Borys Pardus | 01.09.2010 |
W piątek w nocy na największe i najbardziej chyba prestiżowe zawody westernowe w Europie wyrusza polska ekipa. W ekipie oprócz quarterów znajdują się 2 araby. W szybkościówkach - Exmoor pod Ewą Skwarczyńską - Wierzchosławską i Decaho w klasach pleasure i horsemanship. Oba araby są już doświadczone na sportowych arenach, ale po raz pierwszy będą miały 5 tysieczną widownię. Trzymamy za nie kciuki, do wątku będę dopisywał informacje o ich wynikach sukcesywnie. Pierwsze starty są już 6 września.
Jak przygotowywać konia do sportowego show
Borys Pardus | 17.08.2010 |
Ponieważ blog umiera śmiercią naturalną zdecydowałem sie napisać kilka słów o przygotowywaniu koni arabskich do dyscyplin western. Jestem szczęśliwym posiadaczem - moim zdaniem - nietuzinkowego karego araba hodowli pani Marty Napióry - Silvatica Black Arabians - Ferro. Pierwszy problem gdy pojawił się w stajni to czy na pewno chcę do sportu ogiera? Wszyscy mnie przekonywali - Obcięcie jajek tylko dobrze mu zrobi na socjalizację i porozumienie z jeźdźcem. Jakoś łącząc się z nim w bólu powiedziałem zamachowcom stanowczo nie. Musiało minąć jednak trochę czasu - a właściwie pół roku nim zdecydowałem się na niego samemu wsiąść. Koń w stajni zyskał niepopularną opinię wariata posiadającego nadmiar energii pod siedzeniem zrzucając kilka razy jeźdźca z siebie. Żeby nie było nieporozumień - po roku jazdy na nim miesiąc temu i ja dałem sobie szansę na zapoznanie się z kałużą w trakcie tzw. terenu.
Przechodząc do rzeczy - pierwsze blisko 3 miesiące koń miał przez Trenera Ewelinę Zoń nadbudowywane mięśnie grzbietu i zadu przez pracę z ziemi. Choć po 2 miesiącach już były próby po 10-15 minut jazdy na nim. Wkrótce zaczął poznawać elementy socjalizacji. Po pierwsze cofanie - wyrobił sie mu od tego pięknie zad :), następnie skupienie - niestety tu nie pomaga obecność innych koni, a w szczególności siwych. Zamiast skupienia na kole koń zadziera głowę i w zasadzie myśli o tym czy jest szansa zrobić to co zwykle wszyscy prawdziwi koledzy robią od zimy do późnej wiosny. Ponieważ takie myślenie pozytywnie na koncentracje nie wpływa, więc walka trwała. Po kolejnym miesiącu pojawiły się ciche głosy w stajni - że co to za koń? Arab chodzący w ustawieniu? Mały zaczął zjednywać sobie sympatię - przynajmniej części osób. Nie wiedział jednak co go czeka - przed nim zaplanowano jazdę pod seniorem ze słuszną wagą. Niektóre obrończynie zwierząt powiedziały że go zamęczę. Ale okazało się, że mały miał więcej sił i energii niz by wynikało to z jego budowy. Daje to zawsze znać przy jego treningu. Najpierw obowiązkowo 15-20 minut lonży, potem 30-40 minut w stępie i kłusie, dopiero później elementy w galopie. I wcale go to nie zabija. Niestety arab jest zbyt zainteresowany wszystkim dookoła i każda szansa na zdekoncentrowanie sie była wykorzystywana. Po blisko rocznym treningu skupienie utrzymuje się tylko przy pomocy łydki. Właściwie to czasem chcę go nazwać “pukacz” (bez włochatych skojarzeń proszę …:)) . Rytm jazdy wyznacza stukanie łydkami i praca biodrem. Jakakolwiek przerwa zakłócająca ten rytm powoduje że głowa podnosi się i jest wtedy fatalnie. Teraz koń nie przypomina w swoim ustawieniu takiej ikony jak był - nadal pięknie się porusza, ale nabudowane mięśnie grzbietu powodują że nie zadziera wreszcie wysoko głowy. Przestał płynąć wysoko nad ziemią i teraz porusza sie raczej jak na fali. czyli oszczędnie i ekonomicznie pod kątem zużycia energii :)).
Właściwie to tyle tytułem wstępu.Ferro startuje w dyscyplinach horsemnaship senior i reining senior amator oraz reining młode konie. W najbliższy weekend jest jego debiut w Korytach w stajni Golden Horse koło Prażmowa i Piaseczna w rywalizacji z quarterami. Wiem, że szans na wygraną w “młodych koniach” nie ma , ale trzymam za niego kciuki. Potrafi ładnie jechać koła w pełnej kontroli prędkości, fajnie zmienia nogi i cofa. Stopy i spiny są do pracy. Po zawodach napiszę dalszą część.
23 sierpnia 2010
Wiec już po zawodach. Tydzień przed zawodami była tragedia. Ferro - miałem wrażenie się uwstecznił o kilka miesięcy. Niekontrolowane galopy, zmiany nogi, stawanie dęba przy najazdach. Wyrywał się i odmawiał posłuszeństwa przy gimanstyce, wszystkie ćwiczenia na prawą stronę zaczynały się od buntu. Zrobienie czegokolwiek w punkcie, czyli trawersu, volty, zmiany rodzaju chodu było prawie niemożliwe.
W przeddzień zawodów byłem prawie załamany. W piątek rano i w sobotę trening o 6 rano, zanim wstanie mocne słońce. Powtórka z rozrywki. Koń nabuzowany jak nie wiem. Paszy dostaje tyle co zwykle, czyli po miarce karmy rano i wieczorem oraz w obiad 1/2 miarki. No i oczywiście siano. Żeby zaczął reagować na pomoce najpierw trzeba było go 20 minut stepować w karuzeli, potem 40 minut w kłusie pod siodłem, potem 40 minut w lożowniku, gdzie wiekszość czasu to był galop i dopiero ostatnie 10 minut koń reagował.
Niedziela rano. Pierwszy trening przed wszystkimi zawodnikami o godzinie 5.30 - najpierw 20 minut lonżowania, potem godzina kłusa i galopu (większość galopu) i potem około 7.30 trening pod siodłem - i albo koń się już zmęczył albo nagle olśnienie. Zaczął reagowac na pomoce …. Hip Hip Hurra. Nie to żeby jakaś rewelacje, bo w galopie jednak były problemy, ale był już kontakt. Po 40 minutach treningu 15 minut stępowania i mycie. Dopiero potem śniadanie - połowa normalnej porcji. Druga połowa 2 godziny przed startem.
Prze startem jescze 20 minut spokojnego kłusa i ćwiczenia na arenie. I… zająłem wprawdzie ostatnie miejsce, ale wiem, że to moje błędy w większości. Ferro prawie przejechał idealnie, nawet grzejące sie kobyły nie prowadziły do szaleństwa. Tak wiec mimo słabej pozycji jestem z niego dumny. Ja nad sobą popracuje, a on niech zostanie taki jak w niedzielę.
Pytanie tylko - czy ktoś ma pojęcie ile godzin treningu dziennie mogą wytrzymać nogi araba? Bo to że on wytrzyma dużo to pewne.
Borys Pardus | 01.08.2010 |
Wydawało się , że blogi będą na PA czymś co da siłę napędową dla osób zajmujących się arabami. CZy to oznacza, że nie ma już refleksji związanych z nimi?
Ponieważ w istotnej części sezon w konkurencjach szybkościowych się skończył - zakończyliśmy edycje eliminacyjne Pucharu Adrenalina Cup - podzielę się kilkoma spostrzeżeniami dotyczącymi udziału arabów w tych zawodach. W tym sezonie pojawiły się 4 nowe araby startujące w szybkościówkach. Szymon Polewnik na 11 letnim wałachu Wirchanie oraz Aleksandra Szubart ze Stadniny Koni Arabskich Emirat na 4 letnim gniadym Haxanie i siwej 7 letniej klaczy Habiria.
Kolejny polski arab pokazał się w szybkościówkach za granicą w Czechach debiutując całkiem udanie i zajmując 4 miejsce na zawodach.
Myślę że Milena Duda (lub Patrycja) zdecyduje się na starty w przyszłym roku. Araby pokazały się z bardzo dobrej strony. Ewa Skwarczyńska Wierzchosławska na Exmoor wygrała klasyfikację generalną Pucharu po dogrywce z Daną Provaznikova z Czech.
Czasy były liczone w tysięcznych częściach sekundy i np w konkurencji Adrenalina Mix w Gliwicach rozstrzygnął pomiar fotokomórki ustalając różnicę pomiędzy pierwszym i drugim zawodnikiem na 0,004 sekundy
Szybkościówki dla polskiego westu są najprężniej rozwijającą się konkurencją, przyrost zawodników jest tylko większy w konkurencji western horsemanship senior open. No ale tu na razie nie widać arabów w czołówce. Wracając do Adrenaliny. Zawody stały się poniekąd wstępem na największe europejskie zawody westowe - Americanę w Augsburgu we wrześniu b.r. I jadą tam dwa araby: Exmoore w szybkościówkach i Decaho w klasach pleasure i horsemanship.
Trzymamy za nich kciuki. Być może Americana rozszerzy swoją ofertę o tyczki i w przyszłym roku zobaczymy więcej zawodników za granicami kraju. Po początkowo słabym starcie w Kłodzku Ania Łagodzińska na Hrabinie zaczęła wracać do formy i pojechała pole bending nieżle we Wrocławiu i Gliwicach, ale niestety w chwili obecnej nieźle to za mało żeby wygrać edycję lub cały Puchar. Liczymy na to, że ta para jeszcze pokaże swoje możliwości.
Przed nami zawody PLWiR w Karpaczu, Wrocławiu - no i Mistrzostwa Polski w październiku. NIby powody do zadowolenia są, ale cały czas to jest niewielki odsetek sposród arabów używanych pod siodłem, które sprawdzają się w sporcie. Nie ma siły motorowej, która ciągnęłaby do przodu wykorzystanie potencjału tych koni. Z drugiej strony po zawodach w Janowie oraz w Korytach widać, że liczba koni wykorzystywanych w sporcie zwiększa się. Może więc przyszły rok będzie lepszy i pokaże nam nowe możliwości arabów w większej skali. Wszedłem na stronę z wynkami Mistrzostw Europy Arabów i porównałem te wyniki z zawodami w Polsce. Najlepsza zawodniczka w kategorii pole bending Caroline Ericksson ze Szwecji osiągnęła czas 27,54 so w Adrenalinie dałoby jej miejsce poza pierwszą piętnastką.
Co do pozostałych konkurencji western na Mistrzostwach Europy w Szwecji trudno o ich poziomie coś mówić, bo punktacja opiera się na ilości błędów w tabeli wyników, a nie na normalnym systemie punktowania. Honor Polski obroniła Agnieszka Olszewska na Niniwie w skokach (m.in. I miejsce w klasie 31 skoki do 100 cm) i Daria Klimecka na Walorze (w tej klasie zajmująca 4 miejsce) . Darii poszło zresztą też bardzo dobrze w klasie 61 skoki do 120 cm zajęła pierwsze miejsce, a w klasie 41 do 110 cm zajęła 3 miejsce. Laury dla Polski zdobyły też jak zwykle Patrycja Mroczkowska i Aleksandra Owerko w klasach type & conformation. Patrycja Mroczkowska na Albumie zajęła 3 miejsce w ujeżdżeniu.
Dla chętnych zamieszczam film z youtube z wrażeniami z ostatniej edycji zawodów Adrenalina Cup. Na ostatnich klatkach można zobaczyć Ewę Skwarczyńska ze stajni Salopa z Zabrza Rokitnicy. Adrenalina Cup - 17/18 lipca Gliwice - stajnia Nad Jeziorem
Borys Pardus | 23.01.2010 |
Na stronach aktualności PZHKA przeczytałem ostatnio o tym, że w 2010 r. Sportowe Mistrzostwa Europy Koni Arabskich będą w Szwecji. Czytając uzasadnienie ze strony ECAHO
“http://www.ecaho.org/index.php?option=com_content&task=view&id=2368&Itemid=1″
doszedłem do wniosku, iż po pierwsze brak było między dwoma obozami komunikacji - co dziwi - zważywszy na fakt, iż pani Chat zawsze jest w zasięgu maila lub telefonu, choć podejrzewam, że i biuro Ecaho też powinno działac bez zarzutów. Więc - Zarząd Ecaho pokłócił się z panią Chat - wielokrotną organizatorką Mistrzostw Europy, ponieważ postanowiła ona zrobić w Stadl Paura w tym roku Mistrzostwa Świata koni arabskich. Głównym uzasadnieniem było to, że poziom sportowy startujących dotychczas koni był niesatysfakcjonujący. Zdziwiło mnie to, bo do tej pory każda impreza w Stadl Paura była wychwalana pod niebiosa jako wysoka pod względem organizacyjnym oraz sportowym. Zawody w Stadl Paura były zawsze umieszczone w kalendarzu FEI. Odpowiedź pani Elisabeth Chat znajdujemy na stronie startowej Mistrzostw Europy
http://www.1061reiteng.k-austria.at/.
Poszło jak z tego widać o nazwę. Pani Chat zaproponowała zmianę nazwy imprezy na Arabian World Equestrian Games i jak wynika z tekstu Ecaho nie odrzuciło propozycji. Dziwi tylko fakt - jak to wynika z treści newsa - że wszystko odbyło się za plecami i wbrew uchwałom Walnego Zgromadzenia Ecaho, które PRZECIEŻ USTALIŁO termin i miejsce zawodów w 2010 r. na Stadl Paura. Oznacza to, iż Zarząd Ecaho działając wbrew woli Walnego Zgromadzenia robi co mu się podoba. Swoją drogą nasi przedstawiciele w Ecaho - których jest 2 lub 3 osoby mogliby to jakoś skomentować. Przecież miejsce robienia imprezy wpływa na budżet zawodników, a u nas Polsce nie ma ich zbyt wielu, więc jakby nie liczyć podróż do Szwecji wychodzi drożej niż do Austrii. Nie mówiąc już o sponsorach , którzy wskutek działań Ecaho wycofali się z Austrii. Jako prawnik ja zacierałbym już ręce. Proces o grubą kasę byłby gotowy, tylko co z tego będzie dla samych koni i zawodników.
CA, SCID, LFS i Koński Targ
Janek Tomczyk | 11.11.2009 |
Autor jednego z artykułów w ostatnim numerze “Końskiego Targu” dziwi się, dlaczego takie modne reproduktory jak WH Justice pomijane są w polskiej polityce hodowlanej. Tymczasem o ogierze tym już od miesięcy wiadomo, iż jest nosicielem genu CA (Cerebellar Abiotrophy), bardzo ciężkiej, genetycznej choroby, której pierwsze objawy w postaci stopniowo nasilających się zaburzeń równowagi i koordynacji ruchów pojawiają się u kilkutygodniowych, kilkumiesięcznych źrebiąt i powodują zupełną niemożliwość ich użytkowania pod siodłem w przyszłości, a także konieczność leczenia powtarzających się, nieraz bardzo ciężkich urazów będących wynikiem upadków i zderzeń z przedmiotami, które konie spotykają na swojej drodze.
Nosicielem CA okazał się także Marajj, kolejny modny w świecie reproduktor. Padły w 2008 roku Versace był nosicielem genu SCID (Severe Combined Immunodeficiency ) - choroby, która doprowadza do śmierci źrebiąt z powodu banalnych infekcji w wyniku ciężkich niedoborów odporności.
Setki źrebiąt po kilku tylko ogierach. W przypadku łączenia z klaczą, która nie jest nosicielką - co drugie źrebię - nosicielem choroby, w przypadku klaczy nosicielki - co czwarte - chore, co drugie - nosicielem.
Hodowcy na całym świecie dobrowolnie badają swoje konie w kierunku nosicielstwa CA i SCID. Niemiecki Związek Hodowców Koni Arabskich (VZAP) wprowadził obowiązkowe testy w kierunku CA wszystkich ogierów kryjących w tym kraju od 2010 roku. Coraz więcej hodowców prowadzi odpowiedzialną politykę hodowlaną. Wie, że najmodniejszy reproduktor już od dawna nie znaczy najlepszy i nie chce płacić kilku-, kilkunastu tysięcy złotych za to, żeby wyhodować źrebię takie, jak to źrebiątko sfilmowane przez kogoś na youtube: http://www.youtube.com/watch?v=sj5RL3CmS34.
Już w grudniu w Janowie Podlaskim ocena polskich ogierów. Ciekawe, czy w ramach tej oceny przewidziane jest badanie reproduktorów w kierunku nosicielstwa CA i SCID?
Koniec sezonu Western i Rodeo
Borys Pardus | 06.10.2009 |
Po kilku miesiącach nastąpiło ukoronowanie sezonu sportowego w postaci Mistrzostw Polski PLWiR (zapomniałem - Mistrzostw Polski - w ostatnich dniach urzędowania Minister Drzewiecki dodał do oficjalnych dyscyplin sportu nową dyscyplinę Western i Rodeo (http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU20091471196 ).
Sport jak sport sprawił trochę niespodzianek. Najszybsza z polskich koni klacz oo Hrabina w tyczkach senior strąciła tyczkę i była gdzieś na końcu stawki. Drugi z arabów Argonas znalazł się w kategorii juniorów też gdzieśna końcu. W ogóle w zawodach ligowych nie startowało zbyt dużo arabów - odwrotnie niż w pucharze Adrenalina Cup.
Po wystartowaniu w tym sezonie kolejnej organizacji hodowców PPHCP (skupiającej hodowców koni painthorse) okazało się, że nadszedł czas obok mistrzostw Polski quarterów na organizację podobnej imprezy dla arabów. Po rozmowach z ośrodkami mogącymi podźwignąć ciężar zadania Stowarzyszenie Western Riders postanowiło zorganizować w przyszłym roku w dniach 8-9 maja 2010 Mistrzostwa Polski Western i Rodeo dla koni czystej krwi arabskiej.
Poszukujemy więc chętnych do pomocy w organizacyjnej stronie zawodów - tak by spełniać wszelkie wymagania ECAHO.
PO naszych podliczeniach w reiningu może się stawić 5-8 koni, w tyczkach i beczkach 6-7 koni, w trailu 3-4 i w western pleasure 5-6. Na horsemanship i western riding liczymy max 2-3 konie. W sumie prawdopodobnie będzie ok 12-15 koni plus goście z zagranicy. Zawodom będą też towarzyszyły zawody w konkurencjach z cielakami.
Zawody te będą z tego co wiemy - jedynymi liczącymi się kwalifikacjami do Mistrzostw Świata dla koni arabskich w klasach pod siodłem (przynajmniej w dyscyplinie Western i Rodeo), które planowane są w 2010 r . w Stadl Paura.
Janek Tomczyk | 26.09.2009 |
Tylko mogę wyobrazić sobie, jak dzisiaj świętują Emir Rzewuski i hrabia Juliusz Dzieduszycki. Świętują za sprawą pewnego konia o niespecjalnie modnym obecnie profilu głowy, z niezbyt długą szyją, tułowiem, któremu daleko do płaskości deski do prasowania, za to z płaskim, zabierającym ziemię kłusem, z którym w Aachen nie mógłby się zaprezentować, z mocnymi nogami, prawidłową budową, żelaznym zdrowiem, odpornością na stres i wielkią wytrzymałością.
Nobby, ten mały (tylko 149 cm wzrostu), gniady, niepozorny konik i jego pani Maria Alvarez Ponton odnieśli dzisiaj kolejny sukces. Do ubiegłorocznego tytułu Mistrza Świata w Rajdach (i tytułu Best condition w tym samym konkursie) właśnie przed chwilą dopisali tytuł Mistrzów Europy.
Trasa tegorocznych Mistrzostw Europy w Asyżu była wyjątkowo trudna, kamienista, z dużą różnicą wzniesień. Udało się ją pokonać tylko 32 z 99 startujących jeźdźców.
Co mają do tego Emir Rzewuski i hrabia Juliusz Dzieduszycki? Wystarczy spojrzeć na rodowód Nobbiego. Ród męski: Bairactar or.ar. To właśnie Emir Rzewuski sprowadził z pustyni ogiera Bairactar do Stadniny w Weil. Rodzina żeńska Gazella or.ar. Gazella to klacz sprowadzona z pustyni wraz z Mlechą i Saharą przez hrabiego Dzieduszyckiego do Jarczowiec. W środku rodowodu polscy przodkowie, konie, które pokonały morderczą drogę do Tierska.
Tylko mogę wyobrazić sobie, jak Emir Rzewuski i hrabia Dzieduszycki dzisiaj świętują tam, gdzie są obecnie. Kto wie, kto przed nimi zdejmuje czapki z głów bez pytania, czemu sprowadzali z narażeniem życia niepozorne konie z głębi pustyni, podczas kiedy mogli sprowadzić prosto z egipskich portów “piękne, wystawowe prospekty” bez ryzyka i za niewygórowaną kwotę.
Zagrała w niej stara, polska krew!
Krystyna Chmiel | 09.09.2009 |
To nie zagraniczna krew przyczyniła się do zwycięstwa tegorocznej oaksistki - kl. Mukata Fata. Została ona wyhodowana według tego samego schematu, co równie dzielne klacze Orgia Fata i Zbroja Fata. P. Longin Błachut wykonuje dobra robotę - w swoich “Fatach” stosuje koncentrację starych, polskich, biegających linii, dzięki czemu wygrywają, a przy tym nadal sa podobne do arabów, inaczej niż francuskie czyniemieckie “mastodonty”. Recepta p. Błachuta polega na łączeniu potomstwa eksportowanych nigdyś z POlski, dzielnych koni. Widac to, kiedy się zajrzy głębiej w rodowód. Mukata Fata ma dokładnie 79,68% (czyli w zaokrągleniu 80%) polskich przodków i to, co w niej wygrało - to głównie Orzeł i Pierrot!
Monika Luft | 18.08.2009 |
Bardzo ucieszyły mnie słowa Franciszka Starowieyskiego z jego „Przewodnika zacnego kolekcjonera”, którymi tłumaczył on swą pasję kolekcjonowania: „Kolekcjonuje się po to, by poszerzać swoje horyzonty, a nie żeby zaoszczędzone zaskórniaki w tajemnicy przed żoną wydać”. Idealnie zgadza się to bowiem z moją osobistą odpowiedzią na pytanie: „Po co te konie…?!” Otóż ja też uważam, że konie arabskie kupuje się i hoduje przede wszystkim po to, by poszerzać horyzonty.
W ogóle cała ta niezwykle godna polecenia książka powinna być lekturą obowiązkową każdego właściciela koni arabskich. Bo czyż wyszukiwanie koni o określonych rodowodach lub konkretnej maści (kare!) nie jest czystym zbieractwem? Oto jak Starowieyski, wytrawny kolekcjoner i znawca życia, dzieli tych, którzy oddają się pasji zbierania: „Jeden trzyma przedmioty dla samego ich posiadania, drugi – urządza nimi wnętrze. Większość zbieraczy to ci pierwsi – ludzie, którzy inwestują kapitał w antyki. Pojęcie piękna u nich zanikło. Rozwieszają na ścianach czeki podpisane przez Malewicza, Chełmońskiego czy Malczewskiego”. Ale ci drudzy, zdecydowanie bardziej przez Mistrza cenieni, nie mają wcale łatwego życia: „Czym meblować dom? To dopiero pytanie! Obecnie jest szalenie trudno zebrać zestaw mebli”. Oj, to jest prawdziwy ból… zwłaszcza że poprzeczkę zawiesił Mistrz wysoko: „Nigdy nie zbieram bylejakości. Zbieracz musi znać słowa i pochwały, i pogardy”. I tak radzi: „Jest tylko jedna ważna zasada kolekcjonerska – ilość przechodzi w jakość. Musi to być taki zestaw, by można było z niego wyciągnąć jakiś wniosek: coś napisać czy opowiedzieć ciekawego. Należy mieć pomysł i wiedzieć, jak zbierać”. Ale nawet to nie wystarczy! „Najważniejsze przyrządy kolekcjonera to: dobre oczko, dobry mózg i dobry gust”. Oj, daleka droga przed nami, hobbystami, by zasłużyć sobie na szacunek patrzącego na światek zbieraczy już tylko z góry Franciszka Starowieyskiego. A przecież czasem ciągną się jeszcze za nami grzechy młodości… Na szczęście, „prędko mija nieukojony żal, gdy dawny ukochany przedmiot zostaje zastąpiony lepszą, nową rzeczą”.
Osobną sprawą jest opinia, jaką Mistrz miał o kobietach-kolekcjonerach. Cóż, powiedzmy szczerze, nie było to zdanie zbyt pochlebne: „Kobiety nie są dobrymi zbieraczkami, ponieważ przeważnie nie mają skłonności kolekcjonerskich, cechuje je raczej chęć posiadania: byle kupę, byle zdobyć, byle było śliczne. A kolekcjonowanie to trudna sztuka. Wymaga specjalnego rodzaju talentu i sporej wiedzy”. I dalej: „Jeśli panie koniecznie chcą zajmować się antykami, nie powinny tego robić przed czterdziestką. Wcześniej są przemądrzałe i tylko czynią szkody”.
Oczywiście, miłośnicy koni arabskich nie tylko je kolekcjonują, ale także je kochają… a w każdym razie powinni je kochać. Mimo to odnoszę nieodparte wrażenie, że i w poniższym przysłowiu (nie cytowanym przez Franciszka Starowieyskiego) można by wymienić słowo „samochód” na „koń” i nic by ono nie straciło ze swej przenikliwości: „Właściciel samochodu cieszy się dwa razy: jak kupuje i jak sprzedaje”.
Pokochajmy media raz w roku!
Monika Luft | 04.08.2009 |
Tylko raz w roku media ogólnopolskie zauważają istnienie koni arabskich. Oczywiście okazją jest aukcja, a tematem ceny. I co z tego, że Michałów zmienia się czasem w „Michałowice”, a Janów w „Janowiec”. Ważne, że mówią! Nawet jeśli newsem jest brak newsa… „W latach 90. skończyła się moda na polskie konie arabskie” – ubolewała Panorama (TVP2) w roku 1995. Wtórowały jej polsatowskie Informacje: „Araby z Janowa były droższe od jaguarów i pontiaków. Teraz klienci są mniej szczodrzy”. Wiadomości (TVP1) donosiły zaś: „Handel arabami przeżywa kryzys. Tegoroczne wpływy wynoszą 3-krotnie mniej niż rok temu”. Poza tym, Polsat podkreślał, że araby słyną z nóg, a Jedynka, ustami swego reportera, mówiła o koniach arabskich, „tak zwanych czempionach”, pokazując srokate angloaraby.
Czy coś się zmieniło po dwóch latach? Relacja z roku 1997 w Panoramie: „Na pewno konie nie osiągną już cen sprzed kilku lat”. Wiadomości: „Od tamtej pory (sprzedaży ogiera El Paso) z roku na rok ceny spadały”.
Kasandryczny ton złagodniał w latach dwutysięcznych i ewoluował w kierunku zaciekawienia. „Ciekawa jestem, jak wygląda takie życie reproduktora, ogiera, czy to jest fajne życie? – zastanawiała się prowadząca z Dwójki w roku 2002. – Co on robi przez cały czas?” Rok później Jedynka emocjonowała się w relacji na żywo: „Czy wiedzą państwo, że te konie są podrasowywane?” Prowadzący niepokoił się z kolei (myśląc, że jeszcze nie jest na wizji): „Jest trzeszczenie jak w starym, zepsutym radiu!”.
W tym roku znów media okażą zainteresowanie. Do stałych elementów relacji, jak wspomnienie sprzedaży ogiera El Paso, dojdzie jeszcze zapewne informacja o zeszłorocznym rekordzie aukcyjnym Kwestury. Nie zabraknie odniesień do panującego w świecie kryzysu. W zasadzie moglibyśmy już teraz cytować przyszłe doniesienia: „Klienci okażą się prawdopodobnie mniej szczodrzy. Szansa na pobicie ubiegłorocznego rekordu jest bardzo niewielka”.
Ani przewidywalność, ani pomyłki nie powinny jednak zniechęcać nas do dziennikarzy. Pogratulujmy im, gdy swojej relacji z Dnia Arabskiego nie zilustrują wyścigiem folblutów. I nawet gdy zapowiedzą „wieczorne imprezy z cyklu światło i dźwięk” (Panorama ’97), przyklaśnijmy im gorąco. W końcu to tylko raz do roku…
P.S. Zanim na polskicharabach.com ukaże się pełna relacja z Czempionatu Narodowego i aukcji, zainteresowanych zapraszam do śledzenia krótkich komentarzy na www.twitter.com. Wystarczy się zarejestrować, odszukać profil „Monika Luft” i kliknąć „follow”. Cały proces trwa ok. minuty. Życzę nam wszystkim dobrej zabawy!:)