”, ale raczej to, że na koniach trzeba się znać, kochać je i rozumieć, aby cokolwiek z nimi robić, choćby to była tylko sprzedaż. Choćby to była aż sprzedaż…

Kiedy mówimy o koniach arabskich, które są wyjątkowe wśród innych koni, zawsze łączymy je z historią, kulturą i emocjami. Są dla nas, hodowców, czymś więcej niż zwierzętami. Dlatego kiedy ja piszę, że koń to kultura, a hodowla arabów w Polsce to nasze kulturowe dziedzictwo, a pan minister, w przemówieniu do hodowców i klientów aukcji, grzmi o naszej hodowli jako o „produkcji zwierzęcej”, to wychodzi jak w tytule: dziad o gruszce, baba o pietruszce!

 

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Komentowanie jest zamknięte

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --