Czwartek . 22.08.2019 . 15:29
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Archiwum ‘Borys Pardus’ z miesiąca Sierpień 2008
Araby pod siodłem w Janowie

Dowiedziałem się, że w tym roku będzie wysyp arabów w klasach pod siodłem w Janowie - w skokach , ujeżdżeniu, klasach kostiumowych i pleasure. Cieszy to, że zaczyna się ruch wśród zwolenników kuhailanów. Mimo wszystko zastanwia mnie jak się zaprezentują zawodnicy. Do tej pory gdzieś się ukrywali - a tu … podobno w niektórych konkurencjach będzie ponad 20 zawodników. A dziwne jest to, że żaden z forumowiczów się nie ujawnił ….. Będzie malowniczo …

Dla tych którzy cenią prędkość i zwrotność arabów w ten weekend na terenie ośrodka TUR w Czechowicach koło Gliwic zostanie rozegrany w cyklu dwudniowym finału Pucharu Polski Adrenalina Cup. W zawodach do tej pory wzięło udział 7 (lub 8 ) arabów, zajmując dobre miejsca. Tak mi przyszło do głowy, że “jest ruch w narodzie ..” Liczę, że w przyszłym roku polska ekipa do Stadl Paura będzie znacznie większa, a miejsc na podium będzie więcej dla Polaków. Żeby zrobić konkurencje klasykom westernowcy postanowili wystąpić też w klasach kostiumowych i classic pleasure. Ciekawe jak wypadną …


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.
Inaczej o Stadl Paura

Z punktu widzenia prywatnych właścicieli koni: Mieliśmy okazję przyjrzeć się Mistrzostwom Europy Sportowych Koni Arabskich w Stadl Paura jako prywatni właściciele koni arabskich, którzy po raz pierwszy zebrali się, by pokazać swoje araby w klasach westernowych (a także classic pleasure i tradycyjnych strojów arabskich). Nasze wrażenia są nieco inne od „oficjalnych” relacji:

 

Przygotowania

Organizacja zawodów – zgłoszenia, wymagania oraz komunikacja z organizatorami – była bardzo słaba. Żądano od nas posiadania ubezpieczenia, ale nikt nie zaznaczył, czy dotyczyło to konia, jeźdźca czy też jeszcze czegoś innego. W konsekwencji, każdy miał inny rodzaj polisy, a niektórzy z nas wszystkie możliwe. Do tej pory nie wiemy, która z nich była tą właściwą.
Noclegi – na oficjalnej stronie organizatorów wskazano (jako zalecane) hotele w odległości 15 i 24 km od ośrodka, bez zadania sobie trudu zweryfikowania bazy noclegowej, a przecież były i takie, które znajdowały się w odległości 2-3 km. Zaznaczono, że nie dopuszcza się noclegów w namiotach i kamperach – w końcu część z nas, a także część Szwedów ostatecznie nocowała na polu namiotowym i nie było z tym problemów.
Wpisowe i startowe – przed zawodami nie można było się dowiedzieć, czy startowe jest od każdej klasy, czy też od liczby startów (czasem po 2-3 w klasie). Ostatecznie okazało się, że startowe jest od każdego startu, a nie od konkurencji.
Rozróżnienie startów indywidualnych i liczonych w klasyfikacji generalnej oraz startów rozgrzewkowych – zero wyjaśnień na stronie internetowej, dotyczących tego, jak się to ma do klasyfikacji medalowej.

 

Dojazd

„Westernowcy” zebrali się w grupę i skromnym koniowozem dojechali po kilkunastu godzinach do Austrii. Naszym następcom polecam GPS, gdyż – wbrew pozorom – drogi w Austrii nie są opisane rewelacyjnie i trochę błądziliśmy, a stacje benzynowe, inaczej niż w Polsce, są zamykane około 21-22 (z rzadka są czynne do godziny 1.00 nad ranem). Wspomnieć należy, iż osoby bez prawa jazdy na samochód z przyczepą lub ciężarowy, nie mają co się wybierać z zaświadczeniem ważnym w Polsce na pojazdy w ramach gospodarstwa rolniczego. Te dokumenty w Czechach i w Austrii nie są ważne.

 

Na miejscu

Pierwszym, co robi wrażenie, to wielkość ośrodka i liczba stajni – ugięły się pod nami kolana! Zaraz potem pojawiło się niedowierzanie, że tak wielki ośrodek nie ma bazy noclegowej, a restauracja jest czynna tylko do 22, w piątek zaś do 17.00, pomimo iż zawody skończyły się dopiero o 21.00. Wszyscy poddani byliśmy niesamowitemu stresowi – jacy są nasi przeciwnicy? Ale towarzyszyła nam też ciekawość: jak będzie wyglądać współpraca z ekipą z Janowa, czy nie będą się od nas odwracać plecami i jaki jest poziom sportowy  ogierów z Janowa oraz Gangesa z Michałowa (nie wiedzieliśmy jeszcze, że nie dojedzie). I tu miłe zaskoczenie! Artur Bieńkowski, instruktor z Janowa oraz Danusia Konończuk okazali się nadzwyczaj przyjaźni i koleżeńscy, choć miałem wrażenie, że zagubieni podobnie jak my. Przy rejestracji koni tylko organizatorka – pani Elisabeth Chat, oraz jedna osoba w biurze zawodów mówiły po angielsku. Oprócz paszportów nie było sprawdzane nic!!! Żadne ubezpieczenia, zgody od lekarzy weterynarii, etc… (prawie jak Polsce).

 

Odetchnęliśmy z ulgą. Dokonaliśmy rejestracji w konkurencjach i zapisów na kolację powitalną z piątku na sobotę oraz na warsztaty z dyscyplin pleasure. Okazało się, że rozkład dnia trzeba śledzić na tablicy ogłoszeń na bieżąco, bo godziny konkurencji oraz imprez były przybliżone i mogły się zmieniać. Za uczestnictwo w warsztatach osób bez koni pobrano od nas opłaty, choć większość osób na hali wcale nie płaciła. Warsztaty (wbrew temu, co napisał w swojej relacji Mateusz Jaworski) były w naszym odczuciu na żenującym poziomie; zabrakło informacji, na co zwracać uwagę, a także podkreślenia, że arabskie klasy westernowe są inaczej oceniane niż klasy western Pleasure dla koni innych ras i w kategoriach otwartych. Rama konia i jego zebranie powinno być inne, bardziej „arabskie”! Odbiło się to na wynikach naszych koni – chodziły tak jak amerykańskie quartery na zawodach western dla wszystkich ras, co poskutkowało tym, iż koń z czwartym miejscem na Mistrzostwach Europy Środkowej w Karpaczu  – Decaho, był w Stadl Paura za Hrabiną i Wangelisem, na 8 miejscu. Zaskoczeniem była Hrabina, która – poza chodami – nie ma super ładnej ramy westernowej, a zajęła miejsce na podium w pierwszym przejeździe treningowym; tu znowu zaznaczyło się inne ocenianie koni arabskich. Powinny były zapalić się nam ostrzegawcze światełka, ale ucieszeni niespodziewanym sukcesem zbagatelizowaliśmy tę wskazówkę. Konsekwencją było to, że dopiero ostatniego dnia po zmianie wędzidła Decaho szedł w ramie bardziej zbliżonej do klas dla arabów, ale zmiana ustawienia konia w pół dnia nie jest możliwa. W finałach zajął więc dopiero 8 miejsce.

 

W konkurencjach pleasure – classic pleasure i tradycyjnych strojów arabskich zwrócił uwagę słaby poziom przygotowania koni. W pierwszych przejazdach janowskie ogiery brykały prawie jak po łące. Kolejne starty poprawiły jakość, ale chlubnym wyjątkiem był tak naprawdę Metropolis NA pod Danusią Konończuk, który – gdy włączał swój kłus – wywoływał entuzjazm hali. Było na co patrzeć. W classic pleasure Danusia Konończuk była klasą samą dla siebie i wyraźnie było widać po jej olśniewającym uśmiechu, iż jazda sprawia jej przyjemność. Lecz tu pojawiły się pierwsze zgrzyty… Nie znamy wszystkich kulis sprawy, ale Danusia przyjechała z dwoma końmi. Tymczasem pani Chat wymogła na niej start tylko na Metropolisie. Na drugim koniu, Albumie, jechał Artur Bieńkowski. Czemu to miało służyć – nie wiem, bo zawodnicy z Austrii i Szwecji też jechali na dwóch koniach. W każdym razie pojawiło się napięcie między polską ekipą a panią Chat, które z każdym dniem narastało – ale o tym dalej.

 

Pierwsze starty  wypadły dla większości z nas pozytywnie. Dobre przejazdy w Western Pleasure, Western Riding oraz punktowane w klasie Western Horsemanship spowodowały, że zaczęto zwracać na nas uwagę, a nie uśmiechać się z pobłażliwością – co też ci Polacy tu robią i czy ktokolwiek w Polsce wie, co to jest western? Chyba najlepsze wrażenie robił 6-letni Wangelis swoimi równymi bardzo dobrymi przejazdami oraz całkiem wysokim miejscem w klasie Type and Confirmation. Pierwsza niespodzianka dla nas to piątkowa klasa Reining Freestyle (warm-up). Startowało w niej niewielu zawodników, co natchnęło nas optymizmem przed sobotą. Okazało się, że zajęliśmy drugie (Karolina Kluka i Decaho) i trzecie miejsce (Marek Suliga i Wangelis), zaraz za wybitną parą z Austrii: Doris Pfann na ogierze Baikal. Niestety okazało się, że to był ostatni przejazd na w miarę dobrym podłożu na tych zawodach i atuty, jakie ma Decaho (bardzo długi sliding stop) zniknęły po nocnym deszczu i przeniesieniu zawodów do hali, gdzie było podłoże pod skoki – w naszym przypadku grożące bardzo poważnymi kontuzjami.

 

W piątek pokazała się też po raz pierwszy Marta Wołtosz w klasie kostiumowej tradycyjnych strojów arabskich. Sądzę, że jej własnoręcznie zrobiony strój zwrócił uwagę sędziów, a Edek (Elbaraday), choć zmęczony przejazdami w konkurencjach western pleasure i classic pleasure, zajął bardzo dobre trzecie miejsce. I tu miało miejsce kolejne wydarzenie – wręczanie nagród w konkurencji „Type and Confirmation”, którą zdominowali Polacy z Janowa. Wszystkie konkurencje opóźniły się o około 2 godziny i Danusia Konończuk, która z Metropolisem oficjalnie wygrała klasę, została zdyskwalifikowana za niestawiennictwo przy wręczaniu nagród. Problem w tym, że od ostatniej konkurencji sportowej nie było zbyt wiele czasu na wyprowadzenie koni i nie została ona o tym powiadomiona. Jest to tym bardziej dziwne, że pozostałe zawodniczki z Janowa zostały poinformowane (też w ostatniej chwili) i janowskie ogiery wyprowadzano ze stajni w wielkim pośpiechu około godz. 21.00. Artur Bieńkowski mało nie dostał zawału! Wiem, że wieczorem telefony z Polską się przegrzewały, ale ostatecznie nie oprotestowano tej decyzji – ci, co byli, wiedzą jednak, jak wyglądały faktyczne wyniki klasy.

 

Impreza wieczorna przypominała obiad w firmowej stołówce – nie było tańców, ani wspólnej zabawy. Wszystkie ekipy trzymały się razem. Miłym akcentem, choć także niepozbawionym zgrzytów, były prezenty dla najmłodszych zawodniczek ufundowane przez firmę SWATCH. Niestety w ferworze zaangażowania zapomniano, iż wyczytana zawodniczka z Hiszpanii nie dojechała do Austrii z powodu choroby konia…

 

Sobotnia klasa Reining Freestyle odbyła się już na mokrym podłożu, ale jeszcze nadającym się do jazdy. Niestety pozostałe przejazdy miały miejsce w hali. Do startu zgłoszono w tej klasie 10 koni, co pokazało, iż przejazdy „warm-up” mimo iż nagradzane flots, celowo w niektórych konkurencjach były pomijane, by nie odkrywać potencjału startujących koni, ich programu i możliwości – choć możliwe, że względy finansowe też miały tu znaczenie. Znakomicie pojechała Leona Dries na wałachu Etan w programie w stylu „Jestem gwiazdą rocka”. Świetnie dobrana muzyka i właściwe akcenty przy przejazdach spowodowały, iż wg mnie powinna ona była wygrać. Na końcu okazało się jednak, że zajęła dopiero trzecie miejsce. Przy wyczytywaniu siedmiu najlepszych zawodników na środek wywołano i Marka Suligę, i Karolinę Klukę. Oczekiwaliśmy dobrego miejsca, gdzieś w okolicach 4-5 pozycji. Okazało się, że Wangelis zajął 5 miejsce, lecz Karolina z Decaho dalej nie była wyczytana. Napięcie rosło… Gdy na trzecim miejscu wyczytano Leonę Dries (przejazd bez wodzy – tylko z tasiemką wokół szyi konia), zaczęliśmy już krzyczeć z radości, przekonani, że „Dekuś” (jak go nazywamy) zajął drugie miejsce. Przypadło ono jednak Eleonore Danielsson na Hampusie ze Szwecji, która w programie jechała przebrana za Pippi, do składanki dyskotekowej z głównym motywem ze ścieżki dźwiękowej z tego filmu. Eleonora cały przejazd pokonała bez wodzy i sznurka wokół szyi (czapki z głów – bo to była rewelacja). Odebrało nam mowę – Karolina zajęła pierwsze miejsce!

 

Miłe akcenty zawdzięczamy także Markowi Sulidze, który na Wangelisie kilka razy jeszcze stawał na podium: w konkursie nr 31 Reining NRHA 2 był drugi, w konkursie nr 32 Reining NRHA 3 Mono piąty.
W tym samym dniu wielką niespodziankę sprawił jeszcze raz Decaho w przejeździe patternu nr 2 NRHA w reiningu uzyskując swój życiowy wynik – 132 punkty od dwóch sędziów, ostatecznie zajmując jednak 8 miejsce. Dodam, że sędziowie byli z USA i Kanady, z uprawnieniami NRHA – żeby nie było spekulacji co do ich kwalifikacji. Na szczęście reining był w przeciwieństwie do pleasure sędziowany normalnie. Niestety, kolejny pattern koń pojechał już gorzej i ostatecznie zajął w eliminacjach 9 miejsce, co dało mu jednak awans do finałowej dziesiątki. I tu po raz kolejny pojawiła się pani Elisabeth Chat. Wszystkie pozostałe konie wyzerowały swoje przejazdy z uwagi na pomylenie obowiązkowych elementów. W tej grupie znalazła się też Anna Łagodzińska (na Hrabinie), która przekręciła spiny. I co? Jak dokonano wyboru ostatniej pary wchodzącej do finałów? Okazało się, że po przekazaniu kart z wynikami do biura zawodów sędziowie nie mieli już nic do powiedzenia i nie analizowano punktów karnych uzyskanych w przejazdach (normalnie decydowałaby o tym najmniejsza liczba punktów karnych), lecz decydował rzut monetą. Ania miała szczęście i raz wygrała tenże rzut. Niestety w kolejnych rozstrzygnięciach odpadła. Podobna sytuacja miała miejsce w klasie Western Riding, z tym że rzut monetą decydował o 3 lub 4 miejscu wskutek otrzymania takiej samej liczby punktów. Machnęlibyśmy na to ręką, ale okazało się, że w przejazdach finałowych zamiast zapowiadanych 10 znalazło się 11 koni. Nie oprotestowywaliśmy tego jednak z uwagi na to, iż koronna konkurencja Ani – tyczki (Pole Bending), oraz finały Western Pleasure nam wystarczały. Uznaliśmy, że Hrabina nie jest koniem z dobrym programem do finałowego przejazdu reiningu i odpuściliśmy awantury. Jak się potem okazało, chyba nie powinniśmy byli tego robić.

 

W sobotę w reiningu znakomicie pojechał Marek Suliga, zajmując dobre miejsca: piąte w  reining NRHA 3, drugie w reining NRHA2, piąte w Reining Freestyle, podobnie w przejazdach western horsemanship, gdzie zajął 7 miejsce na trzynaście koni. Marcie Wołtosz nie udało się w sobotę w klasie kostiumowej arabskiej zająć tak dobrego miejsca jak w piątek, ale na szczęście weszła do finałów. Widać jednak było, iż z każdym przejazdem zarówno koń, jak i zawodniczka są coraz lepiej zgrani, a także obyci z hałasem na widowni i innymi końmi na arenie. Wpływ na gorsze miejsce miał także fakt, że sobotni przejazd był już na hali, a nie na zewnętrznej arenie.

 

Teraz czas na kolejne atrakcje z udziałem pani Chat. Po wyzerowanym przejeździe reiningowym Hrabiny poproszono nas do pani Chat, która widząc, jak klacz stawia nogi (jak modelka na wybiegu: jedną przed drugą) uznała, że to objaw kolki. Zaczęła krzyczeć na Anię, która nie zna w ogóle niemieckiego, a angielski bardzo słabo, po czym wezwała weterynarza, który zmierzył temperaturę Hrabinie i na podstawie okrzyków pani Chat orzekł, że koń faktycznie ma kolkę – pomimo iż przy nim koń się wypróżnił i zaczął jeść paszę oraz pić wodę. Co więcej, pani Chat zabroniła nam robić wieczorne treningi z pole bending twierdząc, że koń jest wycieńczony i słania się na nogach. Zagroziła nam przy tym, że zostaniemy niedopuszczeni do finałów, jeśli w jej przekonaniu koń nadal będzie wykazywał takie objawy wycieńczenia i kolki. W nocy, podczas naszej nieobecności, do konia podchodził weterynarz, co jest tym bardziej dziwne, że od stajni do naszego biwaku było 200-300 metrów. To był skandal. Oczywiście konisko było w dobrej formie i rano, pomimo starań organizatorów, by nie dopuścić do treningu, zrobiliśmy go. Nie był to jednak koniec naszych problemów. Pomimo obiecanego udostępnienia nam tyczek do treningu i hali, o 7.30 rano dowiedzieliśmy się, że jednak jest to niemożliwe. Pani Chat powiedziała, że chce rozmawiać z trenerem i właścicielem Hrabiny. Podenerwowani całą sytuacją, musieliśmy wysłuchać długiej tyrady  na temat specyfiki treningu młodych koni arabskich (Hrabina i Decaho były na zawodach najmłodsze – zaledwie 4-letnie). Warunkiem odbycia treningu był udział specjalisty – obserwatora Richiego Roya, bowiem jest to rzekomo dla Hrabiny nowość. Dodatkowo zalecono Hrabinie, która wśród koni biorących udział w klasie Western Pleasure zajęła 4 miejsce, doszkolenie się w tym zakresie. Grzecznie wysłuchaliśmy uwag – jednak Richiego przed przejazdem finałowym w western pleasure na trening nie wzięliśmy. Podczas treningu tyczek przyszedł sam i po kilku minutach powiedział nam, że jest zdziwiony poziomem treningu oraz wyszkoleniem konia, jako że wg niego araby w USA nie chodzą w tej klasie zbyt często. Po przejeździe pleasure przyszedł do nas niemiecki zawodnik i zarazem weterynarz, który dzień wcześniej zajął w reiningu pierwsze miejsce, i na prośbę organizatorów chciał nam udzielić kilku dobrych rad związanych z rzekomą kolką Hrabiny. Na pytanie, skąd wie o problemie, odpowiedział, że wprawdzie klaczy nie widział, ale wie o jej dolegliwościach od organizatorów. Widziałem, że nasz trener ma w oczach żądzę krwi, więc starałem się tonować jego wypowiedzi w tłumaczeniu na angielski, ale i tak wyszło na to, że nie jesteśmy zbyt sympatyczni. Miałem wrażenie, że to jakaś nagonka na nas…

 

Finały

I tak doczekaliśmy finałów. Niestety nasi westernowcy nie mieli tym razem swojego dnia. W klasach Western Pleasure na 10  koni zajęliśmy 6, 7 i 8 miejsce (odpowiednio Hrabina, Wangelis i Decaho). W przejazdach reiningowych widać było pełną mobilizację, a Decaho, który jechał na samym końcu, zmęczony już startami oraz zbyt wyspokojony, pojechał słabo. Polacy na 11 dopuszczonych koni zajęli finale 9 (Wangelis i Marek Suliga) i 10 miejsce (Decaho i Karolina Kluka). W finale klasy Western Riding Marek Suliga na Wangelisie zajął 3 miejsce, otrzymując 194,50 pkt.
Wreszcie doczekaliśmy się przejazdów w klasie Pole Bending. W przejeździe treningowym Ania mimo strąconej tyczki zajęła drugie miejsce, a w przejeździe finałowym bez problemu, z przeciętnym czasem, zajęła pierwsze miejsce. Tu trzeba powiedzieć, że większość zawodników jechała w tej klasie tylko po punkty do klasyfikacji generalnej i osiągane przez nich rezultaty były mierne, wręcz skandalicznie słabe. Część zawodników przejechała schemat w kłusie. Tyczki były rozstawione w pachołkach prawie nie wywracalnych, niezgodnych z informacjami podanymi przez organizatorów w warunkach klasy na stronie internetowej. Nikt nie wygrabiał dziur przy tyczkach, ani nie prostował ich po przejeździe zawodników, a ich rozstawienie pozostawiało wiele do życzenia.

 

I jeszcze emocje związane z finałem klasy Traditional Arabian Riding Class – po sobotnim przejeździe Marty Wołtosz sądziliśmy, że karty zostały rozdane, a tymczasem niespodziewanie wygrała ją Marta Wołtosz, której Elbaraday pojechał naprawdę nieźle.
Potem było wręczanie medali i chwile dumy, gdy słuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego (raz dla Marty Wołtosz za Traditional Arabian Riding Class i raz dla Danuty Konończuk za klasę Classic Pleasure). Oraz uczucie zawodu, gdy okazało się, że klasy, w których zajęliśmy pierwsze miejsca – Reining Freestyle oraz Pole Bending, nie są nagradzane medalami, a liczą się tylko do klasyfikacji generalnej, podobnie jak Western Horsemanship i Western Riding. Tym bardziej jest to dziwne, że do wręczania medali wyróżniono klasy mniej licznie obsadzone, jak cross (odpowiednik WKKW z 4 zawodnikami), czy też skoki.

 

W sumie jednak należy powiedzieć, że impreza była cennym doświadczeniem, zaś liczba startujących koni oraz ich przygotowanie stanowiło prawdziwe wyzwanie. Szczególnie podkreślić należy poziom koni w konkurencji Trail, która z uwagi na skomplikowanie schematów oraz naprawdę wysoki poziom była zdecydowanie na wyższym poziomie niż znane nam z polskich aren schematy. Okazało się też, że niedoceniane w westernie araby potrafiły pokazać wiele naprawdę dobrych przejazdów reiningowych, którymi mogłyby spokojnie rywalizować w Polsce z quarterami. Wiele z tych koni z sukcesami rywalizuje z aqh na zawodach NRHA w Austrii i w Niemczech. Pokłosiem tej imprezy jest organizacja klas westernowych na jesiennym pokazie w Janowie, która to impreza ma za zadanie promocję w sporcie i użytkowaniu pod siodłem koni arabskich. Cennym doświadczeniem było także ustawienie strategii do klasyfikacji generalnej najlepszego konia w klasach western i classic. Istotnym był dobry dobór konkurencji, które mogły wpłynąć na ostateczny wynik. Dziwne jednak było dopuszczenie do startu w 6 konkurencjach dziennie, gdy u nas w Polsce dopuszczone są maksymalnie 3 starty dziennie. Skutkiem tego było spore obciążenie dla koni, choć oczywiście podnosiło to widowiskowość imprezy. Zawody rozgrywane były na podstawie przepisów ECAHO, NRHA i FEI.

 

Jeszcze jedno. Stwierdziliśmy, iż za wyjątkiem Metropolisa i Albuma, przygotowywanych przez Danutę Konończuk, konie z Janowa były średnio przygotowane do startu w zawodach, podobnie jak zawodnicy, którzy swój brak doświadczenia nadrabiali determinacją i wolą walki. Oczywiście w klasach w ręku było odwrotnie, przewaga Janowa była przytłaczająca, my zaś zbagatelizowaliśmy te konkurencje, uznając, że pokazywanie na zawodach sportowych koni w ręku jest zasadniczo bez znaczenia. Tymczasem waga klasy „Type and Confirmation” była przynajmniej medialnie tak samo ważna jak inne klasy sportowe.

 

Sądzę, że w przyszłym roku jest pole do popisu dla polskich arabów, a z pewnością istnieje pole do popisu w skokach, krosie i ujeżdżeniu, gdzie nie było ani jednego polskiego zawodnika. Pomimo wielu mankamentów jesteśmy pewni, że w przyszłym roku powalczymy w Stadl Paura o medale z nadzieją na lepsze wyniki.


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --