Środa . 12.12.2018 . 11:42
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Archiwum autora
Zagrała w niej stara, polska krew!

To nie zagraniczna krew przyczyniła się do zwycięstwa tegorocznej oaksistki - kl. Mukata Fata. Została ona wyhodowana według tego samego schematu, co równie dzielne klacze Orgia Fata i Zbroja Fata. P. Longin Błachut wykonuje dobra robotę - w swoich “Fatach” stosuje koncentrację starych, polskich, biegających linii, dzięki czemu wygrywają, a przy tym nadal sa podobne do arabów, inaczej niż francuskie czyniemieckie “mastodonty”. Recepta p. Błachuta polega na łączeniu potomstwa eksportowanych nigdyś z POlski, dzielnych koni. Widac to, kiedy się zajrzy głębiej w rodowód. Mukata Fata ma dokładnie 79,68% (czyli w zaokrągleniu 80%) polskich przodków i to, co w niej wygrało - to głównie Orzeł i Pierrot!

Odchodzą znane konie znanych ludzi

W piątek 22 maja br. odszedł na wieczne pastwiska w wieku lat 25 og. Eos kaszt. 1984 (Banat - Elektorka), hod. SK Kurozwęki, własność i osobisty wierzchowiec ś.p. Prof. Ludwika Maciąga, którego pożegnaliśmy niespełna 2 lata temu. Był to dzielny i wytrwały ogier użytkowy, którego kariera wyścigowa trwała przez 3 sezony, w ciągu których startował 35 razy, wygrywając 4 gonitwy. Jego maksymalny współczynnik powodzenia przewyższył “arabską dobrą średnią” i wyniósł 1,27, za to współczynnik intensywności eksploatacji az 1,6 - cecha bardzo pożądana dla araba! Pozostawił 5 szt. potomstwa czystej krwi, ale z powodzeniem został uzyty także w hodowli kuców felińskich. Przede wszystkim jednak nosił na swym grzbiecie Profesora, odprowadzał Go w ostatnią drogę, a po utracie ukochanego Pana ostatnie lata życia spędził na zasłużonej emeryturze w gospodarstwie Eugeniusza Kuprysia - miłośnika polskich tradycji kawaleryjskich. Aby zaś nie odszedł w zapomnienie - powstała niedawno Fundacja Przyjaciół Prof. Ludwika Maciąga przyjęła imię “Eos”.

Jeszcze się taki nie narodził…

… żeby każdemu dogodził, brzmi znane przysłowie. Kibice sportowi często szermują epitetem “sędzia kalosz”, kiedy wydaje on werdykt niezgodny z ich odczuciami. I podobnie jak kibic swoją ulubiona drużynę - tak samo hodowca uważa swojego konia za najlepszego i najpiękniejszego, nieraz więc krzywym okiem patrzy na tych, któzy wytykają wady pupili i odpowiednio do ich nasilenia obniżają punktację, czyli na sędziów. Dlatego funkcja ta jest tyleż zaszczytna, co niewdzięczna, gdyż oprócz zmęczenia, skwaru bądź deszczu muszą liczyć się z dezaprobatą sfrustrowanych hodowców.

Sędzia, jak każdy człowiek, ma swoje upodobania i wyobrażenia na temat idealnego konia w rasie, która ocenia. Dla jednego najważniejsza jest głowa, dla innego linia górna bądź ruch. Każdy też ma swoje metody oceny - tak np. niektórzy wydają w myśli swój werdykt  juz w momencie, kiedy koń efektownym kłusem wbiega na plac, a w trakcie dokładniejszych oględzin dokonuja jedynie “kosmetycznych retuszy” swojej oceny. A na to wszystko - tj. ocenę poziomu pięciu istotnych cech konia, składających się na jego urodę - sędzia ma zaledwie około 3 minut, toteż z konieczności zwraca uwagę tylko na te zalety bądź wady, które najbardziej rzucą się w oczy.  Stąd nieraz biora się “uśrednione” oceny, jak np. słynne “3×16″ za nogi. Stawia je sędzia, który większośc czasu przeznaczonego na ocenę poświęca na analizowanie poziomu tej cechy, którą uważa za najwazniejszą, w związku z tym na inne nie starcza już czasu. Takimi cechami przeważnie sa: typ, głowa z szyja lub ruch, może więc nie pozbawione sensu byłoby wprowadzenie szwedzkiego systemu oceny, który stosuje “współczynniki większej wagi” za te cechy? Z kolei znana jest moja skłonność do preferowania “linii górnej jak deska do prasowania”…

Sędzia nie ma jednak w oczach usg ani rtg, nie musi też byc (choć czasem jest) lekarzem wet. Może natomiast zauważać występujące u ocenianych koni deformacje, nie wiedząc, czy są wrodzone, czy nabyte. Nawet jeżeli nie umniejszają przydatności użytkowej osobnika, a stanowią jedynie “błąd piekności”, muszą powodować obniżenie punktacji, bo przecież tym, co oceniamy u konia arabskiego, jest właśnie jego uroda! Nie ma jednak konia bez wad, więc zadaniem sędziego jest wybrać te spośrod startujących, które mają ich najmniej. Na pewno nie zadowoli przy tym wszystkich, więc na pociechę możemy sobie pomyśleć, że sędzia bez wad też sie jeszcze nie narodził!

 

Cywilizacja obrazkowa

Czy zauważyliście, jak często we wszystkich postach pojawia się słowo “foty”? W miarę upowszechniania się aparatów cyfrowych rosną apetyty, aby wszystko zobaczyć podane na talerzu. Ma to swoje dobre strony, bo od razu możemy obejrzeć, co się u kogo urodziło i porównać z tym, co sami mamy, ale nie przesadzajmy z tym “kultem obrazków”, szczególnie wtedy, kiedy mają nam one pomóc w podjęciu decyzji o kupnie konia. Pamiętajmy, ze zdjęcie wykonane przez dobrego fotografa doda urody przeciętnemu koniowi, a kiepska “fota”, trzaśnięta w biegu przez amatora, zwłaszcza niemającego dostępu do fachowca, który pomógłby ustawić konia w sposób eksponujący jego walory, będzie raczej antyreklamą. Tymczasem potencjalny nabywca powinien przede wszystkim zwracać uwagę na rodowód, pod kątem kariery hodowlanej oraz obecności przodków przekazujących walory pokazowe lub użytkowe (w zależności od tego, czego poszukujemy) oraz charakter i łatwość w obsłudze. Tego zaś nie pokaże nawet najlepsze zdjęcie, to trzeba wypróbować samemu! Jeśli więc dysponujemy środkami na kupno konia, jego transport i późniejsze utrzymanie - lepiej dopłacić jeszcze trochę, aby dobrze obejrzeć zwierzaka w miejscu jego stacjonowania, zobaczyć, jak jest traktowany przez właściciela, spróbować samemu wziąć go za nogi i uszy, sprawdzić, czego się boi, jak reaguje na obcego człowieka, a jeśli myślimy o użytkowaniu wierzchowym - wypróbować pod siodłem. Dziwi więc, że odpowiadając na ogłoszenie o sprzedaży konia domagamy się przede wszystkim jego zdjęcia, a po jego otrzymaniu nawet nie próbujemy zweryfikować w rzeczywistości tego, co zobaczyliśmy. Tymczasem bohater upięknionego obrazka widziany na żywo może nas rozczarować, a jeśli rezygnujemy z zakupu sugerując się słabym zdjęciem - może nam “przejść koło nosa” atrakcyjna oferta. Może więc pwinniśmy wrócić do metod naszych przodków, którzy nie klupowali konia bez osobistego przekonania się o jego walorach?   

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --