Środa . 12.12.2018 . 11:45
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Archiwum autora
Latać na drzwiach od stodoły
Janek Tomczyk | 14.12.2010 | Comments Off

Ludzie mówią, że w związku z kryzysem rząd amerykański wprowadził oszczędności. Amerykańska Armia postanowiła kontynuować eksperyment i znowu zrezygnowała z usług doświadczonych pilotów wojskowych w testowaniu myśliwców, tym razem dotyczy to najnowszych maszyn wielozadaniowych szóstej generacji i. Ogłoszono otwarty nabór chętnych do oceny i testowania maszyn. Licencja pilota, ani inne kwalifikacje lotnicze nie są wymagane. Osoby zainteresowane przejdą weekendowe przeszkolenie dotyczące budowy i ruchu maszyn, po którym nabędą odpowiednich uprawnień do przeprowadzania testów. Myśliwce będą podlegały ocenie zgodności ich typu z typem pozostałych samolotów myśliwskich używanych przez wojska NATO, budowy i funkcjonalności przodu, a w szczególności kształtu i wyposażenia kokpitu, konstrukcji tyłu i podwozia, oraz ruchu podczas startu, lądowania, a także lotu z prędkością ponaddźwiękową i zdolności do utrzymywania się w powietrzu. Nie wierzycie?

A właściwie powinniście, patrząc na to, co mówią piloci o tym, jak sprawuje się w Polsce amerykański złom, czyli myśliwce F-16 zakupione w myśl starego powiedzenia, że polski pilot „nawet na drzwiach od stodoły poleci”.

Analogia nasuwa się sama. Sędzią koni arabskich właściwie może zostać każdy, nawet osoba, która nie ma bladego pojęcia o tym, czym jest jazda konna. Wystarczy zgłosić się, odbyć dwudniowe przeszkolenie i zostajemy znawcą koni. Jeśli w naszym sędziowaniu dodatkowo zasłużymy się „polityczną poprawnością”, ścieżka kariery stoi otworem. Dla najlepszych kolejny weekendowy kurs podnoszący kwalifikacje, krótki staż i już możemy wybierać arabskie championy, które właściwie nadają się przede wszystkim do pozowania do zdjęć i to najlepiej, jeśli wszystkie części ich ciała poza głową są skrupulatnie przesłonięte przez właścicieli, członków i przyjaciól ich rodzin, trenerów i prezenterów, którzy na widok fotografa zbliżającego się do konia udekorowanego różanym wieńcem biegną czym prędzej i skwapliwie zasłaniają go swoimi ciałami przed wścibskim obiektywem. Z tłumu ludzi wystaje jedynie końska głowa. Po co to wszystko? Kasa misiu, kasa. W dzisiejszych czasach można zarabiać na wodzie pakując ją w butelki, można i na końskiej, mrożonej spermie i jajeczkach. Jaki to koń nieważne, ważne, żeby ludziom wmówić, że jego milionowa wartość nie wzięła się znikąd i że zakup porcji spermy lub mrożonego jajeczka do embriotransferu za ciężkie pieniądze pozwoli im dołączyć do grona „ELYTY”. Już widzą siebie, jak za rok, może dwa biegną by przed okiem fotografa na czempionacie świata zasłonić własną piersią wyhodowanego przez siebie źrebaka, będącego efektem połączenia czempiona z czempionką, tuczenia specjalnymi odżywkami, kręcenia w karuzeli, po uprzednim zapakowaniu w neoprenowe ubranko, treningu batem i ciężarkami w „najlepszym” ośrodku europejskim i odpowiednim „przygotowaniu” przez prezentera przed wejściem na wybieg.

Tak powstała piramida hipokryzji, na dole hodowcy kupujący owczym pędem stanówki czempionów, następnie ośrodki treningowe, prezenterzy, cała armia ludzi produkujących rzeczy „niezbędne” do wychowania czempiona, niekiedy chirurdzy plastycy, a na szczycie sędziowie, którzy im mniej widzą, tym lepiej. W takim razie po co w ogóle ci sędziowie? Może lepiej od razu ogłosić licytację tytułów czempiona? I tak wygrają szejkowie, a kilkudziesięciu koniom oszczędzi się podróży na koniec Europy i paru batów.

Na szczęście ta piramida powoli zaczyna się walić. Powstają w niej wyłomy, których nawet szejkowie swoim złotem nie są w stanie zasypać. Tylko patrzeć, kiedy w Paryżu zostaną sami z końmi. Już w tym roku wiele miejsc siedzących (poza oczywiście stolikami VIPów) pozostało pustych, pomimo tego, że Salon Konia jest ogromną imprezą jeździecką. Po prostu wielu ludzi wolało podziwiać maluchy ścigające się na kucykach, niż natłuszczone oliwą, wyretuszowane araby zmuszane do ruchu głośnym tupaniem, kwikiem dzikich świń, wyciem kojotów i innymi dźwiękami wydawanymi przez właścicieli, których nie była w stanie zagłuszyć nawet głośna muzyka.

Wydaje się, że coraz mniej hodowców daje się nabierać na „ogiery z plakatu”, których faktyczna wartość jest porównywalna z ceną papieru, na którym te plakaty zostały wydrukowane. Popatrzcie na ilość źrebiąt tych „papierowych arabów”. Ogiery stanowiące do tej pory po kilkaset klaczy mają w tym roku po kilka, kilkanaście źrebiąt i to w większości w swoich macierzystych stadninach. Na zakup mrożonego nasienia niedawnego objawienia Ameryki, ogiera Magnum Psyche nie ma chętnych, pomimo iż cena spadła już do trzech tysięcy dolarów za stanówkę. Wzrasta natomiast zainteresowanie hodowców końmi z sukcesami sportowymi. Doskonały przykład takiego konia mamy za miedzą, w Niemczech. IS Orlow pokrył w tym roku ponad trzydzieści klaczy, a o stanówki dopytują się hodowcy zza oceanów. Niestety mrożone nasienie tego ogiera nie jest dostępne i na razie nie jest nawet planowane. Właściciele wychodzą z założenia, że użycie świeżego nasienia zmniejsza przypadkowość połączenia i zwiększa prawdopodobieństwo naturalnej selekcji plemników, w której wygrywa najszybszy, najmocniejszy, a nie ma lepszej wizytówki dla ogiera sportowego, niż jego potomstwo również odnoszące sukcesy w sportowej rywalizacji.

Być może współczesny polski pilot na drzwi od stodoły wsiądzie, ale wydarzenia ostatnich lat pokazują, że z lądowaniem może mieć kłopot. Rozsądny jeździec pięć razy zastanowi się, a często poprosi o pomoc kilku specjalistów zanim dobierze sobie wierzchowca. Chętnych na ornamenty ogrodowe wyprowadzane na sznureczku w prezenterce wysadzanej „diamentami” i „rubinami” od Svarowskiego jest coraz mniej. W niepamięć odchodzą czasy, kiedy do dobrego tonu należało posiadanie szafy pełnej kaset wideo, sygnetu na każdym palcu, łańcucha na szyi, mercedesa w garażu i do kompletu araba na łańcuszku. Czy ktoś chce, czy nie chce w hodowli koni następuje powrót do korzeni, do tradycji, w myśl dawnego przysłowia: “Lach bez konia jak ciało bez duszy, jak Żyd bez kozy , jak diak bez psałterki, a gospodarstwo bez kota na zapiecku”. Lach od wieków hodował konie do jeżdżenia, a nie tylko do patrzenia. Szczególną estymą jako wierzchowce zawsze cieszyły się konie orientalne. Pozwalały w szybkim tempie pokonywać długie dystanse ( a pamiętajmy, że były czasy, kiedy odległość od zachodnich do wschodnich rubieży była kilkakrotnie dłuższa niż obecnie), były rasą tanią w utrzymaniu, świetnie wykorzystującą paszę ( aż dziw bierze, że rasa przetrwała tyle wieków bez odżywek) i na dodatek cieszącą oko. Przemijająca już na szczęście moda ostatnich lat na konia przede wszystkim pokazowego spowodowała niestety spustoszenie w starych, sprawdzonych przez wieki liniach hodowlanych. W myśl zasady „po nas już tylko potop” całkowicie zagubiono linię Kuhailan Zaid, prawie zagubiono linię Kuhajlan Ajuze i Krzyzyk or.ar. , przetrzebiono pozostałe linie, nie tylko kuhailańskie, upowszechniono wady budowy i charakteru, których eliminacja będzie teraz wymagała wielu pokoleń starannej selekcji i to przy założeniu, że znów nie pojawi się na horyzoncie nowa, dziwaczna moda. Starzy hodowcy mówią, że aby wprowadzić daną wadę do populacji wystarczy jedno pokolenie, natomiast, aby się jej pozbyć potrzeba co najmniej pokoleń sześciu, a wielu więcej, gdy tych wad jest naraz kilka.

Pozostaje nam mieć tylko nadzieję, że jednak dożyjemy czasów, gdy stajnie będą pełne koni prawidłowo zbudowanych, chętnych do pracy pod siodłem, wspaniałych, takich, które swojego właściciela będą potrafiły zawieźć konnymi ścieżkami do Dubaju na własnym grzbiecie, wstępując po drodze do Paryża i mimochodem zdobywając tytuł czempiona.

Czego przy okazji, a także zdrowych, wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku 2011 wszystkim życzyć trzeba.

Trzymajcie się ciepło.

Ładne na Salony, brzydkie pod siodło?
Janek Tomczyk | 08.12.2010 | Comments Off

Już po raz kolejny zamieszczono taką opinię w magazynie „Araby”:„Coraz więcej osób i prywatnych stadnin zajmuje się hodowlą arabów. Jednak nie wszystkie konie mają szansę zdobyć tytuł Czempiona Świata, wszystkie za to mogą znaleźć miejsce w użytkowaniu sportowym - różnorakim, nie tylko w rajdach długodystansowych.”

Czy rzeczywiście wszystkie araby mogą znaleźć miejsce w użytkowaniu sportowym? Czy naprawdę każdy koń zbyt brzydki do pokazania na Salonie Konia w Paryżu lub co najmniej na Czempionacie Narodowym w Janowie może być koniem sportowym?

Ten, kto jeździ na arabie dobrze wie, że wcale niełatwo znaleźć dobrego konia pod siodło, a już na pewno nie szuka go wśród koni wybrakowanych z hodowli arabów pokazowych, a takich jest przynajmniej 95% w każdym roczniku źrebiąt ze stajni pokazowych. Oferty sprzedaży pełne są tzw. prospektów sportowych, rajdowych, hodowlanych, które całymi miesiącami czekają na nowych właścicieli, a jednocześnie jeźdźcy długo szukają koni, które spełniłyby ich oczekiwania. Dlaczego?

Konie hodowane pod kątem pląsania na wystawach w ogóle nie spełniają oczekiwań jeźdźców ze względu na swoją budowę i ruch. Dobry koń wierzchowy niezależnie od dyscypliny musi posiadać cechy, które hodowla pokazowa bagatelizuje. Jeździec szuka konia proporcjonalnego, którego przód i tył pozostają w równowadze (zbyt długa szyja przy słabym zadzie i odwrotnie powodują utratę balansu konia i w konsekwencji słaby galop), z szeroką, pojemną klatką piersiową (oczywiste dlaczego),z długą, prawidłowo skątowaną łopatką ( krótka, sztorcowa łopatka powoduje skrócenie wykroku przednich nóg w kłusie, w konsekwencji czego koń zamiast zabierać teren drobi kroki, podskakuje i pląsa, a sędziowie pokazowi oceniają to jako dobry ruch nagradzając 20), dobrze wykłębiony (na koniu ze słabym kłębem siodło przekręca się, trzeba niezwykle mocno dociskać popręg, koń się denerwuje, złości przy siodłaniu), z mocnymi, prawidłowymi nogami, krórych przedramiona są zdecydowanie dłuższe od przednich nadpęci (krótkie przedramiona przy długich nadpęciach zdecydowanie skracają kłus konia i zwiększają ilość pracy, jaką rumak musi włożyć w pokonanie dystansu), a tylne nadpęcia tworzą z podłożem kąt 90 stopni, a nie jak to często widać na pokazach kąt ostry), o innych ważnych cechach, takich jak dobry charakter i brak narowów nie wspominając.

Łudzi się ten, kto myśli, że konia, który nie sprawdził się w pokazach bez problemu wykorzysta jako konia sportowego. Konie mają doskonałą pamięć, raz nauczone biegania w popłochu na widok szeleszczących worów na śmieci, wyciągania głowy do przodu, a tylnych nóg daleko za kłodę w pozycji na stój, niełatwo dają się tego oduczyć. Jeźdźcom potrzebne są konie bezpieczne, takie, które przejdą niewzruszenie obok szeleszczących „potworów”, u których widok stajennego z batem w ręku nie wywoła paniki.

Ktoś napisał: „Coraz więcej osób i prywatnych stadnin zajmuje się hodowlą arabów. Jednak nie wszystkie konie mają szansę zdobyć tytuł Czempiona Świata, wszystkie za to mogą znaleźć miejsce w użytkowaniu sportowym - różnorakim, nie tylko w rajdach długodystansowych.”

Ja tymczasem napiszę, że każdy koń może zostać Czempionem Świata, jeśli jest tylko efektem krycia „modnym w danym czasie” ogierem i ma odpowiednio wypromowanego właściciela i trenera, jednak nie każdy koń może znaleźć miejsce w użytkowaniu sportowym, gdyż do użytkowania wierzchowego potrzebny jest koń kompletny, prawidłowo zbudowany, dzielny i wytrzymały. To są podstawowe cechy, za które od wieków ceniono araby. Brak pięknej głowy nie otwiera automatycznie drzwi dla wykorzystania konia pod siodłem. A w ogóle to kto chce jeździć na brzydkim koniu? Niech jeździ na nim sobie sam ten, który go wyhodował, a nie sprzedaje za bezcen, oddaje za darmo, lub co gorsza wysyła do rzeźni.

CA, SCID, LFS i Koński Targ
Janek Tomczyk | 11.11.2009 | Comments Off

Autor jednego z artykułów w ostatnim numerze “Końskiego Targu” dziwi się, dlaczego takie modne reproduktory jak WH Justice pomijane są w polskiej polityce hodowlanej.  Tymczasem o ogierze tym już od miesięcy wiadomo, iż jest nosicielem genu CA (Cerebellar Abiotrophy), bardzo ciężkiej, genetycznej choroby, której pierwsze objawy w postaci stopniowo nasilających się zaburzeń równowagi i koordynacji ruchów pojawiają się u kilkutygodniowych, kilkumiesięcznych źrebiąt i powodują zupełną niemożliwość ich użytkowania pod siodłem w przyszłości, a także konieczność leczenia powtarzających się, nieraz bardzo ciężkich urazów będących wynikiem upadków i zderzeń z przedmiotami, które konie spotykają na swojej drodze. 

Nosicielem CA okazał się także Marajj, kolejny modny w świecie reproduktor.  Padły w 2008 roku Versace był nosicielem genu SCID (Severe Combined Immunodeficiency ) - choroby, która doprowadza do śmierci źrebiąt z powodu banalnych infekcji w wyniku ciężkich niedoborów odporności.

Setki źrebiąt po kilku tylko ogierach. W przypadku łączenia z klaczą, która nie jest nosicielką - co drugie źrebię - nosicielem choroby, w przypadku klaczy nosicielki - co czwarte - chore, co drugie - nosicielem. 

 Hodowcy na całym świecie dobrowolnie badają swoje konie w kierunku nosicielstwa CA i SCID. Niemiecki Związek Hodowców Koni Arabskich (VZAP) wprowadził obowiązkowe testy w kierunku CA wszystkich ogierów kryjących w tym kraju od 2010 roku.  Coraz więcej hodowców prowadzi odpowiedzialną politykę hodowlaną. Wie, że najmodniejszy reproduktor już od dawna nie znaczy najlepszy i nie chce płacić kilku-, kilkunastu tysięcy złotych za to, żeby wyhodować źrebię takie, jak to źrebiątko sfilmowane przez kogoś na youtube: http://www.youtube.com/watch?v=sj5RL3CmS34.

Już w grudniu w Janowie Podlaskim ocena polskich ogierów. Ciekawe, czy w ramach tej oceny przewidziane jest badanie reproduktorów w kierunku nosicielstwa CA i SCID?

 

Nobby - mały, wielki koń
Janek Tomczyk | 26.09.2009 | Comments Off

Tylko mogę wyobrazić sobie, jak dzisiaj świętują Emir Rzewuski i hrabia Juliusz Dzieduszycki. Świętują za sprawą pewnego konia o niespecjalnie modnym obecnie profilu głowy, z niezbyt długą szyją, tułowiem, któremu daleko do płaskości deski do prasowania, za to z płaskim, zabierającym ziemię kłusem, z którym w Aachen nie mógłby się zaprezentować, z mocnymi nogami, prawidłową budową, żelaznym zdrowiem, odpornością na stres i wielkią wytrzymałością. 

Nobby, ten mały (tylko 149 cm wzrostu), gniady, niepozorny konik i jego pani Maria Alvarez Ponton odnieśli dzisiaj kolejny sukces. Do ubiegłorocznego tytułu Mistrza Świata w Rajdach (i tytułu Best condition w tym samym konkursie) właśnie przed chwilą dopisali tytuł Mistrzów Europy.

Trasa tegorocznych Mistrzostw Europy w Asyżu była wyjątkowo trudna, kamienista, z dużą różnicą wzniesień. Udało się ją pokonać tylko 32 z 99 startujących jeźdźców. 

Co mają do tego Emir Rzewuski i hrabia Juliusz Dzieduszycki? Wystarczy spojrzeć na rodowód Nobbiego. Ród męski: Bairactar or.ar. To właśnie Emir Rzewuski sprowadził z pustyni ogiera Bairactar do Stadniny w Weil. Rodzina żeńska Gazella or.ar. Gazella to klacz sprowadzona z pustyni wraz z Mlechą i Saharą przez hrabiego Dzieduszyckiego do Jarczowiec. W środku rodowodu polscy przodkowie, konie, które pokonały morderczą drogę do Tierska.

Tylko mogę wyobrazić sobie, jak Emir Rzewuski i hrabia Dzieduszycki dzisiaj świętują tam, gdzie są obecnie. Kto wie, kto przed nimi zdejmuje czapki z głów bez pytania, czemu sprowadzali z narażeniem życia niepozorne konie z głębi pustyni, podczas kiedy mogli sprowadzić prosto z egipskich portów “piękne, wystawowe prospekty” bez ryzyka i za niewygórowaną kwotę.

Nie ma jak szpan!

Zaśmiewałem się chwilami czytając Trylogię, a mój ulubiony fragment to monolog Zagłoby:

„Oto, gdy Pan Bóg konia stworzył, przyprowadził go przed ludzi, żeby zaś jego dzieło chwalili. A na brzegu stał Niemiec, jako to się oni wszędy wcisną. Pokazuje tedy Pan Bóg konia i pyta się Niemca : co to jest? A Niemiec na to : Pferd! - Co? - powiada Stwórca - to ty na moje dzieło “pfe” mówisz? A nie będziesz ty za to, plucho, na tym stworzeniu jeździł - a jeśli będziesz, to kiepsko. To rzekłszy, Polakowi konia darował. Oto dlaczego polska jazda najlepsza, a zaś Niemcy, jak poczęli piechotą za Panem Bogiem drałować a przepraszać, tak się na najlepszą piechotę wyrobili.”

Zdziwiłby się pewnie pan Sienkiewicz, gdyby dowiedział się, jak szybko czasy się zmieniły. Niemcy chyba skutecznie za Panem Bogiem drałowali i przepraszali, bo wyrabiają się na coraz lepszych jeźdźców, gdy tymczasem ulubioną wiosenną rozrywką wielu moich rodaków pozostaje drałowanie po supermarketach w poszukiwaniu kolejnych promocji na sobotniego grilla.  Na wschodzie i w centrum Polski jeszcze gdzieniegdzie tradycje jeździeckie przetrwały, tymczasem tu, gdzie mieszkam…lepiej nie mówić. Wystarczy jednak przekroczyć zachodnią granicę, żeby zobaczyć, czym jest jeździectwo. W samej Brandenburgii rajdów konnych w ciągu miesiąca więcej niż w Polsce przez cały rok, nikt jeźdźców z lasów nie przepędza, koń w gospodarstwie nikogo nie dziwi, a w miejscach, gdzie ścieżki konne krzyżują się z drogami, w weekendy sadza się na skrzyżowaniach „mandarynki”, które samochody zatrzymują, żeby jeźdźcom i koniom bezpieczeństwo zapewnić. Właściwie, to nawet chętnie bym do takiej kompanii jeźdźców przystał, gdyby nie to, że słowo „pfe” jakoś mi przez usta nie chce przejść.

Niedawno znajomy hodowca opowiadał o swoich całkiem dobrze sytuowanych sąsiadach, którzy rozważali zakup konia dla córki. Zaproponował nieśmiało: Może konia arabskiego? Spojrzeli na siebie i zgdodnie odpowiedzieli: -O, co to, to nie! Konia arabskiego wykluczamy, chociaż ta rasa bardzo nam się podoba. My chcemy zwierzątko do kochania i do szpanowania, a koniem arabskim nie zaszpanuje się, o ile nie ma się co najmniej kilkuset tysięcy do wydania na zwierzę, trenera i dalekie wyjazdy. Trenera, który znałby się na arabach ze świecą szukać, araby na tradycyjne metody treningowe są z reguły zbyt inteligentne, a arabskie zawody i pokazy daleko i rzadko. Kupili sp,  zaoszczędzone pieniądze wydali  na najmodniejszy sprzęt dla konia i ubranka jeździeckie dla dziewczynki. Teraz regularnie jeżdżą na regionalki i kibicują córeczce skaczącej po 80cm na prawie dwumetrowym koniu. Nie ma jak szpan!

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --