Czwartek . 25.05.2017 . 06:52
 
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Mój list

Tydzień temu skierowałem pismo do Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR), do wiadomości portalu polskiearaby.com. Choć w tym czasie nastąpiły zmiany personalne w SK Janów Podlaski (z pracy zrezygnował p.o. członka Zarządu Mateusz Leniewicz-Jaworski), do dziś nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Dlatego zdecydowałem się upublicznić mój list. Jego treść poniżej.

  

Jako ktoś od 34 lat związany nie tylko emocjonalnie z hodowlą koni arabskich w Polsce, gdyż od 25 l. także  jako publicysta i analityk, autor wielu tekstów m.in. w “Koniu Polskim” i “Końskim Targu”; jako ten, który ongiś przewidział i trafnie nakreślił problemy białeckiego stada (”S.O.S. dla SO Białka”, KT ‘06); wreszcie jako ten, który zaczął poznawać Janów Podlaski jeszcze za czasów śp. dyr. Andrzeja Krzyształowicza - mam, nie tylko moralne prawo, ale i swego rodzaju powinność zwrócić należną uwagę Państwa na aktualną, w wielu punktach nie mogącą być w żaden sposób akceptowalną, rzeczywistość w stadninie janowskiej.

  

Ostatnio SK Janów Podlaski, jako jedyna (w przeciwieństwie do SK Michałów i SO Białka) nie zareagowała na elementarne, ale tyleż kluczowe pytania portalu internetowego polskiearaby.com odnośnie do sezonu rozpłodowego 2017. Stało się tak - co tyleż znamienne, jak i porażające w swej wymowie - z dwóch zasadniczych powodów…

 

1. Dlatego, iż nikt z kierownictwa nie potrafiłby się merytorycznie odnieść do owych pytań (z braku stosownej wiedzy, doświadczenia i kompetencji);

2. Najpewniej nie wypracowano dotąd takich planów, bowiem wszystko co się tam ostatnio dzieje to jeden wielki chaos, pełna prowizorka i zatrważająca amatorszczyzna.

  

Oczywistym jest więc tu pytanie, jak w takich warunkach, tj. bez kompetentnej a decyzyjnej osoby i bez planów hodowlanych, może należycie funkcjonować najstarsza i najpiękniejsza w Polsce (bodaj najcenniejsza w świecie) stadnina koni arabskich czystej krwi?

  

To jednak jeszcze nie koniec, a ledwie początek bolączek tamtejszej hodowli (czyli jak u Hitchcocka)… Janów dziś to placówka borykająca się z palącą już kwestią niedofinansowania infrastrukturalnego i poważnymi kłopotami natury finansowej, które skutkują już niemal pełną absencją jego reprezentantów na najważniejszych pokazach w Europie. Nie udało się też dogadać w sprawie utrzymania sprawdzonego już poziomu oprawy wizerunkowej, a nowa “strona internetowa” Zarządu jest kpiną z wszystkich zainteresowanych. Wszystko to wpływa nie tylko na degradację obiektu i oczywistą, w tym stanie rzeczy, frustrację załogi, ale też skutkuje już realnym spadkiem wartości janowskiego “palenia” na arenie międzynarodowej (wszystko to ma miejsce, przypomnę, w czasie roku jubileuszowego, 200-lecia stadniny).

  

Nowy (z konkursu) Prezes, prof. S. Pietrzak, nie tylko nie ma żadnego pojęcia o koniach arabskich i o zarządzaniu tego rodzaju placówką, to cechuje go jeszcze niebywała wprost pasywność. Jeśli już przejawia jakąś aktywność, to głównie w próbach doprowadzenia do odwołania mianowanego tam wcześniej M. Jaworskiego (członka Zarządu d/s. hodowlanych). W efekcie wzajemnie sobie niechętni, czy wręcz wrodzy “dżentelmeni” nie tylko z sobą nie współpracują, co jest ich odgórnym obowiązkiem, ale nawet nie rozmawiają. Oczywiście nie pozostaje to bez negatywnego wpływu na wszystko co się tam /nie/dzieje (a, przypomnę, że nie jest to ich prywatny folwark, tylko stadnina państwowa, w której powinny obowiązywać określone typy/normy zachowań, ze świętą i pierwszorzędną powinnością należytego wypełniania swoich obowiązków).

  

Bezskuteczne próby wyrugowania niechcianego współpracownika skupiają lwią część uwagi Prezesa, a też rodzą w nim narastającą frustrację, która odbija się bezpośrednio na tych, wobec których sięga już jego władza. Sam pogubiony i pasywny - nie toleruje na swym terenie nikogo, kto wykaże się choć cieniem inwencji i chęci działania. Każda taka osoba jest szybko zwalniana, co stwarza jak najgorszą atmosferę wśród załogi i wymusza na niej totalną pasywność (tak, by nie podpaść Prezesowi i nie podrażnić jego i tak już “zranionego” ego).

  

W ten sposób zrodził się tam tyleż toksyczny, co niezmiernie patologiczny stan oparty w dużej mierze na elementarnych brakach: KOMPETENCJI, WIZJI i CHĘCI. Owa “degrengolada personalno-decyzyjna” wygenerowała w efekcie UKŁAD DYSFUNKCYJNY zdolny ledwie do AUTODESTRUKCJI, ale już w zupełnie obojętny wobec obowiązków, wyzwań i merytorycznych działań. Tak oto pod ogromnym znakiem zapytania stoi kwestia zapewnienia janowskiemu stadu właściwego toku pracy i prawidłowego funkcjonowania, a bez tego wszak nie będzie możliwe zachowanie jego sławy, renomy i charyzmy (a więc wartości niewymiernych i tyleż bezcennych dla każdej hodowli).

  

Panie Prezesie, czy wie pan o tym wszystkim i czy ma pan świadomość tego, co się w Janowie Podlaskim aktualnie dzieje? Dopytuję o to, gdyż myślę, że chyba nie o taką “dobrą zmianę” komukolwiek w ANR czy Ministerstwie Rolnictwa chodziło. Proszę mnie więc chwilę “posłuchać”.

  

Nie może być tak, by dla kierownictwa ANR i nadzoru właścicielskiego Janów był ważny tylko do momentu, w którym są w nim dziennikarze i kiedy jest o nim głośno w mediach (tylko wtedy jest on przedmiotem rozważań, dobrych chęci i powszechnej troski), gdyż Janów Podlaski to nasza historia, nasz skarb narodowy, nasza chluba i duma, ikona polskiej hodowli koni czystej krwi; miejsce, które stało się ongiś “Mekką konia arabskiego” i którą musi pozostać! Jako taka, stadnina ta w żadnym razie nie zasługuje na to, by ktokolwiek jej cokolwiek ujmował, by traktować ją instrumentalnie i by pamiętać o niej tylko “od wielkiego dzwonu”. Absolutnie nie zasługuje także na to, by szefowali jej ludzie “mali”: duchem, charakterem, wiedzą, wyobraźnią; urzędnicy bez określonej klasy, kultury pracy i elementarnej odpowiedzialności za jej stan doczesny i przyszłe losy.

  

Pragnę więc zaapelować do Pana Prezesa, który w imieniu Skarbu Państwa sprawuje nadzór właścicielski nad SK Janów Podlaski, o podjęcie koniecznych działań mających na celu naprawę opisanego wyżej stanu rzeczy, a tym samym doprowadzenie do sytuacji, w której Janowem zaczną zarządzać ludzie mądrzy i godni tej funkcji, a przede wszystkim do niej merytorycznie przygotowani…

  

Z poważaniem, Robert Raznowiecki

   

PS.

Ja wiem, że z różnych powodów nie ma za wielu takich ludzi w naszym kraju, ale taką z pewnością - na stanowisku dyrektora d.s. hodowli koni - byłaby pani prof. Krystyna Chmiel, od lat związana z tą stadniną, jak też z hodowlą koni arabskich. Ta prawdziwa pasjonatka i miłośniczka arabów jest postacią dobrze znaną i szanowaną w światku arabskim - jako m.in. autorka wielu prac oraz  opracowań na temat koni arabskich, ale też osoba, która ongiś z powodzeniem wykorzystała swą wiedzę w osobistym prowadzeniu hodowli koni tej rasy. Jej obecność i praca na rzecz nadbużańskiej stadniny z pewnością dawałaby gwarancję m.in. tego, iż już więcej tyleż proste co kluczowe pytania odnośnie planów hodowlanych nie pozostałyby bez odpowiedzi ze strony janowskiej…

  

Do wiadomości:

1. Pan W. Humięcki ANR

2. Pan A. Sutkowski ANR

3. www.polskiearaby.com

Open letter to Scott Benjamin - List otwarty do Scotta Benjamina

Open letter to Scott Benjamin

   

Dear Scott, friend of Poland,

   

We don’t know each other too well, but I always thought you are someone that I could talk to. Although lately this belief has been somewhat shaken, I am attempting a dialogue, because I have not forgotten several of our pleasant conversations in the past. As you have probably noticed, I don’t talk to internet trolls and haters. Yet I assume that although you are popular in this group, you don’t entirely belong to it just yet.

  

You are outraged about publishing information regarding the appointing of Mateusz Jaworski to the Janów Podlaski Stud board, which was posted on my website. You are outraged that I allowed him to speak, although as far as I know he is not a serial killer. May I remind you that not so long ago you thanked me and my website for being the first to publish the extensive reply of Anna Stojanowska regarding the accusations directed towards her and directors Trela and Białobok. At the time you considered this to be reliable and accurate journalism, worthy of praise. Yet journalism which gives a voice to people that you don’t support is, according to you, bad journalism and deserves severe condemnation.

  

You were in Poland right after the changing of the political system, you rubbed yourself against communism. I thought that you learned how to work with Arabian horses at the time. Now I see that you also expanded your knowledge on manipulation and intimidation. During communist times these were commonly used methods. You must have heard quite a lot about this. Congratulations, you have learned your lesson well.

  

But, dear Scott, times have changed, though it’s true that in an era of social media the defamation and intimidation has become even easier. How quickly “likes” are acquired under an aggressive post! I must again congratulate you – you know how to use it. But I have bad news for you: I will not allow you to intimidate me. What’s more, I assure you that if there will be further nominations, which I will consider significant, I will inform about them also, as well as listen to what those people have to say – if they’ll want to, because I can’t force anyone to do so. So you can count on me. If you will be appointed as the head of Michalów – I will come to you for a comment. But should you request an interview you will have to wait until there are reasons to conduct one (btw, I have noticed that you don’t see the difference between an interview and a comment for a news).

  

Finally I cannot refrain from asking you a question. Are you really worried about the 200 years of Janów’s tradition or about something else? So far I have known you as a marketer of the Polish State Studs. You published promotional texts before every sale in Janów. You were an announcer, steward, ringmaster, you also served other functions during the annual Pride of Poland Sale. Have you never been paid for this? Have you never taken a commission for acting as agent in the selling of horses from State Studs? Have you never profited in any other way from your cooperation with Janów, Michalów or Polturf? I’m asking, because I have an impression that you are not protecting those 200 years of tradition, but your own work place. Let me point out that contrary to yourself, my 10 year journalistic involvement in matters regarding the Polish Arabian horse is selfless. I know that many people are looking for a hidden agenda, though they themselves have done nothing to support this 200 year tradition (unless you consider support in the form of partying at the Arabian Horse Days, often at the cost of others). But it is true. No one paid me for interviews with Anna Stojanowska, Marek Trela or Jerzy Białobok or other personas from this community. I devoted my personal time to this, out of journalistic curiosity. I devoted tens of articles to horses and people from these studs, as well as the tradition and history of Polish Arabians. And I paid for the translation into English so that a wider community could discover what these people have to say together with the 200 year old tradition, for which I have immense respect. Were you ever just as selfless? What are you really after now?

  

Kind regards,

  

Monika Luft

  

 

—————————————————–

   

List otwarty do Scotta Benjamina

  

Drogi Scottcie, przyjacielu Polski,

  

Nie znamy się szczególnie blisko, ale zawsze sądziłam, że jesteś kimś, z kim można pogadać. Choć ostatnio moje przekonanie zostało nieco naruszone, to jednak podejmuję próbę dialogu, bo nie zapomniałam kilku naszych sympatycznych konwersacji w przeszłości. Jak zapewne się zorientowałeś, nie rozmawiam z internetowymi trollami i hejterkami. Zakładam jednak, że choć jesteś w tej grupie popularny, to do niej tak całkowicie jeszcze nie należysz.

  

Oburza Cię publikacja na moim portalu informacji o powołaniu Mateusza Jaworskiego do zarządu SK Janów Podlaski. Oburza Cię, że dopuściłam go do głosu, mimo że, o ile mi wiadomo, nie jest seryjnym mordercą. Przypomnę, jak niedawno dziękowałeś mnie i mojemu portalowi, że pierwsi opublikowaliśmy obszerną odpowiedź Anny Stojanowskiej na stawiane jej oraz dyrektorom Treli i Białobokowi zarzuty. Wówczas uważałeś to za rzetelne dziennikarstwo, godne pochwały. Ale już dziennikarstwo, które pozwala wypowiedzieć się ludziom, których nie popierasz, jest według Ciebie złym dziennikarstwem i zasługuje na surowe potępienie.

  

Byłeś w Polsce tuż po przełomie systemowym, otarłeś się o komunizm. Sądziłam, że uczyłeś się wówczas pracy z końmi arabskimi. Teraz widzę, że poszerzałeś swoją wiedzę także w zakresie manipulacji i zastraszania. Owszem, za czasów komunistycznych były to powszechnie stosowane metody. Musiałeś o tym słyszeć niejedno. Gratuluję, odrobiłeś lekcję.

  

Ale, drogi Scottcie, czasy się zmieniły, choć prawdą jest, że w dobie mediów społecznościowych zaszczuwanie i zastraszanie stało się nawet łatwiejsze. Jak szybko zdobywa się „lajki” pod agresywnym postem! Muszę Ci znów pogratulować – umiesz to wykorzystywać. Ale mam dla Ciebie złą wiadomość: nie dam się zastraszyć. Co więcej, zapewniam cię, że jeśli będą kolejne nominacje, które z punktu widzenia tematu, którym się zajmuję, uznam za istotne, to również o nich poinformuję, a także wysłucham, co te osoby mają do powiedzenia – o ile zechcą się wypowiedzieć, bo przecież nikogo do tego nie zmuszę. Tak więc możesz na mnie liczyć. Jeśli mianują Cię szefem Michałowa – zgłoszę się do Ciebie po wypowiedź. Ale na prośbę o wywiad będziesz musiał poczekać, aż pojawią się powody, by taki wywiad przeprowadzić (jak zresztą zauważyłam, nie widzisz różnicy między wywiadem a wypowiedzią do newsa).

  

Na koniec nie mogę nie zadać Ci pytania. Czy rzeczywiście leży Ci na sercu 200 lat tradycji Janowa, czy też całkiem coś innego? Do tej pory znałam cię jako marketingowca polskich stadnin państwowych. Publikowałeś teksty promocyjne przed każdą aukcją w Janowie. Byłeś spikerem, stewardem, ringmasterem, pełniłeś także różne inne funkcje podczas wydarzenia, jakim była coroczna aukcja Pride of Poland. Czy nigdy nie pobierałeś za to wynagrodzenia? Czy nigdy nie wziąłeś prowizji za pośrednictwo w sprzedaży koni ze stadnin państwowych? Czy nie czerpałeś żadnych innych korzyści z faktu współpracy z Janowem, Michałowem czy firmą Polturf? Pytam, bo mam wrażenie, że tak zaciekle bronisz nie 200 lat tradycji, lecz swojego miejsca pracy. Pozwól mi przy tym zauważyć, że w odróżnieniu od Ciebie, moje dziesięcioletnie zaangażowanie dziennikarskie w tematykę związaną z polskimi końmi arabskimi jest bezinteresowne. Wiem, że wielu ludzi doszukuje się w tym jakiegoś drugiego dna, choć sami nie zrobili nic dla wsparcia owej 200-letniej tradycji (chyba że wsparciem nazwiemy szampańską zabawę – i to często nie na swój koszt – podczas Dni Konia Arabskiego). Cóż, tak jednak jest. Nikt nie płacił mi za wywiady z Anną Stojanowską, Markiem Trelą, czy Jerzym Białobokiem albo innymi osobistościami z tego kręgu. Poświęcałam na to mój prywatny czas, z czystej dziennikarskiej ciekawości. Poświęciłam koniom i ludziom z tych stadnin dziesiątki artykułów, podobnie jak tradycji i historii polskich arabów. I sama płaciłam za tłumaczenia na angielski, aby szersze grono mogło się zapoznać z tym, co osoby te mają do powiedzenia oraz z ową dwóchsetletnią tradycją, dla której mam ogromny szacunek. Czy byłeś kiedykolwiek równie bezinteresowny? I jaki interes przyświeca Ci teraz?

  

Pozdrawiam Cię serdecznie,

  

Monika Luft

Media a sprawa arabska

Nie sądziłam, że doczekam czasów, gdy o koniach arabskich mówić się będzie w programach informacyjnych w najlepszym czasie antenowym, a gazety ogólnopolskie będą publikować całokolumnowe teksty poświęcone hodowli. Dziś, w sobotę, araby dostały nawet okładkę w „Wyborczej” („Koń a sprawa polska”). Cieszyłabym się, gdyby tylko stało się to w innych okolicznościach.

Do tej pory miałam poczucie, że moje otoczenie nie ma pojęcia, co mnie tak pochłania. Jakieś konie, więc pewnie siedzę sobie w siodle. Gdybym zaczęła mówić o pokazach, źrebiętach, czy stanówkach, słuchacz po minucie odleciałby w siną dal. A dziś? Dziś nagle wszyscy sami dzwonią i pytają: co z tymi arabami? Okazało się, że zajmuję się niezwykle istotną dla polskiej kultury i dziedzictwa narodowego dziedziną, o którą toczą się boje w sejmie i która nie schodzi z łamów mediów wszelkiego rodzaju. Ale czy ktoś rozumie, o co tak naprawdę chodzi?

Oto poseł Jacek Żalek mówi w TVN o „koniach pełnej krwi arabskiej”, a Daniel Olbrychski o słynnym i zasłużonym „dyr. Krystałowiczu”. Można by usprawiedliwiać obu panów przejęzyczeniami, gdyby nie to, że powtarzają swe pomyłki raz po raz. Jeden zarzuca drugiemu nieznajomość rzeczy, podczas gdy w rzeczywistości obaj debatują o sprawach całkowicie sobie obcych. Czy wspaniały aktor i zapalony jeździec miał kiedykolwiek do czynienia z embriotransferami? Co pan poseł wiedział jeszcze przed tygodniem o dzierżawach koni arabskich? Gdy dwóch laików zaczyna mówić w tzw. „prime-timie” o pobieraniu zarodków od klaczy, konfuzja się pogłębia.

„Gazeta Wyborcza”, piórem znawcy, bo Jerzego Sawki (wrocławski Tor Partynice), pisze o absurdalności zarzutów pod adresem prezesów stadnin, dwukrotnie podkreślając wycenę klaczy Pianissima: 3 tys. euro. Może to złośliwy i nieustępliwy chochlik, ale gdy miesza się tysiące z milionami, dyskusja szybko schodzi na manowce. Ale, ale! Są i pozytywy. Już tylko bardzo nieliczni piszą i mówią o „Michałowicach”, zamiast o Michałowie, co przez lata było zmorą relacji po-aukcyjnych. Punkt dla mediów.

Niektóre tytuły starają się bawić skojarzeniami końskimi – („Szarża PiS na polskie araby”, „Czy konie mnie słyszą?” – GW)  – po czym wszyscy, dosłownie wszyscy, czy to prasa, czy telewizja, kończą swe relacje jedną i tą samą frazą: „tylko koni żal”. Jeśli konflikt będzie się przedłużać, należałoby chyba poprosić jakichś twórców o wymyślenie innego hasła, które można by podsunąć redakcjom.

Aby ułatwić dziennikarzom z mediów „nie-końskich” zadanie, mam na podorędziu garść nagłówków w zależności od dalszego przebiegu wydarzeń. Dla „Gazety Wyborczej”: „Rząd przejechał się na arabach”. Dla „Faktów”: „Araby wysadziły PiS z siodła”. Dla „Newsweeka”: „PiS odjechał na arabskim grzbiecie”. Dla „Wiadomości”: „Opozycja na złym koniu jeździ”. Dla Wprost: „Ujawniamy Księgi z tysiąca i jednej arabskiej nocy”.

Podziękowań nie trzeba.

Dziesięć zobowiązań hodowcy koni arabskich według Judith Forbis

Początek nowego roku to chyba najlepsza okazja, by – u progu sezonu – zastanowić się, co jest dla hodowcy naprawdę ważne. Oto dziesięć wskazówek, które pod koniec ubiegłego wieku sformułowała Judith Forbis (Ansata Arabians, USA). Choć minęło od tamtej pory sporo czasu, mam wrażenie, że wcale nie straciły na aktualności. Oddaję głos legendarnej hodowczyni:

DZIESIĘĆ ZOBOWIĄZAŃ HODOWCY KONI ARABSKICH*

1. Kochaj konie, a w szczególności arabskie. Miej świadomość, że choć człowiek jest panem stworzenia, nie oznacza to, że jest władcą zwierząt.

2. Poznaj rasę, zanim przystąpisz do jej hodowli. Studiuj opowieści związane z tymi zwierzętami, ich historię i cechy. Dowiedz się jak więcej o ludziach, którzy zajmowali się hodowlą koni czystej krwi.

3. Wyobraź sobie swój ideał konia arabskiego i skup się na dążeniu do celu. Nie przestawaj wierzyć w spełnienie marzeń.

4. Wczuj się w swojego konia, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Poruszaj się stępem, kłusem i galopem na czworaka; rżyj, kop w powietrzu, grzeb nogą w ziemi, baw się, ścigaj, skacz i ocieraj nosem o swego towarzysza. Potem dosiądź swego konia i obserwuj, jak on wykonuje te same czynności.

5. W hodowli staraj się przede wszystkim uzyskać typ. Bez typu nie ma rasy.

6. Stosuj metody hodowlane z umiarem – czy to chów na linie, czy też inbred lub outcross. Traktuj rodowody jak wskazówki na mapie, nie jak przykazania. Kieruj się intuicją.

7. Miej świadomość, że u podstaw sukcesu leżą przygotowania, próby, wytrwałość i cierpliwość. Zwłaszcza wielkie pokłady tej ostatniej cechy będą ci niezbędne.

8. Bądź gotów zrezygnować z niektórych cech na rzecz innych. Cechy dziedziczne często ujawniają się w co drugim pokoleniu.

9. Pamiętaj, że archetypem konia arabskiego jest koń siwy.

10. Nie rozpaczaj, gdy twój największy ulubieniec dokonuje za młodu wybryków wyglądających jak dążenie do “samozagłady”. To niewątpliwa oznaka wielkości.

* Zdecydowałam się nazwać powyższe wskazówki “zobowiązaniami”, nie zaś “przykazaniami”. Zobowiązań jest o wiele więcej niż dziesięć, a przykazanie istnieje tak naprawdę tylko jedno: KOCHAJ. Jeśli się kocha, pozostałe dziewięć punktów staje się zbędne.

Judith Forbis

Arabian Horse World, maj 1997, tłum. Joanna Krawczyk

Od Kowalczyka do Kamili

W miniony weekend w czeskim Moście Kamila Kart w pięknym stylu wywalczyła brązowy medal Mistrzostw Europy Seniorów w Rajdach na dystansie 161 km. Nasza zawodniczka dosiadała francuskiej klaczy półkrwi o imieniu Raila des Sables. Polka zdobyła brąz niesamowitym finiszem, wyprzedzając na ostatnich metrach o kilka długości zawodnika z Francji. Dobry wynik osiągnęła również  inna Polka, Ola Ciesielska, która rywalizację zakończyła na 24. miejscu, jadąc na włoskiej hodowli Gardu Pintu.

Nie ma się czym chwalić, ale dobrze pamiętam występ Jana Kowalczyka na Olimpiadzie w Moskwie i złoty medal w konkursie skoków. To był pamiętny rok 1980, a Kamili Kart nie było jeszcze na świecie. Dacie wiarę, że od tego czasu żaden polski senior dosiadający konia nie zdobył medalu na imprezie rangi mistrzowskiej…? Aż wreszcie w minioną sobotę, po 33 latach, dokonała tego Kamila, jedna z najlepszych zawodniczek w rankingu FEI na świecie.

Polskie rajdy mają dzisiaj wielkie powody do świętowania. I prawdę powiedziawszy, świętują trochę na przekór. Na przekór Polskiemu Związkowi Jeździeckiemu, którego rajdy interesują tyle, co zeszłoroczny śnieg. Na przekór kompletnemu brakowi zainteresowania tą dyscypliną ze strony arabskich stadnin państwowych. Na przekór totalnej ignorancji ze strony PZHK, a także Jockey Clubu i środowiska wyścigowego, chociaż nie od dziś wiadomo, że sporo koni po torach kontynuuje karierę sportową w rajdach.

W Moście, w ramach konkursu Otwartych Mistrzostw Europy, świetne drugie miejsce zajął wyhodowany przez Krzysztofa Grudziąża Farak, dosiadany przez zawodnika z Emiratów Arabskich. Jest to kolejny sukces polskiego konia w zawodach rangi mistrzowskiej. Mimowolnie człowiek zastanawia się, czego nam brakuje, żeby taki polski Farak czy inny nasz koń zdobywał tytuły pod Polakami? Myślę, że w dużej mierze pieniędzy! Polskich rajdowców zwyczajnie dzisiaj nie stać na dosiadanie dobrych koni. Jestem przekonany, że mogłoby się to zmienić, gdyby wyżej wymienione instytucje i środowiska zainteresowały się dyscypliną, której zawodnicy i konie przynoszą nam medale.

Siedemdziesiąt Koni - Z RAJDOWEGO ZAŚCIANKA

Listy startowe są już teoretycznie zamknięte. Teoretycznie, bo jeszcze jakieś pojedyncze osoby, które przespały termin zapisują swoje konie. I oczywiście nie odmawiamy. Bardzo cieszymy się z dużej obsady konkursów zwłaszcza tych towarzyskich, bo to oznacza , że lokalni koniarze spróbują swoich sił w rajdach. Niewiarygodną wręcz obsadę ma klasa „P” do której zgłoszono 22 konie. Kiedyś w Kuźni jechałem ten dystans w obsadzie szesnastokonnej i nie pamiętam żeby kiedykolwiek w naszym kraju była większa. W konkursie głównym mamy siedem koni i też jest to rekordowa obada w historii Mistrzostw Polski Juniorów. Ale nie o rekordy tu chodzi, a dobry klimat dla rajdów i możliwie szeroki front promujący użytkowanie koni arabskich. Spodziewamy się sporej liczby hodowców, których jak najserdeczniej i nieustannie zapraszamy. Zaścianek nasz powoli szykuje się do oblężenia niczym Zbaraż, który dobywał Chmielnicki i Chan ze wszystkimi ordami. Oprócz koni, zawodników ekip spodziewamy się kilkutysięcznej publiczności. Powiaty zamojski i hrubieszowski są w trakcie oplakatowania, na początku tygodnia w okolicznych sklepach i placówkach użyteczności publicznej pojawią się ulotki z informacją o dyscyplinie, tak aby edukować rajdową publiczność.

3 x P

Na tegorocznych Dniach Konia Arabskiego trzy wyrażenia na literę „P” miały dla mnie dojmujące znaczenie, ale z nich tylko jedno „P” przynosi nam chlubę, a mianowicie:

P linia
Rodzina żeńska Szamrajówki (osławiona linia „P”), która już w latach 80-tych XX w. rozpoczęła swój marsz ku wielkości na naszej scenie hodowlanej, okazuje się być dziś już bezsprzecznie najcenniejszą linią hodowlano-pokazową w Polsce. Potwierdziła to dobitnie w tym roku (202. od chwili przyjścia na świat jej protoplastki w chutorze Szamrajówka), w którym to nie było takiego czempionatu, gdzie w „Top Five” nie znalazłby się jej przedstawiciel. Co więcej, na w sumie 8 laurów czempiona/wiceczempiona zdobyła ona aż 5 tytułów (z tego dwa dubletem), plus najbardziej zaszczytny laur Best in Show – detronizując na tym polu Milordkę, dotychczasową dominatorkę. W Janowie też uzyskaliśmy ostateczne potwierdzenie – zauważonego w Białce – faktu, iż totalną klapą i klęską jest męski rocznik 2011 (a już na pewno w wydaniu państwowych stadnin), dlatego nieporozumieniem była niższa lokata Pomiana, niż Baroka i Emirzo, w „Top Five”. Czempionat Klaczek Młodszych (nie tylko pierwsza wygrana dubletem, ale też 4 miejsca na 5 możliwych) wykazał dobitnie jaką hegemonką jest w polskiej hodowli Szamrajówka. Reasumując: dziś nie tylko Pianissima, tegoroczna laureatka Nagrody WAHO, i Palmeta są prawdziwym skarbem Janowa (tudzież wszystkich Polek i Polaków), ale też już cała „linia P” – prawdziwa i rzeczywista „Pride of Poland” i „Polish Prestige” (do kupy).

Kolejne dwa „P”, to już zupełnie inne „przypowieści” – powody raczej do sromoty, niż do jakiejkolwiek satysfakcji. Drugi z nich znajdziecie poniżej, a pierwszym jest:

Ponurość
Jeszcze nigdy (lub bardzo dawno) w dziejach Narodowych Pokazów Koni Arabskich w Janowie Podlaskim nie mieliśmy do czynienia z tak ponurym, minorowym nastrojem. Złożyło się na to kilka faktów, jak np. widok niemal pustych sektorów nie tylko dla krajowych gości i hodowców, ale także dla gości zagranicznych i VIP-klientów. W znacznej części do owego ponurego klimatu podczas pierwszych dwóch dni przyczyniła się też grupa ponurych, smętnych sędziów (z nieśmiertelnym F. Huemerem, zblazowaną Ch. Chazel i pewnym siebie J. Laciną na czele). „Mało przyjazny” stosunek tych państwa do naszej hodowli arabów powinien być znany wcześniej organizatorom, dlatego ten skład jury (który uzupełniał Peter J. Pond z wyspy kangurów) nie powinien nigdy zaistnieć! Jednak zaistniał i był to klasyczny „samobój”, za który ktoś powinien „beknąć”, gdyż nasze Narodowe Pokazy powinny być chyba reklamą i świętem polskiej hodowli, a nie „wielką smutą”. Tych kilkoro ponurych państwa pokazało się – moim zdaniem – z jak najgorszej strony; tak w wymiarze kompetencji (tych nie stwierdziłem), jak też braku klasy i kultury. Ich oschłe zachowanie i regularne zaniżane ocen przyczyniło się znacząco do „stłamszenia” radości płynącej z tego święta polskiej hodowli. Nie wiem jak dla kogo, ale dla mnie niezwykle ponurym momentem były też ostatnie chwile pierwszego wejścia na ring aukcyjny Ejrene, kiedy to prowadzący licytację aukcjoner wprost „wychodził ze skóry” (prosił, błagał, zaklinał, uciekając się też do swego rodzaju groźby i szantażu emocjonalnego wobec klientów), by wreszcie już mógł „przyklepać” to 450 tysięcy euro (żebrząc wręcz o te brakujące 10 tysięcy) – co absolutnie nikogo nie wzruszyło (w rezultacie czego klacz schodziła zrazu nie sprzedana i była to dogłębnie żenująca chwila). Ponury nastrój (i tyleż żenadę) pogłębiły jeszcze totalny chaos panujący w płaszczyźnie organizacyjnej na linii aukcjonerzy-klienci, którego ofiarą padła choćby wybornego pochodzenia (pełna siostra Eryksa) Emmonida… Reasumując: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…?

Pazerność
W moim głębokim przekonaniu, w czasach niewątpliwego kryzysu finansowego na świecie – organizatorzy danej imprezy powinni wykazać choć odrobinę umiaru, elastyczności i dalekowzroczności – ergo profesjonalizmu. Tymczasem mieliśmy tu do czynienia – o zgrozo – z zupełnie odwrotną, przeczącą jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi sytuacją, tj. żądań jakichś horrendalnych stawek i opłat wobec gości. Rzecz doprawdy niebywała, ukazująca z całą mocą rangę niekompetencji i skalę pazerności niektórych, dla których to liczy się tylko maksymalny zysk i nic/nikt więcej. W efekcie wielu potencjalnie chętnych znalezienia się w Janowie (na święcie konia arabskiego, a nie mamony wszak) wystraszyła i zniesmaczyła ta sytuacja, a w konsekwencji zniechęciła i zawróciła z drogi. Niemałą pazernością, pierwotnym brakiem elastyczności i kompletnym nieliczeniem się z prawami rynku „popisał się” również jeden z prezesów, który zbyt wygórowanych żądań cenowych wobec Ejrene nieomal nie przypłacił utratą części wylicytowanej pierwotnie kwoty (jak to było ongiś w przypadku Fallady). Szczęściem, w tym przypadku, wszystko skończyło się dobrze, ale na przyszłość trzeba jednak wcześniej ustalać realne granice ceny minimalnej (kompatybilne z rzeczywistością, a nie li tylko marzeniami), by unikać takich żenujących volt (powrotów niesprzedanych zrazu klaczy na ring aukcyjny, choć lepsze to, niż gdyby miała zostać niesprzedaną). Należy tu bezwzględnie mieć na uwadze, że nie zawsze ma się takiego farta, jak choćby ze sprzedażą Piacenzy (młodej i tyleż niewiele ponad przeciętnej klaczki za wybitnie/dziwnie duże pieniądze). Reasumując: chęć maksymalizacji zysku – jak najbardziej tak, ale pazerność – już nie, bo często chytry dwa razy traci…
PS.
Na koniec absolutnie nie zgadzam się z głosami (zarzutami) odnośnie „mało wyrównanej oferty” tegorocznej czy „zbyt dużym rozziewie w wartości oferowanych koni”. Po pierwsze żadna aukcja na świecie nie składa się tylko z koni najwyższej jakości; po drugie polskiej hodowli nie stać na wystawianie co roku większej liczby gwiazd; po trzecie wreszcie tegoroczny zestaw był całkiem interesujący, tylko został on w dużej mierze przedwcześnie „spalony” przez filmiki (anty) reklamowe amatorskiej ekipy z USA – mającej wprawdzie wielkie aspiracje, a już znacznie mniej argumentów ku temu, by coś należycie zrobić.
Czasami lepiej nieco mniej pokazać (przed finałem; pozostawiając lekki niedosyt), niż pokazać za dużo (a do tego nieudacznie). Reasumując: co za dużo, to niezdrowo…

Siedem Wspaniałych - Z RAJDOWEGO ZAŚCIANKA

Uczniowski Klub Jeździecki Rumak zgłosił do MPJiMJ, aż trzy zawodniczki. Tym sposobem w konkursie głównym wystartuje siedem par, co jak na nasze polskie warunki jest przyzwoitą obsadą. Oczywiście przyjmujemy ciągle zgłoszenia i czekamy na kolejne pary. UKJ Rumak w konkursie głównym reprezentować będą: Majka Grabska na koniu Galia rasy małopolskiej hodowli i własności Grzegorza Lesia,  Diana Pac na Amglezie oo (NN) wyhodowanym w SK Kurozwęki i Magdalena Jabłońska na Estadosie hod. SK Kurozwęki. Rumak prowadzony przez Grzegorza Lesia to znany od wielu lat klub z Podkarpacia. Zapraszamy i prosimy o jeszcze. Może tak wreszcie do konkursu głównego zgłosi się jakiś młody mężczyzna, bo jak na razie mamy siedem wspaniałych pań. Inna kwestia, że to niewiasty dzisiaj siadają na konie, a panowie swoimi wypasionymi terenówkami jeżdżą głównie do kosmetyczki. Rozpoczął się właśnie ostatni tydzień kiedy przyjmowane są zgłoszenia na zawody. W tej chwili widać już, że pierwszego września we wszystkich konkursach wystartuje u nas ponad 60 koni.

Czwarta para - Z RAJDOWEGO ZAŚCIANKA

Do konkursu głównego MPJiMJ mamy kolejne zgłoszenie. Reprezentująca JKS Jasiorówka Joanna Klinicka wystartuje na Koniu Burans. Ośmioletni gniady arabski wałach jest potomkiem białeckiego Ostragona i klaczy Bekieszy po Wigor. Konia wyhodował Cezary Pankiewicz, a właścicielem jest Jan Klinicki.  Burans startuje w rajdach od dwóch sezonów i może pochwalić się znakomitą karierą. Na sześć rajdów wygrał pięć, raz był trzeci. Joanna Klinicka od 2009 roku  startowała na klaczy Dirham zajmując czołowe miejsca w konkursach i wygrywając gwiazdkowy konkurs w Gieniuszach. Czwarta para w konkursie oznacza , że MPJiMJ mogą się już odbyć, ale oczywiście liczymy na dalsze zgłoszenia, wierzymy, iż konkurencja będzie naprawdę mocna, obsada liczna i poziom godny Mistrzostw Polski.

Tymczasem wczoraj w Babolnie w Mistrzostwach Świata Młodych Koni, w konkursie dla ośmiolatków świetnie poradził sobie janowskiej hodowli Bantam, który na dystansie 120 km zajął piąte miejsce. Ogromne gratulacje. Wypada też szeroko odtrąbić sukces polskich koni w tych zawodach. przypomnę, że  dzień wcześniej Arwim pod Beatą Dzikowską był czwarty na świecie w wyścigu dla koni siedmioletnich. To są wyniki nie mające precedensu, nie tylko jeśli idzie o nasze araby, ale cała polska hodowla koni sportowych nie może pochwalić się takimi osiągnięciami.

BEATA I ARWIM

Nieprawdopodobne wieści nadeszły wczoraj z węgierskiej stadniny w Babolnie, gdzie odbywają się Mistrzostwa Świata Młodych Koni w Rajdach.  W konkursie dla koni siedmioletnich na dystansie 120 km czwarte miejsce zajęła Beata Dzikowska dosiadająca czystej krwi Arwima (Fryderyk – Arwima\Wachlarz) hod. Zbyszka Górskiego.  W pierwszej dziesiątce na miejscu dziewiątym uplasował się jeszcze jeden polski koń, również czystej krwi, wyhodowany w Janowie Estero (Piaff - Eupatoria\Sinus), którego dosiadała zawodniczka z Włoch. I to nie wszystko, świetnie w dystansie radziła sobie Alicja Siwek na arabie Al-Aster (Fryderyk - Asyria\Zagon) hod. KJ Falenty, która minęła linię mety jako trzecia, ale została wyeliminowana na końcowej bramce.  W zasadzie od samego początku, aż po linię mety trzy polskie konie były głównymi aktorami widowiska. Niebywale emocjonująca była też końcówka wyścigu, wielki pech Alicji już na mecie, gdzie sędziowie wyeliminowali konia za kulawiznę. I walka Arwima do samego końca o trzecią pozycję, którą koń przegrał o jedną sekundę. Po prostu francuski wierzchowiec miał odrobinę więcej sił na finiszu. Polacy zafundowali nam wczoraj w Babolnie widowisko, które zdecydowanie przyćmiło wszystko inne. Wynik Arwima jest na arenie światowej największym sukcesem  polskich rajdów, również Beata Dzikowska potwierdziła to, co wszyscy wiemy od dawna, że w tej dyscyplinie należy do światowej czołówki. Mniej więcej od dwóch sezonów polscy zawodnicy i polskie konie coraz bardziej liczą się w międzynarodowym towarzystwie. Brakowało nam tylko wyniku na arenie światowej. Wisiał on gdzieś w powietrzu  i wreszcie jest. Maciek Kacprzyk pisał niedawno, że na tegorocznych Mistrzostwach Świata mogą paść historyczne wyniki dla polskich rajdów. One właśnie padły. Ja pisałem, że rajdy stają się powoli wizytówką polskiego jeździectwa. One  już są wizytówką. Za dwa tygodnie Mistrzostwa Świata Seniorów w Euston Park, na których wystartują trzy polskie zawodniczki. Oczywiście może być bardzo różnie, ale nie jedziemy już na nie jako Kopciuszek czy chłopiec do bicia. Niech boją się nas i naszych świetnych koni.

Dzisiaj w Babolnie drugi dzień Mistrzostw Świata Młodych Koni, na start wyjdą konie ośmioletnie i znowu mamy komu kibicować. Pod zawodniczką z Włoch wystartuje bowiem janowskiej hodowli Bantam (Metropolis NA - Basta\Ararat). BANTAM w tym roku wygrał już wyścig na 160 km, dzisiaj pobiegnie na dystansie 120. Trzymajmy kciuki. 

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --