Poniedziałek . 25.03.2019 . 15:04
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Archiwum autora
Dzienne Polaków rozmowy
Monika Luft | 15.07.2008 | Komentarzy: 2

Przypominany właśnie przy okazji filmu kinowego serial ”Seks w wielkim mieście” nasunął mi pewne skojarzenie. Otóż tam cztery kobiety spotykają się regularnie, by dyskutować o facetach. A ja znam takich facetów, którzy spotykają się regularnie, żeby dyskutować o koniach arabskich. I tak jak każda z bohaterek „Seksu…” ma inne zdanie na temat, jak faceta przyciągnąć, utrzymać, a potem porzucić, tak każdy hodowca ma inne poglądy w kwestiach hodowlanych.
 

Wyobraźmy więc sobie, że są to np. panowie Antek, Kazik, Jędrek i Stefan. Dziś akurat toczą spór o to, jak żywić konie w sezonie letnim.
 

Pan Antek, „tak na chłopski rozum”, jak zwykł powtarzać, jest przekonany, że samo pastwisko nie wystarczy – zwłaszcza źrebnym klaczom z sysakami u boku, których organizm podejmuje duży wysiłek. Matkom w swoim stadzie zapewnia więc dwa razy dziennie nie tylko owies, ale i specjalną paszę dla karmiących klaczy. Przy czym źrebaki mają oddzielne, mniejsze żłoby, żeby hodowca mógł kontrolować, ile zjedzą. Tymczasem pan Kazik jest zdania, że gdy tylko pojawi się trawa, na owsie można zacząć oszczędzać. Konie same, czy to klacze, czy źrebaki, zapewnią sobie przez cały dzień skubania odpowiednią ilość jedzenia, a na noc dostają przecież jeszcze do boksów siano. Do października taka dieta musi im wystarczyć! Pan Jędrek trochę przytakuje Kazikowi, a trochę zaprzecza. Z jednej strony uważa, że dla konia lepiej, żeby był nieco wychudzony niż zapasiony, ale z drugiej zdaje sobie sprawę, że łąka łące nie równa. Jeśli więc łąki są bogate i nie ma suszy, można według niego nie dokarmiać koni, ale jeśli nie, to trzeba to robić. Ostatni z czwórki, Pan Stefan, jest zwolennikiem „zimnego wychowu” arabów. Jego konie całe dnie i noce spędzają na pastwiskach, mróz czy spiekota. Gdy chcą sobie dodatkowo podjeść, mają siano w karmniku. Pan Stefan czasem dorzuci im owsa, marchewki czy jabłek. Nie patrzy, który koń ile zjada. Koń ma swój rozum – argumentuje.
 

Rezultat? Konie pana Antka są okrąglutkie, żeber nie widać, zady wypełnione. Ich właściciel puchnie z dumy: błyszczą się, a uśmiechy na pyskach! U pana Kazika nawet klacze źrebne są w kondycji wyścigowej. Pan Kazik z dumą podkreśla, że są „suche jak na pustyni”. Pan Jędrek z kolei ma konie chudsze i grubsze – jedne wyglądają jak okazy zdrowia, ale inne są a to zapadnięte a to podkasane… Pan Jędrek uważa, że każdy koń ma swoją urodę i już. Jedne ładnie wyglądają, gdy są zaokrąglone, a inne wręcz przeciwnie. I jest bardzo dumny ze swego stada. Pan Stefan zaś dumny jest podwójnie. Nie dość, że jego konie silne, to dzielne! Sierść zimową mają co prawda niemal przez cały rok, a pozostali panowie nabijają się, że „Stefan wyprostuje każdą głowę”. Ale w końcu nie głowa najważniejsza u araba!
 

A co sądzą panowie na temat kucia, leczenia, treningu, krycia…? To w następnych odcinkach naszego serialu.

Idealny świat arabski

Kto pamięta film „Teoria spisku” z Melem Gibsonem w roli taksówkarza, który wszędzie węszył spiski i którego większość ludzi brała za wariata, ten wie, jak się ta historia kończyła – otóż okazywało się, że facet miał rację! No, ale to film – miejmy nadzieję, że nie mają jednak racji ci, którzy doszukują się spisków np. w wynikach pokazu w Białce. Można było bowiem usłyszeć, że to nie przypadek, że czempionką została córka ogiera, którego nasieniem handluje jedna z sędzin. Albo że nieprzypadkowo czempionem został syn klaczy, która ma być (wedle pogłosek) lokomotywą tegorocznej oferty aukcyjnej. Itd., itp… Tymczasem o wynikach zadecydowała bez wątpienia po prostu jakość tych koni, a o komentarzach nieobca nikomu z nas zazdrość – każdy by chciał, by to jego koń tak progresował: w zeszłym roku w Białce 88 punktów i trzecie miejsce w klasie, a w tym 92,33 i czempionat! Ale niestety, dopóki nie będziemy mieć świata idealnego, skłonność do wynajdowania drugiego dna nie zaniknie. A idealny świat arabski musiałby wyglądać tak:

  1. Sędziowie nie tylko sami nie hodują arabów, ale nie zajmują się też handlem ani pośrednictwem przy sprzedaży koni i stanówek;
  2. Trenerzy obok koni klientów nie trenują koni własnych;
  3. Prezenterzy występują w maskach albo arabskich abajach uniemożliwiających ich identyfikację.

Obawiam się jednak, że gdyby wprowadzić te zasady w życie, świat może byłby idealny, ale przestałby istnieć – nie byłoby chętnych ani do sędziowania, ani do trenowania, ani do prezentowania koni. Owszem, nie byłoby też pola do spekulacji, skończyłyby się plotki i każdy hodowca w swoim zaciszu mógłby hodować najlepsze – swoim zdaniem – araby na świecie. Tylko czy naprawdę bylibyśmy wtedy szczęśliwsi…?

Arabska gorączka, czyli o słomkach i cebulkach
Monika Luft | 03.05.2008 | Komentarzy: 3

Kto czytał „Tulipanową gorączkę” Deborah Moggach ten wie, jak wyglądało osobliwe szaleństwo, któremu ulegli XVII-wieczni Holendrzy. Z dnia na dzień rodziły się i przepadały olbrzymie fortuny. Za jedną jedyną cebulkę, zwaną Semper Augustus, należącą do najpiękniejszych odmian i będącą wynikiem nowej krzyżówki, dano któregoś razu sześć wyśmienitych koni, trzy beczki wina, tuzin owiec, dwa tuziny srebrnych pucharów oraz obraz marynistyczny autorstwa Esaiasa van de Velde! A szerzyły się pogłoski, że cena jeszcze wzrośnie, że cebulka będzie warta tyle, co skrzynia pełna złota, co flotylla statków z ładunkiem złota, co cały zasób skarbnicy namiestnika…

Trochę mi to przypomina szalejące ceny stanówek. Dziś już nikogo nie dziwi kwota 4 tys. euro za porcję nasienia młodego, ledwo co przybyłego z pokazów ogierka. Niczym niepozorna cebulka Semper Augustus, tych kilka słomek ma bowiem pomóc – przy odrobinie szczęścia – w wyhodowaniu jeszcze droższego konia, prawdziwego „króla królów”. A mówią, że to i tak okazja, bo cena na pewno wkrótce poszybuje w górę, może do 8 tys. euro? Trzeba się spieszyć! Stanówka uznanej gwiazdy kosztuje przecież i 20 tysięcy dolarów.

Rynek tulipanów w Holandii w końcu się załamał. Cebulki stały się bezwartościowe, a tysiące ludzi zostały bez środków do życia. Podobna katastrofa nie grozi raczej hodowcom koni arabskich, nawet jeśli bardzo mocno wykosztują się na stanówki. Pieniądze jednak tak dziś, jak i w przeszłości budzą zrozumiałe emocje, choć – jak napisała Moggach w swojej książce – „to wszystko rodzi się z umiłowania piękna…”. Tak, z tegoż właśnie powodu jesteśmy gotowi płacić więcej i więcej za stanówki modnych w danym sezonie reproduktorów. Cena ma być gwarancją, że tym razem się uda.

Ale cóż, tak jak nie każdy hodowca tulipanów doczekał się własnej, cudownej, najkosztowniejszej na świecie odmiany, wyrosłej z cebulki Semper Augustus, tak nie każdy hodowca koni arabskich, zapłaciwszy niebotyczne pieniądze za stanówkę, doczeka się czempiona. Każdy jednak może próbować, każdemu wolno marzyć. A i używanie najlepszych ogierów jest w interesie całej hodowli. Przy czym w szerszej społecznej skali żadne poważne niebezpieczeństwo nam nie grozi, jako że arabitis, czyli arabska gorączka, nie stała się na razie – o ile mi wiadomo – problemem narodowym. Jednak grono dotknięte tą przypadłością stale rośnie, co z jednej strony cieszy nasze serca, a z drugiej sprawia, że czasem przez głowę przemknie przeganiana szybko myśl: żeby tylko umiłowanie piękna i pogoń za marzeniami nie przegrały z umiłowaniem brzęczącej monety i pogonią za zyskiem, jak to przytrafiło się siedemnastowiecznym Holendrom, którzy licytując cebulki, nigdy nie oglądali tulipanów…

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --