Piątek . 23.08.2019 . 00:22
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Archiwum ‘Hanna Sztuka’ z miesiąca Sierpień 2019
Historia magistra vitae est

Temat wojennych losów polskich koni arabskich pojawił się na moim “biurku” już kilka lat temu. Praca nad historią i dokonaniami Zarządu Stadnin Polskich w Niemczech zaczęła się od artykułu o Stefanie Zamoyskim opublikowanym w „HiJ” (aktualnie udostępniony jest na portalu polskiearaby.com).

Dużo wówczas rozmawiałam o tym z P. Izą Zawadzką i to ona zasugerowała mi, że tematu nie należy ograniczać wyłącznie do publikacji w branżowym „Araby Magazine”, a „HiJ” daje możliwość opowiedzenia tej historii szerokiemu gronu czytelników. Ten niezwykły epizod, jakim jest wywiezienie polskich koni hodowlanych przez Niemców, a następnie ich odzyskanie przez Zarząd Stadnin Polskich w Niemczech i powrót koni do Polski, zasługuje na utrwalenie. Po 75 latach od tamtych wydarzeń, nie dość, że nie mamy już świadków tamtego czasu, ale wojenne losy koni i ludzi giną w mrokach (nie tak znów odległych przecież) dziejów. Teksty, które zostały Państwu przedstawione na portalu, a które ukazały się również w czasopiśmie „Konie i Rumaki”, są częścią pracy, którą mam nadzieję kontynuować. Pracując ze źródłami (nie ma ich niestety zbyt wiele), natrafiłam na szereg nieopisanych dotąd historii i na sylwetki ludzi, którym należy się pamięć. Dla Zarządu Stadnin Polskich w Niemczech pracowało ponad 600 osób, w tym ponad 60 oficerów kawalerii, z których znaczna część związała swoje dalsze losy z końmi w Polsce i poza jej granicami. Zachęcona Państwa zainteresowaniem, w najbliższym czasie postaram się przedstawić kontynuację „wojennego” cyklu, a właściwie nową serię artykułów, opisujących czasy odbudowy hodowli koni w Polsce po II wojnie światowej, w latach 1946-1960.

Jednocześnie pragnę podziękować wszystkim, którzy czytają moje teksty (nie tylko historyczne), za wsparcie i za miłe słowa, jakie do mnie nader często docierają. Nie spodziewałam się, że historyczne artykuły o koniach arabskich mogą zainteresować aż tak wiele osób. To dla mnie niezwykle pozytywne zaskoczenie. Jestem zdania, że częścią dbałości o nasze hodowlane dziedzictwo jest również opisywanie historii związanych z hodowlą i ludźmi, którzy ją tworzyli, tak aby następne pokolenia miały szansę tę tradycję kontynuować. Jak mawiali starożytni Rzymianie, historia magistra vitae est – i od tamtego czasu nic się nie zmieniło.

 


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.
Polacy nie gęsi!

Od jakiegoś czasu stało się tradycją, że w niedzielnym programie dla rolników „Tydzień” w TVP1, o godzinie 8.00 rano, swoje wystąpienie ma minister rolnictwa. Już za poprzedniego szefa tego resortu przestałam to oglądać, ale w niedzielę 28 lipca zadzwonił do mnie zirytowany wypowiedziami min. K. Ardanowskiego znajomy rolnik (jednocześnie hodowca koni i – nota bene, zatwardziały „PiS-owiec”), z doniesieniem, że minister kolejny raz używa tematu koni arabskich do ataku na swoich poprzedników. Tak więc obejrzałam. I jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam zmęczonego i najwyraźniej zniecierpliwionego poruszaną kwestią polityka! Po niedawnej wpadce z propozycją dla tych, których nie stać na araby (otóż mieliby oni kupować w Janowie kiełbaski i konie na biegunach), pan minister zaatakował tym razem same konie arabskie i ich hodowców. Wszystko odbyło się w stylu późnego Gomułki, a więc padły pogardliwe określenia typu: „niektórzy uważają araby za anioły, więc niech je sobie hodują”, albo “mamy w Polsce wiele koni różnych ras, które są ważne dla rolnictwa i rolnicy mogą na nich zarobić”. Jeśli do tego dołożyć radosne zapowiedzi odpowiedzialnego za tegoroczną aukcję i czempionat narodowy prezesa PKWK Tomasza Chalimoniuka, że do Janowa przyjadą “możni” z całego świata (cokolwiek to znaczy) oraz że będzie sukces, bo „w Janowie nie ma już miejsc noclegowych”, to mamy pełny obraz sytuacji. Jak mawiają Rosjanie, “troszku śmieszno, troszku straszno”.

Jubileuszową, 50. aukcję w Janowie Podlaskim robią więc ludzie, którzy nie uczestniczyli w żadnej z 49 poprzednich. Pan minister w ubiegłym roku nieomal uległ swojej “femme fatale”, czyli Annie Stojanowskiej i ledwo się powstrzymał przed odwołaniem aukcji w ostatniej chwili. Nie był, nie widział – ale wie, że było niedobrze i teraz trzeba to naprawić. Do tegoż naprawiania wyznaczył człowieka, który również na aukcji do tej pory nie bywał (nie mówiąc już o jej organizowaniu), czyli prezesa PKWK. I tak, pomimo że to właśnie Polacy jako jedni z pierwszych na świecie organizowali z sukcesem podobne imprezy, w tym roku cała ekipa aukcyjna – prowadzący, aukcjoner i osoby wspierające – przyjadą z zagranicy. Szkoda, bo przecież „Polacy nie gęsi”!. W ubiegłym roku potrafiliśmy zrobić całą aukcję naszymi ludźmi, którzy wywiązali się z zadania znakomicie. Kto potrafi tak jak Marek Grzybowski, z głębi serca, przekonać klientów, że “…dzisiaj oferujemy państwu perły i diamenty polskiej hodowli”? Dla wynajętych specjalistów będą to tylko jakieś kolejne konie, które mają się sprzedać.

T. Chalimoniuk wziął do pomocy wspomnianą już A. Stojanowską, która po zwolnieniu z pracy w ANR przez trzy lata skutecznie rujnowała wszystko, co związane z polską hodowlą koni arabskich, ze szczególnym okrucieństwem uderzając w „Pride of Poland”. Te wysiłki przyniosły taki efekt, że min. Ardanowski i T. Chalimoniuk słusznie uznali, że trzeba Stojanowską przygarnąć i wtedy będzie spokój (a przy tym odwołać Macieja Grzechnika z funkcji prezesa Michałowa, co odbyło się zapewne na skutek układu ministra ze Stojanowską, która z kolei poparła swoją koleżankę Monikę Słowik, protegowaną T. Chalimoniuka i Grzegorza Pięty z KOWR, na p/o prezesa Michałowa). Jak opłakane skutki ma to dla SK Michałów, widać po wynikach spółki, ale dla ludzi, którzy mają strzec państwowej hodowli nie ma to najwyraźniej żadnego znaczenia. Najważniejsze, że “nominatka” wykona każde polecenie „góry”, nie bacząc na interes firmy. I to jest smutne. Śmieszne zaś jest to, że osoba, która pełni obowiązki prezesa w najlepszej (jak dotąd) stadninie koni arabskich na świecie, nigdy wcześniej nawet nie była na aukcji w Janowie! (Nie wspominając o tym, że jest ignorantką na polu rynku i marketingu koni arabskich). Doszło do tego, że ministerstwo interweniowało w sprawie ogłoszonego przez stadninę – tuż przed aukcją janowską – przetargu na konie w Michałowie, bo p. Słowik nie wiedziała, że tak się nie robi. „Korytarz” twierdzi, że zarówno p/o Michałowa, jak i p/o Janowa nie mają nic do gadania w kwestii wyceny koni – ceny ustaliła bowiem A. Stojanowska (przypominam, że to organizatorka konkurencyjnej aukcji koni arabskich) wraz z T. Chalimoniukiem. Jak więc traktować oświadczenie ministra we wspomnianym wyżej programie, że nikt z klientów nie zna cen rezerwowych? Czy minister sugeruje, że przed aukcjami w ubiegłych latach ceny rezerwowe były klientom znane? A kiedy się dobrze zastanowić, należy dojść do wniosku, że ceny te znać już musi przecież ta grupa klientów A. Stojanowskiej i innych powiązanych z nią pośredników, na zamówienie której wystawiono konie i embriony… Czy po to więc są potrzebne takie osoby jak M. Słowik, aby można było arbitralnie decydować o liście koni sprzedawanych z Michałowa?

Zresztą, lista michałowska jest wyraźnie niespójna i tak nieprofesjonalnie ułożona, że tylko „zamówieniami” na poszczególne konie da się to wytłumaczyć. Przykłady? Bardzo proszę: jako lot. 1 oferowany jest zarodek od czempionki świata Pustyni Kahila, a jako lot. 10 jej matka Pustynna Malwa. Biorąc pod uwagę, że Pustynia Kahila nie urodziła jeszcze żadnego źrebaka i może nie urodzić, ponieważ jest prawdopodobnie nieźrebna, to z punktu widzenia hodowli jest to działanie na szkodę stadniny. Kolejny przykład: lot. 6 to zarodek od Platynowej Czempionki Świata Emandorii, podczas gdy jako lot. 13 wystawiono jej najlepszą córkę, ubiegłoroczną młodzieżową czempionkę Polski Emanollę, która jeszcze nie urodziła dla Michałowa żadnego źrebaka. Czy wystawienie embrionu od Emandorii nie jest czasem spełnieniem oczekiwań klientki, która od dwóch lat bezskutecznie zabiegała o to w Michałowie, składając niezwykle hojne oferty, konsekwentnie jednak odrzucane przez ówczesnego prezesa M. Grzechnika, jako szkodliwe nie tylko dla michałowskiej, ale też dla całej polskiej hodowli? Jeszcze nie do końca wyjaśniona jest sprawa darmowej dzierżawy Emandorii (powiązanej z pobieraniem od niej embrionów) oraz przedziwnych okoliczności narodzin w USA jej potomka, ogiera Emerald J, w czasie, gdy Emandoria przebywała w Polsce, a już realizuje się najwyraźniej kolejne zamówienia na embriony – tym razem, co konstatuję z prawdziwą przykrością, pod patronatem ministra rolnictwa Rządu RP…

Listę janowską można by uznać za bardziej poprawną, gdyby nie fakt wystawienia na jedną aukcję tak dużej liczby znakomitych klaczy. Zadać należy sobie zatem pytanie, co Janów będzie w stanie zaoferować do sprzedaży w następnych latach? Prawdą jest jednak, że – oprócz Adelity i Pragi – wszystkie pozostałe klacze pozostawiły w stadninie potomstwo i można się domyślać, że Grzegorz Czochański (skazany już na dymisję) walczy jeszcze o życie i stawia wszystko na jedną kartę dla ratowania siebie, a przy okazji finansów stadniny.

Tu nasuwa się jeszcze jedno pytanie. Czy osoby, które zaakceptowały sprzedaż Emanolli i Pragi, czyli najlepszych córek ogiera Vitorio TO, zdają sobie sprawę z faktu, że ceną za dzierżawę tego ogiera z USA było 8 embrionów od czempionki USA, michałowskiej Wieży Mocy? Czy naprawdę o to właśnie chodzi w hodowli państwowej? A gdzie praca hodowlana? Gdzie ciągłość rodzin żeńskich, skoro wyprzedaje się ich najlepsze przedstawicielki? Niepokoi sytuacja związana z Galeridą i Adelitą. Obydwie młode i utytułowane – niestety, nie zostawiają w stadninie córek. Dlaczego więc akurat te dwie klacze? Czyżby ktoś je „zamówił”? Jeśli tak, to u kogo? Czy p/o prezesów mają aby świadomość, czym jest – podkreślam raz jeszcze – ciągłość w zachowaniu linii żeńskich? Śmiem wątpić (o nadzorze z KOWR nawet nie wspomnę, bo wg mojej wiedzy, po prostu go nie ma). Tak więc wszyscy ci państwo nie mają pojęcia (bo nie mogę napisać, że zapomnieli), że coś takiego w ogóle istnieje. Nie wiedzą, że do sprzedaży przeznacza się nadwyżkę hodowlaną, czyli konie, które nie są niezbędne do kontynuowania hodowli. Klacze mogą zostać sprzedane wówczas, gdy zostawią w stadninie lepsze od siebie córki lub gdy dana linia jest licznie reprezentowana. W przypadku wymienionych klaczy takie warunki nie zostały spełnione. Zatem najwyraźniej, wg decydentów, sukces będzie wtedy, jak się wyprzedamy, nie zważając na dobro hodowli… Zdaję sobie sprawę, oczywiście, że ten hodowlany wątek to zbyt wiele, jak na percepcję obecnych decydentów, ale mimo to uważam, że trzeba o tym mówić! Może ktoś w końcu przedłoży interes polskiego państwa nad inne interesy? Nie krytykuję zresztą całej listy, ale muszę zwrócić uwagę na przytoczone wyżej przykłady oraz na fakt handlu konkretnymi embrionami, których sprzedaż odbędzie się, w moim przekonaniu, z rażącą szkodą dla polskiej hodowli.

Kierując te słowa do Pana Ministra (choć wiem, że ich najpewniej nie przeczyta lub, w najlepszym razie, zlekceważy, w imię swojego politycznego interesu), z życzeniami udanej 50. janowskiej aukcji, zacytuję na zakończenie tej notatki fragment wstępu, jaki napisałam do ubiegłorocznego katalogu:

Historia polskiej hodowli koni arabskich wiąże się ściśle z burzliwą historią naszego kraju. Wielokrotnie niszczona przez wojenne zawieruchy, zawsze sumiennie odbudowana, za każdym razem wykraczająca poza osiągnięcia poprzedniej epoki…

Polskie Stadniny Państwowe koni czystej krwi arabskiej, przez ostatnie siedem dekad pod opieką polskiego państwa, stały się wzorem prawidłowo prowadzonej hodowli. W oparciu o konie ze stadnin państwowych odbudowana została w Polsce hodowla prywatna, która dziś jest już na światowym poziomie.

Polski koń arabski jest w dużym stopniu odbiciem cech ludzi, którzy go wyhodowali: piękny i dzielny, silny i ambitny. Klacze mają w sobie czar żeńskości, macierzyństwa i egzotycznej urody. Potęgę i sukces polskiego programu hodowlanego zbudowano na doświadczeniu oraz wiedzy przekazywanej przez pokolenia i jest ona naszym kulturowym dziedzictwem.


P.S. Jeszcze à propos zapowiedzi: wstęp na aukcję miał być, jak ogłosił minister, darmowy, a okazał się niemal najdroższy w jej historii; żądanie zaś wykupienia biletu wstępu /800 zł!/ od osób wpłacających wadium, czyli od potencjalnych kupców, to już w ogóle jakieś kuriozum. Dodajmy, że do dziś klienci Janowa bezskutecznie czekają na zaproszenie na tak ważną dla branży imprezę – czyżby większość zaproszeń pan T. Chalimoniuk rozdał ważnym dla siebie gościom? A może po prostu tak jak w polskiej tradycji: na pogrzeb nikogo się nie zaprasza?

 


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --