Poniedziałek . 11.12.2017 . 03:14
 
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Sędziowie pod lupą

Związani z branżą “arabską” użytkownicy Facebooka po zakończonym w miniony weekend pokazie AHO w Chantilly (5-6 sierpnia), emocjonowali się mniej wynikami, a bardziej dyskusją, wywołaną przez wpisy Ferdinanda Huemera (La Movida Arabians) z Austrii. Hodowca, niegdyś przewodniczący ECAHO, od lat nie wystawiał koni na pokazach; tradycją jest za to, że po pokazie w Wels przyjmuje gości w swojej stadninie. W tym roku postanowił powrócić z końmi na ringi pokazowe. W Chantilly wystartował m.in. jego ogier Lawrence El Gazal, reproduktor znany w Polsce z potomstwa urodzonego w Białce. Wydawało się, że wysoko oceniony w klasie Lawrence El Gazal (92,95, w tym 5×20) ma zwycięstwo “w kieszeni” – tak się jednak nie stało. Mimo że trójka sędziów wskazała go jako kandydata na złotego medalistę, przegrał z koniem, który miał tylko jedno takie wskazanie. Dwie klacze hod. La Movida Arabians także znalazły się w finałach, ale jedna z nich zdobyła “zaledwie” srebro, a druga w ogóle nie zaistniała na podium. Te trzy przegrane, jak napisał w kilku emocjonalnych postach na Facebooku hodowca, to skutek pominięcia jego koni w końcowym orzeczeniu przez jedną i tę samą osobę.

  

Abstrahując od zadziwiającego systemu liczenia punktów w Chantilly, urągającemu logice i poczuciu sprawiedliwości (klacz z La Movidy, która dostała w sumie cztery sędziowskie głosy, dwa wskazujące na srebro i dwa na brąz, przegrała z rywalką, która otrzymała tylko jeden sędziowski głos – wskazujący na brąz), uzasadniony może być żal hodowcy, nierozumiejącego, dlaczego koń, który wygrywa klasę z wysoką notą, zostaje przez sędziego całkowicie pominięty, gdy przychodzi do wyboru medalistów. Nie dowiedzieliśmy się, jak wytłumaczyła swoją decyzję wzmiankowana sędzia – wiadomo tylko, że wysłała do Ferdinanda Huemera list, który ten uznał za zamknięcie sprawy.

  

Przy okazji jednak wylała się w internecie istna rzeka skarg na sędziowanie na pokazach. Słowa takie jak “niekompetencja”, “prezenty”, a w końcu “korupcja”, padały nader często w komentarzach, liczonych w setkach. Wygląda na to, że publiczna skarga Huemera nieprzypadkowo wywołała lawinę nieprzychylnych sędziom opinii. Tego, czy korupcja wśród sędziów jest zjawiskiem w “arabskim” biznesie znaczącym czy incydentalnym, nie da się oczywiście jednoznacznie stwierdzić, ponieważ nie istnieją w tej dziedzinie żadne badania, a bywa, że przegrani w gniewie rzucają oskarżenia mające bardzo wątłe podstawy. Zastanawia jednak zauważalny w skali międzynarodowej spadek prestiżu “klasy sędziowskiej”, otaczanej niegdyś wielkim szacunkiem w środowisku.

  

W czym leży problem? Być może najbardziej sporną kwestią jest łączenie przez niektórych sędziów funkcji niezależnych arbitrów z pośrednictwem w sprzedażach. Ktoś, kto handluje cudzymi końmi, na ogół pragnie, by klienci byli zadowoleni. Klienci zaś będą zadowoleni (i wrócą do swego partnera biznesowego) wówczas, gdy zakupione lub dzierżawione przez nich konie będą dobrze wypadać na pokazach. Na pozytywne wyniki mogą mieć bezpośredni wpływ ci sami sędziowie – sędziując osobiście lub też prosząc o przysługę zaprzyjaźnionych jurorów… Mogą, lecz nie muszą, ale tak czy inaczej efekt jest taki, że zdarza się, iż nikt nie jest zadowolony z werdyktu. Ani ci, którzy przegrali, ani ci, którzy co prawda wygrali, lecz ich zwycięstwo zostało powszechnie uznane za wynik niejasnych (czy też jasnych) handlowych powiązań.

  
Problemem mogą być zresztą nie tylko sędziowskie “sympatie”, ale i “antypatie”.

  

Tak więc zaufanie do sędziów i ocena ich pracy spada – i to jest fakt. Do końca tego roku sędziowie ECAHO mają podpisać umowy, w których wyszczególnia się możliwe pola konfliktu interesów podczas sędziowania. Czy to naprawi sytuację? Jak wiadomo, skuteczność każdej regulacji zależy od jej egzekwowania. Jeśli zapisy umowy służyć będą wyłącznie “dyscyplinowaniu” niepokornych sędziów, a więc takich, którzy wyłamują się z określonych układów towarzyskich czy biznesowych, z całą pewnością nie pomoże to w podnoszeniu wiarygodności ogółu jurorów.

  

Niektóre z konfliktów interesów wymienione w nowych kontraktach sędziowskich:

  • jeśli koń jest trenowany bądź prezentowany przez członka rodziny sędziego
  • jeśli koń został sprzedany lub kupiony przez sędziego lub za jego pośrednictwem
  • jeśli koń jest własnością (w całości lub w części) sędziego bądź członka jego rodziny lub partnera biznesowego
  • jeśli koń kiedykolwiek był przez sędziego dzierżawiony
  • jeśli koń został wyhodowany lub jest własnością stadniny, w której sędzia jest lub był zatrudniony
  • jeśli koń był w jakikolwiek sposób związany (np. poprzez trening) z sędzią
  • jeśli z udziałem sędziego trwają negocjacje w celu kupna lub dzierżawy konia
  • jeśli w ciągu 365 dni przed sędziowanym pokazem sędzia wszedł w biznesową relację z wystawcą konia – w tym doradztwo, kupno lub sprzedaż koni.

 
Sędzia ma obowiązek zaprzestania sędziowania, gdy zorientuje się, że istnieje konflikt interesów z wystawcą bądź prezenterem danego konia.

Mój list

Tydzień temu skierowałem pismo do Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR), do wiadomości portalu polskiearaby.com. Choć w tym czasie nastąpiły zmiany personalne w SK Janów Podlaski (z pracy zrezygnował p.o. członka Zarządu Mateusz Leniewicz-Jaworski), do dziś nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Dlatego zdecydowałem się upublicznić mój list. Jego treść poniżej.

  

Jako ktoś od 34 lat związany nie tylko emocjonalnie z hodowlą koni arabskich w Polsce, gdyż od 25 l. także  jako publicysta i analityk, autor wielu tekstów m.in. w “Koniu Polskim” i “Końskim Targu”; jako ten, który ongiś przewidział i trafnie nakreślił problemy białeckiego stada (”S.O.S. dla SO Białka”, KT ‘06); wreszcie jako ten, który zaczął poznawać Janów Podlaski jeszcze za czasów śp. dyr. Andrzeja Krzyształowicza - mam, nie tylko moralne prawo, ale i swego rodzaju powinność zwrócić należną uwagę Państwa na aktualną, w wielu punktach nie mogącą być w żaden sposób akceptowalną, rzeczywistość w stadninie janowskiej.

  

Ostatnio SK Janów Podlaski, jako jedyna (w przeciwieństwie do SK Michałów i SO Białka) nie zareagowała na elementarne, ale tyleż kluczowe pytania portalu internetowego polskiearaby.com odnośnie do sezonu rozpłodowego 2017. Stało się tak - co tyleż znamienne, jak i porażające w swej wymowie - z dwóch zasadniczych powodów…

 

1. Dlatego, iż nikt z kierownictwa nie potrafiłby się merytorycznie odnieść do owych pytań (z braku stosownej wiedzy, doświadczenia i kompetencji);

2. Najpewniej nie wypracowano dotąd takich planów, bowiem wszystko co się tam ostatnio dzieje to jeden wielki chaos, pełna prowizorka i zatrważająca amatorszczyzna.

  

Oczywistym jest więc tu pytanie, jak w takich warunkach, tj. bez kompetentnej a decyzyjnej osoby i bez planów hodowlanych, może należycie funkcjonować najstarsza i najpiękniejsza w Polsce (bodaj najcenniejsza w świecie) stadnina koni arabskich czystej krwi?

  

To jednak jeszcze nie koniec, a ledwie początek bolączek tamtejszej hodowli (czyli jak u Hitchcocka)… Janów dziś to placówka borykająca się z palącą już kwestią niedofinansowania infrastrukturalnego i poważnymi kłopotami natury finansowej, które skutkują już niemal pełną absencją jego reprezentantów na najważniejszych pokazach w Europie. Nie udało się też dogadać w sprawie utrzymania sprawdzonego już poziomu oprawy wizerunkowej, a nowa “strona internetowa” Zarządu jest kpiną z wszystkich zainteresowanych. Wszystko to wpływa nie tylko na degradację obiektu i oczywistą, w tym stanie rzeczy, frustrację załogi, ale też skutkuje już realnym spadkiem wartości janowskiego “palenia” na arenie międzynarodowej (wszystko to ma miejsce, przypomnę, w czasie roku jubileuszowego, 200-lecia stadniny).

  

Nowy (z konkursu) Prezes, prof. S. Pietrzak, nie tylko nie ma żadnego pojęcia o koniach arabskich i o zarządzaniu tego rodzaju placówką, to cechuje go jeszcze niebywała wprost pasywność. Jeśli już przejawia jakąś aktywność, to głównie w próbach doprowadzenia do odwołania mianowanego tam wcześniej M. Jaworskiego (członka Zarządu d/s. hodowlanych). W efekcie wzajemnie sobie niechętni, czy wręcz wrodzy “dżentelmeni” nie tylko z sobą nie współpracują, co jest ich odgórnym obowiązkiem, ale nawet nie rozmawiają. Oczywiście nie pozostaje to bez negatywnego wpływu na wszystko co się tam /nie/dzieje (a, przypomnę, że nie jest to ich prywatny folwark, tylko stadnina państwowa, w której powinny obowiązywać określone typy/normy zachowań, ze świętą i pierwszorzędną powinnością należytego wypełniania swoich obowiązków).

  

Bezskuteczne próby wyrugowania niechcianego współpracownika skupiają lwią część uwagi Prezesa, a też rodzą w nim narastającą frustrację, która odbija się bezpośrednio na tych, wobec których sięga już jego władza. Sam pogubiony i pasywny - nie toleruje na swym terenie nikogo, kto wykaże się choć cieniem inwencji i chęci działania. Każda taka osoba jest szybko zwalniana, co stwarza jak najgorszą atmosferę wśród załogi i wymusza na niej totalną pasywność (tak, by nie podpaść Prezesowi i nie podrażnić jego i tak już “zranionego” ego).

  

W ten sposób zrodził się tam tyleż toksyczny, co niezmiernie patologiczny stan oparty w dużej mierze na elementarnych brakach: KOMPETENCJI, WIZJI i CHĘCI. Owa “degrengolada personalno-decyzyjna” wygenerowała w efekcie UKŁAD DYSFUNKCYJNY zdolny ledwie do AUTODESTRUKCJI, ale już w zupełnie obojętny wobec obowiązków, wyzwań i merytorycznych działań. Tak oto pod ogromnym znakiem zapytania stoi kwestia zapewnienia janowskiemu stadu właściwego toku pracy i prawidłowego funkcjonowania, a bez tego wszak nie będzie możliwe zachowanie jego sławy, renomy i charyzmy (a więc wartości niewymiernych i tyleż bezcennych dla każdej hodowli).

  

Panie Prezesie, czy wie pan o tym wszystkim i czy ma pan świadomość tego, co się w Janowie Podlaskim aktualnie dzieje? Dopytuję o to, gdyż myślę, że chyba nie o taką “dobrą zmianę” komukolwiek w ANR czy Ministerstwie Rolnictwa chodziło. Proszę mnie więc chwilę “posłuchać”.

  

Nie może być tak, by dla kierownictwa ANR i nadzoru właścicielskiego Janów był ważny tylko do momentu, w którym są w nim dziennikarze i kiedy jest o nim głośno w mediach (tylko wtedy jest on przedmiotem rozważań, dobrych chęci i powszechnej troski), gdyż Janów Podlaski to nasza historia, nasz skarb narodowy, nasza chluba i duma, ikona polskiej hodowli koni czystej krwi; miejsce, które stało się ongiś “Mekką konia arabskiego” i którą musi pozostać! Jako taka, stadnina ta w żadnym razie nie zasługuje na to, by ktokolwiek jej cokolwiek ujmował, by traktować ją instrumentalnie i by pamiętać o niej tylko “od wielkiego dzwonu”. Absolutnie nie zasługuje także na to, by szefowali jej ludzie “mali”: duchem, charakterem, wiedzą, wyobraźnią; urzędnicy bez określonej klasy, kultury pracy i elementarnej odpowiedzialności za jej stan doczesny i przyszłe losy.

  

Pragnę więc zaapelować do Pana Prezesa, który w imieniu Skarbu Państwa sprawuje nadzór właścicielski nad SK Janów Podlaski, o podjęcie koniecznych działań mających na celu naprawę opisanego wyżej stanu rzeczy, a tym samym doprowadzenie do sytuacji, w której Janowem zaczną zarządzać ludzie mądrzy i godni tej funkcji, a przede wszystkim do niej merytorycznie przygotowani…

  

Z poważaniem, Robert Raznowiecki

   

PS.

Ja wiem, że z różnych powodów nie ma za wielu takich ludzi w naszym kraju, ale taką z pewnością - na stanowisku dyrektora d.s. hodowli koni - byłaby pani prof. Krystyna Chmiel, od lat związana z tą stadniną, jak też z hodowlą koni arabskich. Ta prawdziwa pasjonatka i miłośniczka arabów jest postacią dobrze znaną i szanowaną w światku arabskim - jako m.in. autorka wielu prac oraz  opracowań na temat koni arabskich, ale też osoba, która ongiś z powodzeniem wykorzystała swą wiedzę w osobistym prowadzeniu hodowli koni tej rasy. Jej obecność i praca na rzecz nadbużańskiej stadniny z pewnością dawałaby gwarancję m.in. tego, iż już więcej tyleż proste co kluczowe pytania odnośnie planów hodowlanych nie pozostałyby bez odpowiedzi ze strony janowskiej…

  

Do wiadomości:

1. Pan W. Humięcki ANR

2. Pan A. Sutkowski ANR

3. www.polskiearaby.com

Media a sprawa arabska

Nie sądziłam, że doczekam czasów, gdy o koniach arabskich mówić się będzie w programach informacyjnych w najlepszym czasie antenowym, a gazety ogólnopolskie będą publikować całokolumnowe teksty poświęcone hodowli. Dziś, w sobotę, araby dostały nawet okładkę w „Wyborczej” („Koń a sprawa polska”). Cieszyłabym się, gdyby tylko stało się to w innych okolicznościach.

Do tej pory miałam poczucie, że moje otoczenie nie ma pojęcia, co mnie tak pochłania. Jakieś konie, więc pewnie siedzę sobie w siodle. Gdybym zaczęła mówić o pokazach, źrebiętach, czy stanówkach, słuchacz po minucie odleciałby w siną dal. A dziś? Dziś nagle wszyscy sami dzwonią i pytają: co z tymi arabami? Okazało się, że zajmuję się niezwykle istotną dla polskiej kultury i dziedzictwa narodowego dziedziną, o którą toczą się boje w sejmie i która nie schodzi z łamów mediów wszelkiego rodzaju. Ale czy ktoś rozumie, o co tak naprawdę chodzi?

Oto poseł Jacek Żalek mówi w TVN o „koniach pełnej krwi arabskiej”, a Daniel Olbrychski o słynnym i zasłużonym „dyr. Krystałowiczu”. Można by usprawiedliwiać obu panów przejęzyczeniami, gdyby nie to, że powtarzają swe pomyłki raz po raz. Jeden zarzuca drugiemu nieznajomość rzeczy, podczas gdy w rzeczywistości obaj debatują o sprawach całkowicie sobie obcych. Czy wspaniały aktor i zapalony jeździec miał kiedykolwiek do czynienia z embriotransferami? Co pan poseł wiedział jeszcze przed tygodniem o dzierżawach koni arabskich? Gdy dwóch laików zaczyna mówić w tzw. „prime-timie” o pobieraniu zarodków od klaczy, konfuzja się pogłębia.

„Gazeta Wyborcza”, piórem znawcy, bo Jerzego Sawki (wrocławski Tor Partynice), pisze o absurdalności zarzutów pod adresem prezesów stadnin, dwukrotnie podkreślając wycenę klaczy Pianissima: 3 tys. euro. Może to złośliwy i nieustępliwy chochlik, ale gdy miesza się tysiące z milionami, dyskusja szybko schodzi na manowce. Ale, ale! Są i pozytywy. Już tylko bardzo nieliczni piszą i mówią o „Michałowicach”, zamiast o Michałowie, co przez lata było zmorą relacji po-aukcyjnych. Punkt dla mediów.

Niektóre tytuły starają się bawić skojarzeniami końskimi – („Szarża PiS na polskie araby”, „Czy konie mnie słyszą?” – GW)  – po czym wszyscy, dosłownie wszyscy, czy to prasa, czy telewizja, kończą swe relacje jedną i tą samą frazą: „tylko koni żal”. Jeśli konflikt będzie się przedłużać, należałoby chyba poprosić jakichś twórców o wymyślenie innego hasła, które można by podsunąć redakcjom.

Aby ułatwić dziennikarzom z mediów „nie-końskich” zadanie, mam na podorędziu garść nagłówków w zależności od dalszego przebiegu wydarzeń. Dla „Gazety Wyborczej”: „Rząd przejechał się na arabach”. Dla „Faktów”: „Araby wysadziły PiS z siodła”. Dla „Newsweeka”: „PiS odjechał na arabskim grzbiecie”. Dla „Wiadomości”: „Opozycja na złym koniu jeździ”. Dla Wprost: „Ujawniamy Księgi z tysiąca i jednej arabskiej nocy”.

Podziękowań nie trzeba.

Dziesięć zobowiązań hodowcy koni arabskich według Judith Forbis

Początek nowego roku to chyba najlepsza okazja, by – u progu sezonu – zastanowić się, co jest dla hodowcy naprawdę ważne. Oto dziesięć wskazówek, które pod koniec ubiegłego wieku sformułowała Judith Forbis (Ansata Arabians, USA). Choć minęło od tamtej pory sporo czasu, mam wrażenie, że wcale nie straciły na aktualności. Oddaję głos legendarnej hodowczyni:

DZIESIĘĆ ZOBOWIĄZAŃ HODOWCY KONI ARABSKICH*

1. Kochaj konie, a w szczególności arabskie. Miej świadomość, że choć człowiek jest panem stworzenia, nie oznacza to, że jest władcą zwierząt.

2. Poznaj rasę, zanim przystąpisz do jej hodowli. Studiuj opowieści związane z tymi zwierzętami, ich historię i cechy. Dowiedz się jak więcej o ludziach, którzy zajmowali się hodowlą koni czystej krwi.

3. Wyobraź sobie swój ideał konia arabskiego i skup się na dążeniu do celu. Nie przestawaj wierzyć w spełnienie marzeń.

4. Wczuj się w swojego konia, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Poruszaj się stępem, kłusem i galopem na czworaka; rżyj, kop w powietrzu, grzeb nogą w ziemi, baw się, ścigaj, skacz i ocieraj nosem o swego towarzysza. Potem dosiądź swego konia i obserwuj, jak on wykonuje te same czynności.

5. W hodowli staraj się przede wszystkim uzyskać typ. Bez typu nie ma rasy.

6. Stosuj metody hodowlane z umiarem – czy to chów na linie, czy też inbred lub outcross. Traktuj rodowody jak wskazówki na mapie, nie jak przykazania. Kieruj się intuicją.

7. Miej świadomość, że u podstaw sukcesu leżą przygotowania, próby, wytrwałość i cierpliwość. Zwłaszcza wielkie pokłady tej ostatniej cechy będą ci niezbędne.

8. Bądź gotów zrezygnować z niektórych cech na rzecz innych. Cechy dziedziczne często ujawniają się w co drugim pokoleniu.

9. Pamiętaj, że archetypem konia arabskiego jest koń siwy.

10. Nie rozpaczaj, gdy twój największy ulubieniec dokonuje za młodu wybryków wyglądających jak dążenie do “samozagłady”. To niewątpliwa oznaka wielkości.

* Zdecydowałam się nazwać powyższe wskazówki “zobowiązaniami”, nie zaś “przykazaniami”. Zobowiązań jest o wiele więcej niż dziesięć, a przykazanie istnieje tak naprawdę tylko jedno: KOCHAJ. Jeśli się kocha, pozostałe dziewięć punktów staje się zbędne.

Judith Forbis

Arabian Horse World, maj 1997, tłum. Joanna Krawczyk

Od Kowalczyka do Kamili

W miniony weekend w czeskim Moście Kamila Kart w pięknym stylu wywalczyła brązowy medal Mistrzostw Europy Seniorów w Rajdach na dystansie 161 km. Nasza zawodniczka dosiadała francuskiej klaczy półkrwi o imieniu Raila des Sables. Polka zdobyła brąz niesamowitym finiszem, wyprzedzając na ostatnich metrach o kilka długości zawodnika z Francji. Dobry wynik osiągnęła również  inna Polka, Ola Ciesielska, która rywalizację zakończyła na 24. miejscu, jadąc na włoskiej hodowli Gardu Pintu.

Nie ma się czym chwalić, ale dobrze pamiętam występ Jana Kowalczyka na Olimpiadzie w Moskwie i złoty medal w konkursie skoków. To był pamiętny rok 1980, a Kamili Kart nie było jeszcze na świecie. Dacie wiarę, że od tego czasu żaden polski senior dosiadający konia nie zdobył medalu na imprezie rangi mistrzowskiej…? Aż wreszcie w minioną sobotę, po 33 latach, dokonała tego Kamila, jedna z najlepszych zawodniczek w rankingu FEI na świecie.

Polskie rajdy mają dzisiaj wielkie powody do świętowania. I prawdę powiedziawszy, świętują trochę na przekór. Na przekór Polskiemu Związkowi Jeździeckiemu, którego rajdy interesują tyle, co zeszłoroczny śnieg. Na przekór kompletnemu brakowi zainteresowania tą dyscypliną ze strony arabskich stadnin państwowych. Na przekór totalnej ignorancji ze strony PZHK, a także Jockey Clubu i środowiska wyścigowego, chociaż nie od dziś wiadomo, że sporo koni po torach kontynuuje karierę sportową w rajdach.

W Moście, w ramach konkursu Otwartych Mistrzostw Europy, świetne drugie miejsce zajął wyhodowany przez Krzysztofa Grudziąża Farak, dosiadany przez zawodnika z Emiratów Arabskich. Jest to kolejny sukces polskiego konia w zawodach rangi mistrzowskiej. Mimowolnie człowiek zastanawia się, czego nam brakuje, żeby taki polski Farak czy inny nasz koń zdobywał tytuły pod Polakami? Myślę, że w dużej mierze pieniędzy! Polskich rajdowców zwyczajnie dzisiaj nie stać na dosiadanie dobrych koni. Jestem przekonany, że mogłoby się to zmienić, gdyby wyżej wymienione instytucje i środowiska zainteresowały się dyscypliną, której zawodnicy i konie przynoszą nam medale.

Siedemdziesiąt Koni - Z RAJDOWEGO ZAŚCIANKA

Listy startowe są już teoretycznie zamknięte. Teoretycznie, bo jeszcze jakieś pojedyncze osoby, które przespały termin zapisują swoje konie. I oczywiście nie odmawiamy. Bardzo cieszymy się z dużej obsady konkursów zwłaszcza tych towarzyskich, bo to oznacza , że lokalni koniarze spróbują swoich sił w rajdach. Niewiarygodną wręcz obsadę ma klasa „P” do której zgłoszono 22 konie. Kiedyś w Kuźni jechałem ten dystans w obsadzie szesnastokonnej i nie pamiętam żeby kiedykolwiek w naszym kraju była większa. W konkursie głównym mamy siedem koni i też jest to rekordowa obada w historii Mistrzostw Polski Juniorów. Ale nie o rekordy tu chodzi, a dobry klimat dla rajdów i możliwie szeroki front promujący użytkowanie koni arabskich. Spodziewamy się sporej liczby hodowców, których jak najserdeczniej i nieustannie zapraszamy. Zaścianek nasz powoli szykuje się do oblężenia niczym Zbaraż, który dobywał Chmielnicki i Chan ze wszystkimi ordami. Oprócz koni, zawodników ekip spodziewamy się kilkutysięcznej publiczności. Powiaty zamojski i hrubieszowski są w trakcie oplakatowania, na początku tygodnia w okolicznych sklepach i placówkach użyteczności publicznej pojawią się ulotki z informacją o dyscyplinie, tak aby edukować rajdową publiczność.

3 x P

Na tegorocznych Dniach Konia Arabskiego trzy wyrażenia na literę „P” miały dla mnie dojmujące znaczenie, ale z nich tylko jedno „P” przynosi nam chlubę, a mianowicie:

P linia
Rodzina żeńska Szamrajówki (osławiona linia „P”), która już w latach 80-tych XX w. rozpoczęła swój marsz ku wielkości na naszej scenie hodowlanej, okazuje się być dziś już bezsprzecznie najcenniejszą linią hodowlano-pokazową w Polsce. Potwierdziła to dobitnie w tym roku (202. od chwili przyjścia na świat jej protoplastki w chutorze Szamrajówka), w którym to nie było takiego czempionatu, gdzie w „Top Five” nie znalazłby się jej przedstawiciel. Co więcej, na w sumie 8 laurów czempiona/wiceczempiona zdobyła ona aż 5 tytułów (z tego dwa dubletem), plus najbardziej zaszczytny laur Best in Show – detronizując na tym polu Milordkę, dotychczasową dominatorkę. W Janowie też uzyskaliśmy ostateczne potwierdzenie – zauważonego w Białce – faktu, iż totalną klapą i klęską jest męski rocznik 2011 (a już na pewno w wydaniu państwowych stadnin), dlatego nieporozumieniem była niższa lokata Pomiana, niż Baroka i Emirzo, w „Top Five”. Czempionat Klaczek Młodszych (nie tylko pierwsza wygrana dubletem, ale też 4 miejsca na 5 możliwych) wykazał dobitnie jaką hegemonką jest w polskiej hodowli Szamrajówka. Reasumując: dziś nie tylko Pianissima, tegoroczna laureatka Nagrody WAHO, i Palmeta są prawdziwym skarbem Janowa (tudzież wszystkich Polek i Polaków), ale też już cała „linia P” – prawdziwa i rzeczywista „Pride of Poland” i „Polish Prestige” (do kupy).

Kolejne dwa „P”, to już zupełnie inne „przypowieści” – powody raczej do sromoty, niż do jakiejkolwiek satysfakcji. Drugi z nich znajdziecie poniżej, a pierwszym jest:

Ponurość
Jeszcze nigdy (lub bardzo dawno) w dziejach Narodowych Pokazów Koni Arabskich w Janowie Podlaskim nie mieliśmy do czynienia z tak ponurym, minorowym nastrojem. Złożyło się na to kilka faktów, jak np. widok niemal pustych sektorów nie tylko dla krajowych gości i hodowców, ale także dla gości zagranicznych i VIP-klientów. W znacznej części do owego ponurego klimatu podczas pierwszych dwóch dni przyczyniła się też grupa ponurych, smętnych sędziów (z nieśmiertelnym F. Huemerem, zblazowaną Ch. Chazel i pewnym siebie J. Laciną na czele). „Mało przyjazny” stosunek tych państwa do naszej hodowli arabów powinien być znany wcześniej organizatorom, dlatego ten skład jury (który uzupełniał Peter J. Pond z wyspy kangurów) nie powinien nigdy zaistnieć! Jednak zaistniał i był to klasyczny „samobój”, za który ktoś powinien „beknąć”, gdyż nasze Narodowe Pokazy powinny być chyba reklamą i świętem polskiej hodowli, a nie „wielką smutą”. Tych kilkoro ponurych państwa pokazało się – moim zdaniem – z jak najgorszej strony; tak w wymiarze kompetencji (tych nie stwierdziłem), jak też braku klasy i kultury. Ich oschłe zachowanie i regularne zaniżane ocen przyczyniło się znacząco do „stłamszenia” radości płynącej z tego święta polskiej hodowli. Nie wiem jak dla kogo, ale dla mnie niezwykle ponurym momentem były też ostatnie chwile pierwszego wejścia na ring aukcyjny Ejrene, kiedy to prowadzący licytację aukcjoner wprost „wychodził ze skóry” (prosił, błagał, zaklinał, uciekając się też do swego rodzaju groźby i szantażu emocjonalnego wobec klientów), by wreszcie już mógł „przyklepać” to 450 tysięcy euro (żebrząc wręcz o te brakujące 10 tysięcy) – co absolutnie nikogo nie wzruszyło (w rezultacie czego klacz schodziła zrazu nie sprzedana i była to dogłębnie żenująca chwila). Ponury nastrój (i tyleż żenadę) pogłębiły jeszcze totalny chaos panujący w płaszczyźnie organizacyjnej na linii aukcjonerzy-klienci, którego ofiarą padła choćby wybornego pochodzenia (pełna siostra Eryksa) Emmonida… Reasumując: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…?

Pazerność
W moim głębokim przekonaniu, w czasach niewątpliwego kryzysu finansowego na świecie – organizatorzy danej imprezy powinni wykazać choć odrobinę umiaru, elastyczności i dalekowzroczności – ergo profesjonalizmu. Tymczasem mieliśmy tu do czynienia – o zgrozo – z zupełnie odwrotną, przeczącą jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi sytuacją, tj. żądań jakichś horrendalnych stawek i opłat wobec gości. Rzecz doprawdy niebywała, ukazująca z całą mocą rangę niekompetencji i skalę pazerności niektórych, dla których to liczy się tylko maksymalny zysk i nic/nikt więcej. W efekcie wielu potencjalnie chętnych znalezienia się w Janowie (na święcie konia arabskiego, a nie mamony wszak) wystraszyła i zniesmaczyła ta sytuacja, a w konsekwencji zniechęciła i zawróciła z drogi. Niemałą pazernością, pierwotnym brakiem elastyczności i kompletnym nieliczeniem się z prawami rynku „popisał się” również jeden z prezesów, który zbyt wygórowanych żądań cenowych wobec Ejrene nieomal nie przypłacił utratą części wylicytowanej pierwotnie kwoty (jak to było ongiś w przypadku Fallady). Szczęściem, w tym przypadku, wszystko skończyło się dobrze, ale na przyszłość trzeba jednak wcześniej ustalać realne granice ceny minimalnej (kompatybilne z rzeczywistością, a nie li tylko marzeniami), by unikać takich żenujących volt (powrotów niesprzedanych zrazu klaczy na ring aukcyjny, choć lepsze to, niż gdyby miała zostać niesprzedaną). Należy tu bezwzględnie mieć na uwadze, że nie zawsze ma się takiego farta, jak choćby ze sprzedażą Piacenzy (młodej i tyleż niewiele ponad przeciętnej klaczki za wybitnie/dziwnie duże pieniądze). Reasumując: chęć maksymalizacji zysku – jak najbardziej tak, ale pazerność – już nie, bo często chytry dwa razy traci…
PS.
Na koniec absolutnie nie zgadzam się z głosami (zarzutami) odnośnie „mało wyrównanej oferty” tegorocznej czy „zbyt dużym rozziewie w wartości oferowanych koni”. Po pierwsze żadna aukcja na świecie nie składa się tylko z koni najwyższej jakości; po drugie polskiej hodowli nie stać na wystawianie co roku większej liczby gwiazd; po trzecie wreszcie tegoroczny zestaw był całkiem interesujący, tylko został on w dużej mierze przedwcześnie „spalony” przez filmiki (anty) reklamowe amatorskiej ekipy z USA – mającej wprawdzie wielkie aspiracje, a już znacznie mniej argumentów ku temu, by coś należycie zrobić.
Czasami lepiej nieco mniej pokazać (przed finałem; pozostawiając lekki niedosyt), niż pokazać za dużo (a do tego nieudacznie). Reasumując: co za dużo, to niezdrowo…

Siedem Wspaniałych - Z RAJDOWEGO ZAŚCIANKA

Uczniowski Klub Jeździecki Rumak zgłosił do MPJiMJ, aż trzy zawodniczki. Tym sposobem w konkursie głównym wystartuje siedem par, co jak na nasze polskie warunki jest przyzwoitą obsadą. Oczywiście przyjmujemy ciągle zgłoszenia i czekamy na kolejne pary. UKJ Rumak w konkursie głównym reprezentować będą: Majka Grabska na koniu Galia rasy małopolskiej hodowli i własności Grzegorza Lesia,  Diana Pac na Amglezie oo (NN) wyhodowanym w SK Kurozwęki i Magdalena Jabłońska na Estadosie hod. SK Kurozwęki. Rumak prowadzony przez Grzegorza Lesia to znany od wielu lat klub z Podkarpacia. Zapraszamy i prosimy o jeszcze. Może tak wreszcie do konkursu głównego zgłosi się jakiś młody mężczyzna, bo jak na razie mamy siedem wspaniałych pań. Inna kwestia, że to niewiasty dzisiaj siadają na konie, a panowie swoimi wypasionymi terenówkami jeżdżą głównie do kosmetyczki. Rozpoczął się właśnie ostatni tydzień kiedy przyjmowane są zgłoszenia na zawody. W tej chwili widać już, że pierwszego września we wszystkich konkursach wystartuje u nas ponad 60 koni.

Czwarta para - Z RAJDOWEGO ZAŚCIANKA

Do konkursu głównego MPJiMJ mamy kolejne zgłoszenie. Reprezentująca JKS Jasiorówka Joanna Klinicka wystartuje na Koniu Burans. Ośmioletni gniady arabski wałach jest potomkiem białeckiego Ostragona i klaczy Bekieszy po Wigor. Konia wyhodował Cezary Pankiewicz, a właścicielem jest Jan Klinicki.  Burans startuje w rajdach od dwóch sezonów i może pochwalić się znakomitą karierą. Na sześć rajdów wygrał pięć, raz był trzeci. Joanna Klinicka od 2009 roku  startowała na klaczy Dirham zajmując czołowe miejsca w konkursach i wygrywając gwiazdkowy konkurs w Gieniuszach. Czwarta para w konkursie oznacza , że MPJiMJ mogą się już odbyć, ale oczywiście liczymy na dalsze zgłoszenia, wierzymy, iż konkurencja będzie naprawdę mocna, obsada liczna i poziom godny Mistrzostw Polski.

Tymczasem wczoraj w Babolnie w Mistrzostwach Świata Młodych Koni, w konkursie dla ośmiolatków świetnie poradził sobie janowskiej hodowli Bantam, który na dystansie 120 km zajął piąte miejsce. Ogromne gratulacje. Wypada też szeroko odtrąbić sukces polskich koni w tych zawodach. przypomnę, że  dzień wcześniej Arwim pod Beatą Dzikowską był czwarty na świecie w wyścigu dla koni siedmioletnich. To są wyniki nie mające precedensu, nie tylko jeśli idzie o nasze araby, ale cała polska hodowla koni sportowych nie może pochwalić się takimi osiągnięciami.

BEATA I ARWIM

Nieprawdopodobne wieści nadeszły wczoraj z węgierskiej stadniny w Babolnie, gdzie odbywają się Mistrzostwa Świata Młodych Koni w Rajdach.  W konkursie dla koni siedmioletnich na dystansie 120 km czwarte miejsce zajęła Beata Dzikowska dosiadająca czystej krwi Arwima (Fryderyk – Arwima\Wachlarz) hod. Zbyszka Górskiego.  W pierwszej dziesiątce na miejscu dziewiątym uplasował się jeszcze jeden polski koń, również czystej krwi, wyhodowany w Janowie Estero (Piaff - Eupatoria\Sinus), którego dosiadała zawodniczka z Włoch. I to nie wszystko, świetnie w dystansie radziła sobie Alicja Siwek na arabie Al-Aster (Fryderyk - Asyria\Zagon) hod. KJ Falenty, która minęła linię mety jako trzecia, ale została wyeliminowana na końcowej bramce.  W zasadzie od samego początku, aż po linię mety trzy polskie konie były głównymi aktorami widowiska. Niebywale emocjonująca była też końcówka wyścigu, wielki pech Alicji już na mecie, gdzie sędziowie wyeliminowali konia za kulawiznę. I walka Arwima do samego końca o trzecią pozycję, którą koń przegrał o jedną sekundę. Po prostu francuski wierzchowiec miał odrobinę więcej sił na finiszu. Polacy zafundowali nam wczoraj w Babolnie widowisko, które zdecydowanie przyćmiło wszystko inne. Wynik Arwima jest na arenie światowej największym sukcesem  polskich rajdów, również Beata Dzikowska potwierdziła to, co wszyscy wiemy od dawna, że w tej dyscyplinie należy do światowej czołówki. Mniej więcej od dwóch sezonów polscy zawodnicy i polskie konie coraz bardziej liczą się w międzynarodowym towarzystwie. Brakowało nam tylko wyniku na arenie światowej. Wisiał on gdzieś w powietrzu  i wreszcie jest. Maciek Kacprzyk pisał niedawno, że na tegorocznych Mistrzostwach Świata mogą paść historyczne wyniki dla polskich rajdów. One właśnie padły. Ja pisałem, że rajdy stają się powoli wizytówką polskiego jeździectwa. One  już są wizytówką. Za dwa tygodnie Mistrzostwa Świata Seniorów w Euston Park, na których wystartują trzy polskie zawodniczki. Oczywiście może być bardzo różnie, ale nie jedziemy już na nie jako Kopciuszek czy chłopiec do bicia. Niech boją się nas i naszych świetnych koni.

Dzisiaj w Babolnie drugi dzień Mistrzostw Świata Młodych Koni, na start wyjdą konie ośmioletnie i znowu mamy komu kibicować. Pod zawodniczką z Włoch wystartuje bowiem janowskiej hodowli Bantam (Metropolis NA - Basta\Ararat). BANTAM w tym roku wygrał już wyścig na 160 km, dzisiaj pobiegnie na dystansie 120. Trzymajmy kciuki. 

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --