Piątek . 15.11.2019 . 04:39
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Światełko w tunelu czy… gromnica
Hanna Sztuka | 04.11.2019 |

W ostatnich tygodniach z coraz większym zainteresowaniem słucham doniesień o zmianach w zarządzaniu spółkami należącymi do skarbu państwa. Jest już podobno przesądzone, że zostaną one poddane jednemu podmiotowi zarządzającemu. Jako że stadniny państwowe to również spółki należące w 100% do skarbu państwa, ludzie związani z hodowlą państwową oraz jej sympatycy z niepokojem, ale i nadzieją oczekują, co się wydarzy. W mediach mówi się sporo o spółkach energetycznych i wielkich koncernach kontrolujących ważne dla państwa dziedziny - a o spółkach rolniczych cisza. Nie jest tajemnicą, że w KOWR trwa kontrola NIK, która miałaby być ponoć wstępem do zmiany nadzoru z Ministerstwa Rolnictwa na nowo powstały organ. Ale czy przejmie on wszystkie spółki rolnicze, w tym państwowe stadniny koni? I co to oznaczałoby dla stadnin? Czy w politycznej zawierusze ktoś zauważy problemy państwowej hodowli koni? Osobiście nie sądzę, aby w tym momencie ktokolwiek się tym bliżej zajmował, ale rozumiem, że sprawa dotyczy uregulowania kontroli nad spółkami skarbu państwa w makroskali, a na szczegóły czas przyjdzie później. Jednak, jak wiadomo, diabeł tkwi właśnie w szczegółach.


Całkiem niedawno wpadł mi w ręce artykuł Marka Grzybowskiego opublikowany w „Koniu Polskim” w 1992 roku, gdzie autor nawoływał do przeprowadzenia reformy w hodowli państwowej, wskazując, że jest ona na prostej drodze do upadku i że czasu na działanie nie ma zbyt wiele. Minęło 27 lat i ten artykuł jest wciąż aktualny, z tym że z czterdziestu stadnin i dziesięciu stad ogierów pozostało 14, a polska hodowla państwowa przestała mieć jakiekolwiek znaczenie gospodarcze i, niestety, także hodowlane. Ten upadek widać jaskrawo zwłaszcza w hodowli koni sportowych ras półkrwi oraz koni pełnej krwi angielskiej, gdzie konie hodowli państwowej zostały wypchnięte z rynku przez konie masowo sprowadzane z zagranicy. Do niedawna wydawało się, że jedynie stadniny koni czystej krwi arabskiej utrzymały poziom światowy, ale w ostatnich latach i na tym polu pojawiły się problemy, które bynajmniej nie zostały spowodowane odwołaniem trojga “jedynych” fachowców – one zostały przez owo odwołanie tylko ujawnione.


Chaotyczna prywatyzacja stadnin państwowych w latach 90. doprowadziła do całkowitej degradacji polskiego programu hodowlanego koni różnych ras; objawił się brak jasnej koncepcji prowadzenia hodowli państwowej, a tym samym celu tej hodowli. Biorąc pod uwagę zaangażowanie ogromnego majątku należącego do skarbu państwa, należy poważnie zastanowić się nad celami i przyszłością hodowli państwowej w Polsce. Wyraźnie widoczna luka pokoleniowa w polskiej hodowli państwowej stawia pod znakiem zapytania kontynuowanie pracy hodowlanej nie tylko w kontekście pokoleń koni, ale przede wszystkim w kontekście hodowców o odpowiednich kwalifikacjach, doświadczeniu i pasji, będących ostoją polskiej tradycji hodowlanej i mogących przekazać jej dziedzictwo następcom.


Wiele osób, szczególnie starszej daty, obserwując poczynania ANR, a potem KOWR, jest przekonanych, że państwowe stadniny w Polsce muszą upaść i nic już nie jest w stanie im pomóc. Najczęściej są to osoby, delikatnie rzecz ujmując, źle znoszące obecną opcję polityczną i z nostalgią wspominające radosne czasy “komuny” w stadninach państwowych.


Z kolei dla obecnie rządzących państwowe stadniny koni, a już zwłaszcza te hodujące konie czystej krwi arabskiej, to prawdziwe utrapienie, ale i terra incognita, co widać po poczynaniach nadzoru. Medialne trzęsienie ziemi, jakie odbywa się co roku w sierpniu, przy okazji janowskiej aukcji, stało się czymś zupełnie groteskowym, od kiedy sprzedażą koni na aukcji zajmuje się osobiście minister rolnictwa, triumfalnie obwieszczający światu, że znów jesteśmy potęgą. Hm, a w jakiej to dziedzinie? Czy ktoś zadał sobie trud (choć może zabrakło nie wysiłku, a odwagi), aby wytłumaczyć panu Ministrowi, jak wygląda dzisiejszy światowy rynek koni? Może gdyby pan Minister dowiedział się np. od członków rady, którą z przytupem powołał w ubiegłym, a po cichu odwołał w tym roku, że konie arabskie to maleńka nisza na światowym rynku koni i że dziś to konie półkrwi osiągają prawdziwie wysokie ceny (np. 1.889 tys. euro za hanowerskiego ogiera Damsey na ostatniej aukcji w Verden)?. Być może wówczas nie angażowałby powagi swojego urzędu w handel końmi arabskimi, ale zwrócił uwagę na realne problemy państwowych stadnin koni i przynajmniej spróbował stworzyć warunki do ich reformy, która jest jedyną i tym razem raczej ostatnią szansą na ich przetrwanie. No, chyba że właśnie dlatego pozbył się rady, która niczego nie była w stanie zaproponować… Baba z wozu, koniom lżej!


Nie zwykłam wsłuchiwać się uważnie w deklaracje polityków, jakież jednak było moje zdumienie, kiedy słowa nadziei padły z ust polityka partii rządzącej w randze wicepremiera Jacka Sasina! W wywiadzie dla radiowej Trójki mówił o konieczności zmiany nadzoru nad spółkami skarbu państwa. Konstatacja ta nie wydaje się odkrywcza, ale stwierdzenie, że nadzór nad nimi jest obecnie ekstensywny i ogranicza się wyłącznie do kontroli ich działalności pod względem formalnym - zadziwił mnie trafnością. Bardzo jestem ciekawa, czy mówiąc to, myślał też o spółkach rolniczych, gdyż opis ten pasuje idealnie do tego, co robi nadzór KOWR w stadninach państwowych. W stadninach (a zapewne w innych spółkach również) ważne jest to, co jest podane na papierze, a podpisane przez komisję - tak można wytłumaczyć każdą głupotę. Można udzielić absolutorium zarządowi, który doprowadza spółkę do straty, jednoosobowo zatrzymuje inwestycje zaakceptowane wcześniej przez walne zgromadzenie wspólników, sprzedaje konie niezbędne dla kontynuowania programu hodowlanego, naraża spółkę na przegrane procesy sądowe, jest uwikłany w dochodzenia prokuratorskie, ale za to robi, co każą i siedzi cicho. Albo prezesowi, który został nim dzięki rodzinnym powiązaniom i sprzedaje krowy, aby chwilowo zapchać dziurę w bilansie…


Ponieważ państwowa spółka nie może być postawiona w stan upadłości, wciela się ją do dobrze prosperującej spółki, np. roślinnej, i w efekcie to ona boryka się z problemem, ponosząc koszty nieudolnego zarządu nad stadniną. Można też wybudować za miliony stajnię dla ogierów bez dostępu do padoków i pastwisk albo wymyślić strome schody do hali udojowej w oborze i nadal uchodzić, także w oczach nadzoru, za dobrego gospodarza. Rolnicy łapią się za głowę, kiedy widzą, że w spółkach państwowych przez wiele lat sieje się zboże po zbożu, nigdy nie bronuje pastwisk, nie przesiewa łąk, pierwszy pokos siana zbiera po wykłoszeniu, lub produkuje kiszonkę, która w połowie gnije. Wszystko to ujdzie jednak na sucho, KOWR wysyła kontrolę, która stwierdza, że odbywa się to zgodnie z prawem (i jest pięknie uzasadnione na papierze) i po temacie. A to, że padają źrebięta, czy cielęta w ilości hurtowej, a produkcja jest słaba, to cóż… Spadek przychodów, a nawet bilansową stratę, zawsze można wytłumaczyć suszą, czy też powodzią lub zwalić na innych. Jakim więc cudem w tak niesprzyjających warunkach, które z roku na rok doprowadzają do obniżenia wartości państwowych stadnin koni, prosperują prywatne gospodarstwa? Mnie jednak najbliższe są państwowe stadniny koni czystej krwi, gdzie jest obecnie około 250 klaczy hodowlanych i ani jednego hodowcy, czyli osoby, która świadomie, dysponując odpowiednią wiedzą i doświadczeniem, prowadzi hodowlę zgodnie z założonym programem. Również KOWR nie może się pochwalić nikim kompetentnym do nadzorowania tejże hodowli pod względem merytorycznym.


To dlatego właśnie słowa Jacka Sasina odebrałam jako światełko w tunelu. Dla państwowych stadnin koni, nie tylko hodujących konie arabskie, być może jest to ostatnia szansa, nie tyle na przetrwanie, ile na próbę odegrania jeszcze jakiejkolwiek roli w hodowli. Sama zmiana przynależności resortowej oczywiście niczego nie musi zmienić, ale rozumiem, że otworzyć może drogę do stworzenia nowego modelu zarządzania i nadzoru nad państwową hodowlą, wyznaczenie jej celów i zadań oraz, w niektórych przypadkach (jak np. Janów Podlaski), dokapitalizowania lub wręcz zmiany formuły działalności. W przypadku stadnin państwowych tylko głębokie, wręcz rewolucyjne, zmiany mogą je uratować przed odejściem w niebyt. KOWR (i jego protoplaści) ze swoim nadzorem spełnił już swoją niechlubną rolę. Jeśli politycy, którzy będą decydować o losie spółek, zechcą zrozumieć, że państwowe stadniny koni są czymś więcej niż działem produkcji rolnej, to może światełko w tunelu, które zobaczyłam, nie okaże się li tylko złudzeniem. Jeśli jednak stadniny państwowe nie zostaną potraktowane jako nasze narodowe, kulturowe dziedzictwo, to być może to, co zobaczyłam, okaże się jedynie niknącym blaskiem gromnicy, którą w polskiej tradycji wkłada się w dłonie konającego.

 

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Komentowanie jest zamknięte

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --