Piątek . 15.11.2019 . 04:34
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Janów zasługuje na więcej!
Hanna Sztuka | 04.07.2019 |

Przez ostatnie trzy lata stadnina w Janowie Podlaskim stała się symbolem walki dobra ze złem w polskiej hodowli koni czystej krwi arabskiej. Do 2016 roku nasza armada, jaką stanowiły stadniny w Janowie i Michałowie, była skuteczna i nieźle sobie radziła na rynku, ale przypominała bardziej dwa okręty podwodne: zamknięte, głęboko zanurzone, tak że nikt postronny nie wiedział, co tam właściwie się dzieje. Aż zmienił się układ polityczny i po rządzącym przez ostatnie 25 lat w polskim rolnictwie PSL przyszła inna opcja polityczna i postanowiła zajrzeć do środka. Zamiast jednak posłużyć się kluczem francuskim i wszystko dobrze rozważyć, wysłano ekipę z łomem, żeby dostać się na okręty, kapitanów wyrzucono za burtę – a na temat tego, co było dalej, każdy w Polsce ma już swoją opinię.

Okręt flagowy – jak nazywano Michałów – miał początkowo więcej szczęścia. Pierwszy błąd w obsadzie stanowiska prezesa (na którego powołano młodą i bez niezbędnego doświadczenia osobę) szybko naprawiono i Michałów dostał wiatr w żagle, radząc sobie w czasie burzy medialnej całkiem dobrze. Tymczasem Janów od początku zmian nie miał szczęścia i, śledząc jego losy przez ostatnie trzy lata, pogrążam się w smutku. Nie widać na horyzoncie jakiejkolwiek nadziei na lepsze. Kiedy w marcu 2018 roku odwołano z funkcji prezesa Sławomira Pietrzaka, było oczywiste, że nie stało się to z powodu złych wyników spółki Janów, lecz dlatego, że sprzeciwił się on pomysłowi Tomasza Chalimoniuka, który przekonał ministra Jurgiela do przeniesienia czempionatu narodowego na Służewiec. Wszyscy pamiętają buńczuczne zapowiedzi prezesa PKWK o narodowej wystawie rolniczej i obietnice zaprezentowania dwutonowego byka. Byka nikt nie zobaczył, ale za to konie i ludzie, jak trzoda, taplali się w błocie, aby na koniec wysłuchać narodowego hymnu w gumowcach. Dziś ten sam człowiek organizuje fetę arabską, tym razem w Janowie, co ogłoszono jako sukces jeszcze nowszej dobrej zmiany. Przypomnijmy jednak także, że główną atrakcją ubiegłorocznego narodowego pokazu było przemówienie ministra rolnictwa. W napęczniałym od wielkich słów speachu, który należy uznać za szczyt nielojalności w stosunku do poprzednika, przeprosił za to, że właściciel napadł na własne okręty i odebrał kasę. Wyrzuconym za burtę podał zaś kaftany bezpieczeństwa. Najciekawsze jednak było butne zapewnienie, że od tej chwili hodowla zostanie odbudowana, a okres błędów i wypaczeń mamy za sobą i teraz już będziemy żyli długo i szczęśliwie. Wyglądało to zatem jak przejęcie abordażem wrogiego okrętu, a nie jak zmiana kapitana u tego samego armatora. Minął rok, więc czas zapytać, co z tego zostało. W czasie rządów ministra Jurgiela Michałów miał przez kolejne dwa lata zysk: w 2016 +1,7 mln, w 2017 +900 tys., Janów Podlaski zaś w 2016 +100 tys., ale już w 2017 -1,5 mln. Jako że w ubiegły piątek odbyło się walne zgromadzenie wspólników Janowa Podlaskiego, znamy już wyniki obu spółek za rok 2018, czyli już w trakcie „odbudowy” obu stadnin przez ministra Ardanowskiego: Michałów obniżył zysk w stosunku do 2017 roku o 2,2 mln, osiągając stratę w wysokości -1.3 mln, Janów Podlaski z podobnym spadkiem o 2 mln, osiągnął finalnie imponującą stratę w wys. -3,5 mln. Zapiera dech w piersiach. Wartość Spółki Stadnina Koni Janów Podlaski spadła przez dwa lata o 5 milionów, bowiem pokrycie straty z kapitału spółki właśnie to oznacza. Zastanawiam się, jak długo jeszcze będzie trwał ten eksperyment przeprowadzany na Stadninie Koni Janów Podlaski? I co teraz? Plotka korytarzowa mówi o odwołaniu p/o prezesa Grzegorza Czochańskiego po aukcji. Ale czy to coś zmieni? Któż rozsądny zechce pójść do zarządu stadniny (mam na myśli menedżerów z doświadczeniem, a nie zdesperowanych bezrobotnych lub urzędników KOWR-u) i pracować z obecną ekipą? To samo dotyczy Michałowa, gdzie wdrożono podobny eksperyment. Po odwołaniu prezesów wyłonionych w konkursach, czyli prof. S. Pietrzaka i dr. inż. M. Grzechnika, do stadnin przyszli ludzie całkowicie nieprzygotowani merytorycznie, ale za to o odpowiednio giętkich kręgosłupach, gotowi wykonać każde polecenie z zewnątrz. Konkursów nie ogłasza się już z obawy, aby fachowcy mający własne poglądy nie dostali się do nadzorowanych przez urzędnicze „orły” stadnin. Osoby, które sterują stadninami i podejmują decyzje, robią to oczywiście nieformalnie, bo odpowiedzialność poniosą zarządy (miejmy nadzieję, że tak się stanie). Ale kto by się tym na razie przejmował! Jest parasol polityczny, a więc hulaj dusza, piekła nie ma. Czekamy do wyborów, a potem jakoś to będzie – nie nasze zmartwienie.

Tymczasem sanktuarium światowej hodowli koni czystej krwi arabskiej, jakim jest Janów Podlaski, powoli się sypie. Obserwuję Janów dość uważnie od 1998 roku, i to nie tylko hodowlę, ale całe gospodarstwo. W tamtym czasie Janów był w pożałowania godnym stanie. Nie jest prawdą, że dr Marek Trela był bezpośrednim następcą Andrzeja Krzyształowicza. Od daty odwołania Krzyształowicza do objęcia przez Trelę stanowiska prezesa minęło ponad 10 lat. To był jednocześnie bardzo trudny czas dla rolnictwa. Po wielu latach smuty, Janów był w opłakanym stanie. Mogę śmiało stwierdzić, że dr Trela zastał Janów drewniany, a zostawił murowany. Skala jego osiągnięć w gospodarstwie jest równa skali jego osiągnięć hodowlanych, a te – jak wszyscy wiedzą – są wybitne. Widziałam, jak przez wiele kolejnych lat dr Trela budował nowy Janów, który jest arcytrudnym w zarządzaniu gospodarstwem. Stworzył nową infrastrukturę, nowy zespół, a smutne stado klaczy w starym typie wprowadził z powrotem na światowy szczyt. Janów miał wtedy duszę, ale miał też głowę. Teraz nie ma ani duszy, ani głowy. Degradacja substancji Janowa jest widoczna i nie do ukrycia. Gigantyczna strata bilansowa jest tylko częścią prawdy o Janowie. Podczas ostatniego przeglądu przyjrzałam się uważnie stadninie, w której nie byłam rok – i widok jest smutny. Urwane rynny, popękane szyby, brak widocznych remontów, brudne stajnie, maneż przy stajni czołowej był sprzątany chyba jeszcze za Treli… Na początku maja widziałam nieuprawione pola na Pożarach i aż się boję myśleć, o co chodzi. Z obór janowskich też nie napływają optymistyczne doniesienia. Dlaczego więc nadzór nic nie robi, aby zmienić tę kryzysową sytuację? Stawiam tezę, że to Pride of Poland zniszczy polską państwową hodowlę koni czystej krwi arabskiej. Dlaczego tak twierdzę? Otóż dlatego, że Janów, Michałów i w ogóle konie arabskie nikogo specjalnie nie interesują, ale związane z nimi wielkie pieniądze i polityka to i owszem. Winą za wprowadzenie polityki do stadnin koni arabskich jeden z członków PZHKA słusznie obciążył A. Stojanowską, z tego właśnie powodu zmuszoną do rezygnacji z funkcji prezesa PZHKA. Konsekwencje wpływu polityki na stadninę są dla Janowa Podlaskiego rujnujące. Rozdzierany przez różne interesy polityczne Janów Podlaski powoli gaśnie.

Głównym tematem publicznej dyskusji jest aukcja Pride of Poland, czyli sprzedaż koni. Jednak niemal wszyscy, z ministrem rolnictwa na czele, poprzez pracowników KOWR, na hodowcach prywatnych skończywszy, zapomnieli, czym są stadniny w rękach państwa. Właśnie nastąpił radosny powrót do handlu zarodkami od najlepszych państwowych klaczy – przecież to desperacka próba wybrnięcia stadnin z finansowych kłopotów! Koniecznym jest zatem, aby wszyscy ci ludzie zapoznali się ze strategiczną rolą stadnin Skarbu Państwa. W październiku tego roku minie 100 lat od chwili utworzenia w Janowie Podlaskim działu koni czystej krwi arabskiej. To w tamtym czasie zakończyła się – wraz z rewolucją bolszewicką – era wielkich kresowych stadnin magnackich. Najcenniejszy ocalały materiał hodowlany wielkim wysiłkiem państwa polskiego zgromadzono w Janowie. Sukces hodowli janowskiej w 20-leciu międzywojennym stał się podstawą do zbudowania marki Janowa Podlaskiego na kolejne, niezwykle trudne lata. Janów Podlaski w dzisiejszym kształcie zawdzięczamy pracy czterech pokoleń, pracy, która opierała się na doświadczeniach hodowlanych magnackich stadnin na ziemiach polskich przez poprzednie kilkaset lat. Stadnina jako miejsce ma ten specyficzny genius loci, który urzeka kolejne pokolenia. Ale obecnie jest w rękach ludzi, którzy tego nie rozumieją, nie czują i myślą jedynie o swoich urzędniczych pensjach. Nikt z tych ludzi nie wie, co zrobić z tym Janowem. Są tylko pewni jednego: nie wolno wpuścić tam niepowołanych ludzi. Jakich? Takich, dla których Janów jest ważny, z wizją, wiedzą i kompetencjami, które mogliby oddać w służbę Janowa (i Michałowa). Oczywiście tacy ludzie mają jedną dyskwalifikującą wadę: niezależność w działaniu i poglądach. Ale inaczej nic z tego nie będzie… W ubiegłym roku byłam gorącą zwolenniczką zmiany nazwy aukcji na „Janów Podlaski Auction” – czyli powrotu do pierwotnej nazwy tego wydarzenia. Nadal tak uważam – Pride of Poland powinna odejść wraz z Polturfem i jego skandaliczną 12% prowizją. To JANÓW PODLASKI jest marką i tylko Janów się liczy. Janów zasługuje na więcej!

 

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Komentowanie jest zamknięte

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --