Środa . 12.12.2018 . 11:32
   
 
 
 
  Polskie Araby

Strona główna

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
--
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
redakcja@polskiearaby.com
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
webmaster@polskiearaby.com
Reklama:
reklama@polskiearaby.com
nasz cennik
--
 
 
Archiwum autora
Czy arab to inny gatunek zwierzęcia niż koń?

Obserwując wydarzenia sportowe z udziałem koni arabskich w tym roku dochodzę do wniosku, że tak naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć araby startujące w dyscyplinach sportowych aprobowanych przez FEI - mówię o startach , a nie zabawach w sport. I wynikach. Przez długi czas byłem zwolennikiem teorii, że arab to takie samo zwierzę jak inny koń i przy zaangażowaniu właściciela potrafi się z niego wiele “wycisnąć” dochodząc do liczących się konkursów sportowych.

Będąc o tym przekonany mobilizowałem przyjaciół i znajomych arabiarzy, ale okazało się , że trudno jest walczyć z oczywistością. Te konie do sportu są trudne. Po pierwsze późno zaczynają dojrzewać, po drugie to co cenione w pokazach - w dyscyplinach bardziej technicznych jest przeszkodą - czyli dumnie uniesiona głowa. Szelest papierka bądź tendencja do skupienia na zewnątrz również utrudniają 100% zgranie jeźdźca i konia. Czy zatem arabom nie pozostanie nic innego niż być prowadzanym na sznurku - jak mówią niektórzy antagoniści pokazów? Dotychczas PZHKA skupiał się wyłącznie na rodowodach pod kątem zalet tych koni na pokazowym ringu, tymczasem analiza linii pod kątem możliwości sportowych dałaby szansę na pokazanie ich predyspozycji z zupełnie innego punktu widzenia. Tylko kto takie statystyki by prowadził?

Koń jaki jest każdy widzi. W czasach gdy do sportu małego - czy dużego patrzy się w papiery równie wnikliwie co w rodowody królów, a badania USG czy reoentgenem są normą można dojść do przekonania, iż arab to nie koń, tylko puszysty pudelek - za mały do poważnych światowych aren skokowych, za mały do wydajnego ruchu ujeżdżeni owców, nie dość szybki na beczkach, z przeszkadzająca wysoko uniesioną głową - do czego te konie oprócz rekreacji sie jeszcze nadają.

Americana

W piątek w nocy na największe i najbardziej chyba prestiżowe zawody westernowe w Europie wyrusza polska ekipa. W ekipie oprócz quarterów znajdują się 2 araby. W szybkościówkach - Exmoor pod Ewą Skwarczyńską - Wierzchosławską i Decaho w klasach pleasure i horsemanship. Oba araby są już doświadczone na sportowych arenach, ale po raz pierwszy będą miały 5 tysieczną widownię. Trzymamy za nie kciuki, do wątku będę dopisywał informacje o ich wynikach sukcesywnie. Pierwsze starty są już 6 września.

4 września.

Polska ekipa dotarła do Augsburga. Pierwsze treningi na potężnej hali tarhowej w Augsburgu już za znimi. Wrażenie podobno robią ściągające konie i co dziwniejsze rosnące listy zawodników, których nie odstrasza za opóźnienie w zgłoszeniu wielokrotność wpisowego sięgającego w niektórych konkurencjach ponad tysiąca Euro.

W barrel race jest na razie zgłoszonych 18 osób. Zobaczymy jak pójdzie Exmoorowi.

Krótko do powiedzenia:

Oba polskie araby pokazały klasę

Exmoor zajał 3 miejsce w beczkach  mając chyba przejazd życia. Dorota Kuska po cieżkiej rywalizacji w klasie western pleasure youth dostała sie do finału i zajęła w nim 7 miejsce, pokonując blisko 30 quarterów , paintów i appaloosa w rywalizacji koni wszystkich ras. Przejazd był na żywo do oglądania - myślałem że zachrypnę w trakcie relacji.

Ewa przyprawiła nas w barrel race o zawał serca. W eliminacjach do finału weszła na 9 miejscu, pierwszy przejazd i wszystkich zatkało - czas 18,02 . Po pierwszym fnałowym “go” była pierwsza, a nasza polska koleżanka na aqh druga. Niestety drugie go nie było już tak szczęśliwe. Dwójka zawodników z Włoch i Austrii wyprzedziła Ewę i ostatecznie jak napisałem wcześniej zajęła 3 miejsce. Zajebiście cieszy , że polski arab rywalizuje jak równy z końmi trenowanymi i hodowanymi specjalnie do tych konkurencji.

Exmoora i inne polskie araby startujące w szybkościówkach można będzie zobaczyć w spodku na początku grudnia w finałowych rozgrywkach pucharu Adrenalina Cup.

Decaho - wszystkie panie mówią o nim teraz The Ciacho. Pierwsze starty miał 6 września w Western Pleasure all ages. Na blisko 60 koni zajął 13 miejsce czyli tuż poza finałową grupą. Narobił apetytu. W Westrn pleasure Masters, poszło gorzej. W tej konkurencji jechali praktycznie sami profi z całej Europy i USA - zał miejsce w środku. Na pocieszenie był komentarz, że jechała na nim najładniejsza zawodniczka. NO i eliminacje western pleasure youth. Okazało się, że do finałów weszła także Dorota Kuska. Koń został jednak “przerobiony” przez speakera na wałacha. A to ogier pełną gębą. Ale przed finałem były eliminacje w horsemanship youth. I tym razem sie udało. Jutro o 7.30 finał. Ja emocjonowałem sie cały czas. Wszystkie starujące quartery i zawodniczki oraz zawodnicy kapali od pieniędzy włożonych w: konie, sprzęt i ciuchy. A tu drobny arabek z Polski ich objechał. I myślę że jest szansa na progres, bo nie ma się co oszukiwać, błędy były, ale to daje nadzieję na lepsze miejsce w Americanie za rok.

Jak przygotowywać konia do sportowego show

Ponieważ blog umiera śmiercią naturalną zdecydowałem sie napisać kilka słów o przygotowywaniu koni arabskich do dyscyplin western. Jestem szczęśliwym posiadaczem - moim zdaniem - nietuzinkowego karego araba hodowli pani Marty Napióry - Silvatica Black Arabians - Ferro. Pierwszy problem gdy pojawił się w stajni to czy na pewno chcę do sportu ogiera? Wszyscy mnie przekonywali - Obcięcie jajek tylko dobrze mu zrobi na socjalizację i porozumienie z jeźdźcem. Jakoś łącząc się z nim w bólu powiedziałem zamachowcom stanowczo nie. Musiało minąć jednak trochę czasu - a właściwie pół roku nim zdecydowałem się na niego samemu wsiąść. Koń w stajni zyskał niepopularną opinię wariata posiadającego nadmiar energii pod siedzeniem zrzucając kilka razy jeźdźca z siebie. Żeby nie było nieporozumień - po roku jazdy na nim miesiąc temu i ja dałem sobie szansę na zapoznanie się z kałużą w trakcie tzw. terenu.

Przechodząc do rzeczy - pierwsze blisko 3 miesiące koń miał przez Trenera Ewelinę Zoń nadbudowywane mięśnie grzbietu i zadu przez pracę z ziemi. Choć po 2 miesiącach już były próby po 10-15 minut jazdy na nim. Wkrótce zaczął poznawać elementy socjalizacji. Po pierwsze cofanie - wyrobił sie mu od tego pięknie zad :), następnie skupienie - niestety tu nie pomaga obecność innych koni, a w szczególności siwych. Zamiast skupienia na kole koń zadziera głowę i w zasadzie myśli o tym czy jest szansa zrobić to co zwykle wszyscy prawdziwi koledzy robią od zimy do późnej wiosny. Ponieważ takie myślenie pozytywnie na koncentracje nie wpływa, więc walka trwała. Po kolejnym miesiącu pojawiły się ciche głosy w stajni - że co to za koń? Arab chodzący w ustawieniu? Mały zaczął zjednywać sobie sympatię - przynajmniej części osób. Nie wiedział jednak co go czeka - przed nim zaplanowano jazdę pod seniorem ze słuszną wagą. Niektóre obrończynie zwierząt powiedziały że go zamęczę. Ale okazało się, że mały miał więcej sił i energii niz by wynikało to z jego budowy. Daje to zawsze znać przy jego treningu. Najpierw obowiązkowo 15-20 minut lonży, potem 30-40 minut w stępie i kłusie, dopiero później elementy w galopie. I wcale go to nie zabija. Niestety arab jest zbyt zainteresowany wszystkim dookoła i każda szansa na zdekoncentrowanie sie była wykorzystywana. Po blisko rocznym treningu skupienie utrzymuje się tylko przy pomocy łydki. Właściwie to czasem chcę go nazwać “pukacz” (bez włochatych skojarzeń proszę …:)) . Rytm jazdy wyznacza stukanie łydkami i praca biodrem. Jakakolwiek przerwa zakłócająca ten rytm powoduje że głowa podnosi się i jest wtedy fatalnie. Teraz koń nie przypomina w swoim ustawieniu takiej ikony jak był - nadal pięknie się porusza, ale nabudowane mięśnie grzbietu powodują że nie zadziera wreszcie wysoko głowy. Przestał płynąć wysoko nad ziemią i teraz porusza sie raczej jak na fali. czyli oszczędnie i ekonomicznie pod kątem zużycia energii :)).

Właściwie to tyle tytułem wstępu.Ferro startuje w dyscyplinach horsemnaship senior i reining senior amator oraz reining młode konie. W najbliższy weekend jest jego debiut w Korytach w stajni Golden Horse koło Prażmowa i Piaseczna w rywalizacji z quarterami. Wiem, że szans na wygraną w “młodych koniach” nie ma , ale trzymam za niego kciuki. Potrafi ładnie jechać koła w pełnej kontroli prędkości, fajnie zmienia nogi i cofa. Stopy i spiny są do pracy. Po zawodach napiszę dalszą część.

23 sierpnia 2010

Wiec już po zawodach. Tydzień przed zawodami była tragedia. Ferro - miałem wrażenie się uwstecznił o kilka miesięcy. Niekontrolowane galopy, zmiany nogi, stawanie dęba przy najazdach.  Wyrywał się i odmawiał posłuszeństwa przy gimanstyce, wszystkie ćwiczenia na prawą stronę zaczynały się od buntu. Zrobienie czegokolwiek w punkcie, czyli trawersu, volty, zmiany rodzaju chodu było prawie niemożliwe.

W przeddzień zawodów byłem prawie załamany. W piątek rano i w sobotę trening o 6 rano, zanim wstanie mocne słońce. Powtórka z rozrywki. Koń nabuzowany jak nie wiem. Paszy dostaje tyle co zwykle, czyli po miarce karmy rano i wieczorem oraz w obiad 1/2 miarki. No i oczywiście siano. Żeby zaczął reagować na pomoce najpierw trzeba było go 20 minut stepować w karuzeli, potem 40 minut w kłusie pod siodłem, potem 40 minut w lożowniku, gdzie wiekszość czasu to był galop i dopiero ostatnie 10 minut koń reagował.

Niedziela rano. Pierwszy trening przed wszystkimi zawodnikami o godzinie 5.30 - najpierw 20 minut lonżowania, potem godzina kłusa i galopu (większość galopu) i potem około 7.30 trening pod siodłem - i albo koń się już zmęczył albo nagle olśnienie. Zaczął reagowac na pomoce …. Hip Hip Hurra. Nie to żeby jakaś rewelacje, bo w galopie jednak były problemy, ale był już kontakt. Po 40 minutach treningu 15 minut stępowania i mycie. Dopiero potem śniadanie - połowa normalnej porcji. Druga połowa 2 godziny przed startem.

Prze startem jescze 20 minut spokojnego kłusa i ćwiczenia na arenie. I… zająłem wprawdzie ostatnie miejsce, ale wiem, że to moje błędy w większości. Ferro prawie przejechał idealnie, nawet grzejące sie kobyły nie prowadziły do szaleństwa. Tak wiec mimo słabej pozycji jestem z niego dumny. Ja nad sobą popracuje, a on niech zostanie taki jak w niedzielę.

Pytanie tylko - czy ktoś ma pojęcie ile godzin treningu dziennie mogą wytrzymać nogi araba? Bo to że on wytrzyma dużo to pewne.

Środek sezonu sportowego

Wydawało się , że blogi będą na PA czymś co da siłę napędową dla osób zajmujących się arabami. CZy to oznacza, że nie ma już refleksji związanych z nimi?

Ponieważ w istotnej części sezon w konkurencjach szybkościowych się skończył - zakończyliśmy edycje eliminacyjne Pucharu Adrenalina Cup - podzielę się kilkoma spostrzeżeniami dotyczącymi udziału arabów w tych zawodach. W tym sezonie pojawiły się 4 nowe araby startujące w szybkościówkach. Szymon Polewnik na 11 letnim wałachu Wirchanie oraz Aleksandra Szubart ze Stadniny Koni Arabskich Emirat na 4 letnim gniadym Haxanie i siwej 7 letniej klaczy Habiria.


Kolejny polski arab pokazał się w szybkościówkach za granicą w Czechach debiutując całkiem udanie i zajmując 4 miejsce na zawodach.

Myślę że Milena Duda (lub Patrycja) zdecyduje się na starty w przyszłym roku. Araby pokazały się z bardzo dobrej strony. Ewa Skwarczyńska Wierzchosławska na Exmoor wygrała klasyfikację generalną Pucharu po dogrywce z Daną Provaznikova z Czech.

Czasy były liczone w tysięcznych częściach sekundy i np w konkurencji Adrenalina Mix w Gliwicach rozstrzygnął pomiar fotokomórki ustalając różnicę pomiędzy pierwszym i drugim zawodnikiem na 0,004 sekundy :) Szybkościówki dla polskiego westu są najprężniej rozwijającą się konkurencją, przyrost zawodników jest tylko większy w konkurencji western horsemanship senior open. No ale tu na razie nie widać arabów w czołówce. Wracając do Adrenaliny. Zawody stały się poniekąd wstępem na największe europejskie zawody westowe - Americanę w Augsburgu  we wrześniu b.r. I jadą tam dwa araby: Exmoore w szybkościówkach i Decaho w klasach pleasure i horsemanship.

Trzymamy za nich kciuki. Być może Americana rozszerzy swoją ofertę o tyczki i w przyszłym roku zobaczymy więcej zawodników za granicami kraju. Po początkowo słabym starcie w Kłodzku Ania Łagodzińska na Hrabinie zaczęła wracać do formy i pojechała pole bending nieżle we Wrocławiu i Gliwicach, ale niestety w chwili obecnej nieźle to za mało żeby wygrać edycję lub cały Puchar. Liczymy na to, że ta para jeszcze pokaże swoje możliwości.

Przed nami zawody PLWiR w Karpaczu, Wrocławiu -  no i Mistrzostwa Polski w październiku. NIby powody do zadowolenia są, ale cały czas to jest niewielki odsetek sposród arabów używanych pod siodłem, które sprawdzają się w sporcie. Nie ma siły motorowej, która ciągnęłaby do przodu wykorzystanie  potencjału tych koni. Z drugiej strony po zawodach w Janowie oraz w Korytach widać, że liczba koni wykorzystywanych w sporcie zwiększa się. Może więc przyszły rok będzie lepszy i pokaże nam nowe możliwości arabów w większej skali. Wszedłem na stronę z wynkami Mistrzostw Europy Arabów  i porównałem te wyniki z zawodami w Polsce. Najlepsza zawodniczka w kategorii pole bending Caroline Ericksson ze Szwecji osiągnęła czas 27,54 so w Adrenalinie dałoby jej miejsce poza pierwszą piętnastką.

Co do pozostałych konkurencji western na Mistrzostwach Europy w Szwecji  trudno o ich poziomie coś mówić, bo punktacja opiera się na ilości błędów w tabeli wyników, a nie na normalnym systemie punktowania. Honor Polski obroniła Agnieszka Olszewska na Niniwie w skokach (m.in. I miejsce w klasie 31 skoki do 100 cm) i Daria Klimecka na Walorze (w tej klasie zajmująca 4 miejsce) . Darii poszło zresztą też bardzo dobrze w klasie 61 skoki  do 120 cm zajęła pierwsze miejsce, a w klasie 41 do 110 cm zajęła 3 miejsce. Laury dla Polski zdobyły też jak zwykle Patrycja Mroczkowska i Aleksandra Owerko w klasach type & conformation. Patrycja Mroczkowska na Albumie zajęła 3 miejsce w ujeżdżeniu.

Dla chętnych zamieszczam film z youtube z wrażeniami z ostatniej edycji zawodów Adrenalina Cup. Na ostatnich klatkach można zobaczyć Ewę Skwarczyńska ze stajni Salopa z Zabrza Rokitnicy. Adrenalina Cup - 17/18 lipca Gliwice - stajnia Nad Jeziorem

Styl Ecaho

Na stronach aktualności PZHKA przeczytałem ostatnio o tym, że w 2010 r. Sportowe Mistrzostwa Europy Koni Arabskich będą w Szwecji. Czytając uzasadnienie ze strony ECAHO
“http://www.ecaho.org/index.php?option=com_content&task=view&id=2368&Itemid=1″
doszedłem do wniosku, iż po pierwsze brak było między dwoma obozami komunikacji - co dziwi - zważywszy na fakt, iż pani Chat zawsze jest w zasięgu maila lub telefonu, choć podejrzewam, że i biuro Ecaho też powinno działac bez zarzutów. Więc - Zarząd Ecaho pokłócił się z panią Chat - wielokrotną organizatorką Mistrzostw Europy, ponieważ postanowiła ona zrobić w Stadl Paura w tym roku Mistrzostwa Świata koni arabskich. Głównym uzasadnieniem było to, że poziom sportowy startujących dotychczas koni był niesatysfakcjonujący. Zdziwiło mnie to, bo do tej pory każda impreza w Stadl Paura była wychwalana pod niebiosa jako wysoka pod względem organizacyjnym oraz sportowym. Zawody w Stadl Paura były zawsze umieszczone w kalendarzu FEI. Odpowiedź pani Elisabeth Chat znajdujemy na stronie startowej Mistrzostw Europy
http://www.1061reiteng.k-austria.at/.
Poszło jak z tego widać o nazwę. Pani Chat zaproponowała zmianę nazwy imprezy na Arabian World Equestrian Games i jak wynika z tekstu Ecaho nie odrzuciło propozycji. Dziwi tylko fakt - jak to wynika z treści newsa - że wszystko odbyło się za plecami i wbrew uchwałom Walnego Zgromadzenia Ecaho, które PRZECIEŻ USTALIŁO termin i miejsce zawodów w 2010 r. na Stadl Paura. Oznacza to, iż Zarząd Ecaho działając wbrew woli Walnego Zgromadzenia robi co mu się podoba. Swoją drogą nasi przedstawiciele  w Ecaho - których jest 2 lub 3 osoby mogliby to jakoś skomentować. Przecież miejsce robienia imprezy wpływa na budżet zawodników, a u nas  Polsce nie ma ich zbyt wielu, więc jakby nie liczyć podróż do Szwecji wychodzi drożej niż do Austrii. Nie mówiąc już o sponsorach , którzy wskutek działań Ecaho wycofali się z Austrii.  Jako prawnik ja zacierałbym już ręce. Proces o grubą kasę byłby gotowy, tylko co z tego będzie dla samych koni i zawodników.

Koniec sezonu Western i Rodeo

Po kilku miesiącach nastąpiło ukoronowanie sezonu sportowego w postaci Mistrzostw Polski PLWiR (zapomniałem - Mistrzostw Polski - w ostatnich dniach urzędowania Minister Drzewiecki dodał do oficjalnych dyscyplin sportu nową dyscyplinę Western i Rodeo (http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU20091471196 ).

Sport jak sport sprawił trochę niespodzianek. Najszybsza z polskich koni klacz oo Hrabina w tyczkach senior strąciła tyczkę i była gdzieś na końcu stawki. Drugi z arabów Argonas znalazł się  w kategorii juniorów też gdzieśna końcu. W ogóle w zawodach ligowych nie startowało zbyt dużo arabów - odwrotnie niż w pucharze Adrenalina Cup.

Po wystartowaniu w tym sezonie kolejnej organizacji hodowców PPHCP (skupiającej hodowców koni painthorse) okazało się, że nadszedł czas obok mistrzostw Polski quarterów na organizację podobnej imprezy dla arabów. Po rozmowach z ośrodkami mogącymi podźwignąć ciężar zadania Stowarzyszenie Western Riders postanowiło zorganizować w przyszłym roku w dniach 8-9 maja 2010 Mistrzostwa Polski Western i Rodeo dla koni czystej krwi arabskiej.

Poszukujemy więc chętnych do pomocy w organizacyjnej stronie zawodów  - tak by spełniać wszelkie wymagania ECAHO.

PO naszych podliczeniach w reiningu może się stawić 5-8 koni, w tyczkach i beczkach 6-7 koni, w trailu 3-4 i w western pleasure 5-6. Na horsemanship i western riding liczymy max 2-3 konie. W sumie prawdopodobnie będzie ok 12-15 koni plus goście z zagranicy. Zawodom będą też towarzyszyły zawody w konkurencjach z cielakami.

Zawody te będą z tego co wiemy - jedynymi liczącymi się kwalifikacjami do Mistrzostw Świata dla koni arabskich w klasach pod siodłem (przynajmniej w dyscyplinie Western i Rodeo), które planowane są w 2010 r . w Stadl Paura.

Zapachniało trawą - otwarcie sezonu

Wreszcie zaczyna się sezon sportowy - nie chodzi mi o klasyków, a o te osoby które jeżdżą west. Zorganizowaliśmy kolejny raz zawody o stypendium dla juniorów, które preferują osoby, które chcą sie uczyć jazdy western lub dycypliny rodeo (barrel race - czyli tzw. beczki i pole bending czyli tyczki - na koniach rasy innej niż american quarter horse (uwaga arabiarze!!!). Ponieważ w ubiegłym roku chętni byli tylko zawodnicy już startujący w zawodach western w tym roku warunkiem przyznania stypendium jest wzięcie udziału w darmowych szkoleniu dla potencjalnych stypendytów - a odpłatnym dla innych osób. Impreza jest podzielona na dwa bloki techniczny i szybkościowy. W najbliższy weekend , a włąściwie czwartek - piątek jest szkolenie z szybkościówek.

http://jaworowa-niedzwiedzica.com.pl/zawody/west-na-fest/zawody-o-stypendium-dla-juniorow/

NO i powstał problem czy i kiedy juniorzy mogą jeździć na ogierach. Ponieważ znamy nasze konie uważamy, że jeśli jest zgoda opiekunów juniorów to moga na nich jeździć. PZJ dopuszcza takie starty, ale FEI, NRHA i AQHA już nie. Zezwolenie takie jest wyłącznie w kategorii OPEN, czyli otwartej dla wszystkich. Zastanawia mnie to , bo dzieci i juniorzy z Janowa  startujący na ogierach wybierają się do Stadl Paura. Oczywiście dowolność sędziowania jest duża, ale zasady powinny być jedne. We wszystkim. Czy barierą dla uprawiających sport ma być zdrowy rozsądek czy też reguły ustalane przez mądralińskich siedzących gdzieś w biurach. Sport w Polsce i tak kuleje, a nikomu na szczeblu ustawowym nie chce sie ustalić jakiejś jednej wspólnej drogi dla sportu młodzieżowego.

Z drugiej strony tych juniorów garnących sie po stypendia też nie ma zbyt dużo. Warunek udziału w szkoleniu dla niektórych jest zbyt trudny do przebrnięcia. Kazdy z nich wie że jest mistrzem i nie ma zamiaru słuchać rad innych a propos techniki.

Trochę z obawą spoglądam na ten sezon mając w pamięci uwagi osób jeżdżących na arabach z jakimi spotkaliśmy się w trakcie sezonu 2008, gdzie osoby te pomimo decyzji sędziów otwarcie podważały ich decyzje. Zastanawiam się więc jakim autorytetem cieszą sie uznani sędziowie międzynarodowi, skoro polskim włodarzom zdarza się notorycznie kwestionować ich decyzje.  Podkreślę kwestionowanie decyzji ma miejsce przez osoby nie mające uprawnień sędziowskich.

Czy stanowisko sędziego nie stanowi już żadnej bariery dla żądnych krwi malkontentów przegrywających z techniką i umiejętnościami? Dziwi mnie to zarówno w środowisku arabiarzy, jak i w pozostałych środowiskach jeździeckich. Generalnie szuka sie przypadłości u innych zawodników, omijając swoje ułomności. Ten temat wraca ciągle , nawet przy okazji zawodów towarzyskich.

Araby pod siodłem w Janowie

Dowiedziałem się, że w tym roku będzie wysyp arabów w klasach pod siodłem w Janowie - w skokach , ujeżdżeniu, klasach kostiumowych i pleasure. Cieszy to, że zaczyna się ruch wśród zwolenników kuhailanów. Mimo wszystko zastanwia mnie jak się zaprezentują zawodnicy. Do tej pory gdzieś się ukrywali - a tu … podobno w niektórych konkurencjach będzie ponad 20 zawodników. A dziwne jest to, że żaden z forumowiczów się nie ujawnił ….. Będzie malowniczo …

Dla tych którzy cenią prędkość i zwrotność arabów w ten weekend na terenie ośrodka TUR w Czechowicach koło Gliwic zostanie rozegrany w cyklu dwudniowym finału Pucharu Polski Adrenalina Cup. W zawodach do tej pory wzięło udział 7 (lub 8 ) arabów, zajmując dobre miejsca. Tak mi przyszło do głowy, że “jest ruch w narodzie ..” Liczę, że w przyszłym roku polska ekipa do Stadl Paura będzie znacznie większa, a miejsc na podium będzie więcej dla Polaków. Żeby zrobić konkurencje klasykom westernowcy postanowili wystąpić też w klasach kostiumowych i classic pleasure. Ciekawe jak wypadną …

Inaczej o Stadl Paura

Z punktu widzenia prywatnych właścicieli koni: Mieliśmy okazję przyjrzeć się Mistrzostwom Europy Sportowych Koni Arabskich w Stadl Paura jako prywatni właściciele koni arabskich, którzy po raz pierwszy zebrali się, by pokazać swoje araby w klasach westernowych (a także classic pleasure i tradycyjnych strojów arabskich). Nasze wrażenia są nieco inne od „oficjalnych” relacji:

 

Przygotowania

Organizacja zawodów – zgłoszenia, wymagania oraz komunikacja z organizatorami – była bardzo słaba. Żądano od nas posiadania ubezpieczenia, ale nikt nie zaznaczył, czy dotyczyło to konia, jeźdźca czy też jeszcze czegoś innego. W konsekwencji, każdy miał inny rodzaj polisy, a niektórzy z nas wszystkie możliwe. Do tej pory nie wiemy, która z nich była tą właściwą.
Noclegi – na oficjalnej stronie organizatorów wskazano (jako zalecane) hotele w odległości 15 i 24 km od ośrodka, bez zadania sobie trudu zweryfikowania bazy noclegowej, a przecież były i takie, które znajdowały się w odległości 2-3 km. Zaznaczono, że nie dopuszcza się noclegów w namiotach i kamperach – w końcu część z nas, a także część Szwedów ostatecznie nocowała na polu namiotowym i nie było z tym problemów.
Wpisowe i startowe – przed zawodami nie można było się dowiedzieć, czy startowe jest od każdej klasy, czy też od liczby startów (czasem po 2-3 w klasie). Ostatecznie okazało się, że startowe jest od każdego startu, a nie od konkurencji.
Rozróżnienie startów indywidualnych i liczonych w klasyfikacji generalnej oraz startów rozgrzewkowych – zero wyjaśnień na stronie internetowej, dotyczących tego, jak się to ma do klasyfikacji medalowej.

 

Dojazd

„Westernowcy” zebrali się w grupę i skromnym koniowozem dojechali po kilkunastu godzinach do Austrii. Naszym następcom polecam GPS, gdyż – wbrew pozorom – drogi w Austrii nie są opisane rewelacyjnie i trochę błądziliśmy, a stacje benzynowe, inaczej niż w Polsce, są zamykane około 21-22 (z rzadka są czynne do godziny 1.00 nad ranem). Wspomnieć należy, iż osoby bez prawa jazdy na samochód z przyczepą lub ciężarowy, nie mają co się wybierać z zaświadczeniem ważnym w Polsce na pojazdy w ramach gospodarstwa rolniczego. Te dokumenty w Czechach i w Austrii nie są ważne.

 

Na miejscu

Pierwszym, co robi wrażenie, to wielkość ośrodka i liczba stajni – ugięły się pod nami kolana! Zaraz potem pojawiło się niedowierzanie, że tak wielki ośrodek nie ma bazy noclegowej, a restauracja jest czynna tylko do 22, w piątek zaś do 17.00, pomimo iż zawody skończyły się dopiero o 21.00. Wszyscy poddani byliśmy niesamowitemu stresowi – jacy są nasi przeciwnicy? Ale towarzyszyła nam też ciekawość: jak będzie wyglądać współpraca z ekipą z Janowa, czy nie będą się od nas odwracać plecami i jaki jest poziom sportowy  ogierów z Janowa oraz Gangesa z Michałowa (nie wiedzieliśmy jeszcze, że nie dojedzie). I tu miłe zaskoczenie! Artur Bieńkowski, instruktor z Janowa oraz Danusia Konończuk okazali się nadzwyczaj przyjaźni i koleżeńscy, choć miałem wrażenie, że zagubieni podobnie jak my. Przy rejestracji koni tylko organizatorka – pani Elisabeth Chat, oraz jedna osoba w biurze zawodów mówiły po angielsku. Oprócz paszportów nie było sprawdzane nic!!! Żadne ubezpieczenia, zgody od lekarzy weterynarii, etc… (prawie jak Polsce).

 

Odetchnęliśmy z ulgą. Dokonaliśmy rejestracji w konkurencjach i zapisów na kolację powitalną z piątku na sobotę oraz na warsztaty z dyscyplin pleasure. Okazało się, że rozkład dnia trzeba śledzić na tablicy ogłoszeń na bieżąco, bo godziny konkurencji oraz imprez były przybliżone i mogły się zmieniać. Za uczestnictwo w warsztatach osób bez koni pobrano od nas opłaty, choć większość osób na hali wcale nie płaciła. Warsztaty (wbrew temu, co napisał w swojej relacji Mateusz Jaworski) były w naszym odczuciu na żenującym poziomie; zabrakło informacji, na co zwracać uwagę, a także podkreślenia, że arabskie klasy westernowe są inaczej oceniane niż klasy western Pleasure dla koni innych ras i w kategoriach otwartych. Rama konia i jego zebranie powinno być inne, bardziej „arabskie”! Odbiło się to na wynikach naszych koni – chodziły tak jak amerykańskie quartery na zawodach western dla wszystkich ras, co poskutkowało tym, iż koń z czwartym miejscem na Mistrzostwach Europy Środkowej w Karpaczu  – Decaho, był w Stadl Paura za Hrabiną i Wangelisem, na 8 miejscu. Zaskoczeniem była Hrabina, która – poza chodami – nie ma super ładnej ramy westernowej, a zajęła miejsce na podium w pierwszym przejeździe treningowym; tu znowu zaznaczyło się inne ocenianie koni arabskich. Powinny były zapalić się nam ostrzegawcze światełka, ale ucieszeni niespodziewanym sukcesem zbagatelizowaliśmy tę wskazówkę. Konsekwencją było to, że dopiero ostatniego dnia po zmianie wędzidła Decaho szedł w ramie bardziej zbliżonej do klas dla arabów, ale zmiana ustawienia konia w pół dnia nie jest możliwa. W finałach zajął więc dopiero 8 miejsce.

 

W konkurencjach pleasure – classic pleasure i tradycyjnych strojów arabskich zwrócił uwagę słaby poziom przygotowania koni. W pierwszych przejazdach janowskie ogiery brykały prawie jak po łące. Kolejne starty poprawiły jakość, ale chlubnym wyjątkiem był tak naprawdę Metropolis NA pod Danusią Konończuk, który – gdy włączał swój kłus – wywoływał entuzjazm hali. Było na co patrzeć. W classic pleasure Danusia Konończuk była klasą samą dla siebie i wyraźnie było widać po jej olśniewającym uśmiechu, iż jazda sprawia jej przyjemność. Lecz tu pojawiły się pierwsze zgrzyty… Nie znamy wszystkich kulis sprawy, ale Danusia przyjechała z dwoma końmi. Tymczasem pani Chat wymogła na niej start tylko na Metropolisie. Na drugim koniu, Albumie, jechał Artur Bieńkowski. Czemu to miało służyć – nie wiem, bo zawodnicy z Austrii i Szwecji też jechali na dwóch koniach. W każdym razie pojawiło się napięcie między polską ekipą a panią Chat, które z każdym dniem narastało – ale o tym dalej.

 

Pierwsze starty  wypadły dla większości z nas pozytywnie. Dobre przejazdy w Western Pleasure, Western Riding oraz punktowane w klasie Western Horsemanship spowodowały, że zaczęto zwracać na nas uwagę, a nie uśmiechać się z pobłażliwością – co też ci Polacy tu robią i czy ktokolwiek w Polsce wie, co to jest western? Chyba najlepsze wrażenie robił 6-letni Wangelis swoimi równymi bardzo dobrymi przejazdami oraz całkiem wysokim miejscem w klasie Type and Confirmation. Pierwsza niespodzianka dla nas to piątkowa klasa Reining Freestyle (warm-up). Startowało w niej niewielu zawodników, co natchnęło nas optymizmem przed sobotą. Okazało się, że zajęliśmy drugie (Karolina Kluka i Decaho) i trzecie miejsce (Marek Suliga i Wangelis), zaraz za wybitną parą z Austrii: Doris Pfann na ogierze Baikal. Niestety okazało się, że to był ostatni przejazd na w miarę dobrym podłożu na tych zawodach i atuty, jakie ma Decaho (bardzo długi sliding stop) zniknęły po nocnym deszczu i przeniesieniu zawodów do hali, gdzie było podłoże pod skoki – w naszym przypadku grożące bardzo poważnymi kontuzjami.

 

W piątek pokazała się też po raz pierwszy Marta Wołtosz w klasie kostiumowej tradycyjnych strojów arabskich. Sądzę, że jej własnoręcznie zrobiony strój zwrócił uwagę sędziów, a Edek (Elbaraday), choć zmęczony przejazdami w konkurencjach western pleasure i classic pleasure, zajął bardzo dobre trzecie miejsce. I tu miało miejsce kolejne wydarzenie – wręczanie nagród w konkurencji „Type and Confirmation”, którą zdominowali Polacy z Janowa. Wszystkie konkurencje opóźniły się o około 2 godziny i Danusia Konończuk, która z Metropolisem oficjalnie wygrała klasę, została zdyskwalifikowana za niestawiennictwo przy wręczaniu nagród. Problem w tym, że od ostatniej konkurencji sportowej nie było zbyt wiele czasu na wyprowadzenie koni i nie została ona o tym powiadomiona. Jest to tym bardziej dziwne, że pozostałe zawodniczki z Janowa zostały poinformowane (też w ostatniej chwili) i janowskie ogiery wyprowadzano ze stajni w wielkim pośpiechu około godz. 21.00. Artur Bieńkowski mało nie dostał zawału! Wiem, że wieczorem telefony z Polską się przegrzewały, ale ostatecznie nie oprotestowano tej decyzji – ci, co byli, wiedzą jednak, jak wyglądały faktyczne wyniki klasy.

 

Impreza wieczorna przypominała obiad w firmowej stołówce – nie było tańców, ani wspólnej zabawy. Wszystkie ekipy trzymały się razem. Miłym akcentem, choć także niepozbawionym zgrzytów, były prezenty dla najmłodszych zawodniczek ufundowane przez firmę SWATCH. Niestety w ferworze zaangażowania zapomniano, iż wyczytana zawodniczka z Hiszpanii nie dojechała do Austrii z powodu choroby konia…

 

Sobotnia klasa Reining Freestyle odbyła się już na mokrym podłożu, ale jeszcze nadającym się do jazdy. Niestety pozostałe przejazdy miały miejsce w hali. Do startu zgłoszono w tej klasie 10 koni, co pokazało, iż przejazdy „warm-up” mimo iż nagradzane flots, celowo w niektórych konkurencjach były pomijane, by nie odkrywać potencjału startujących koni, ich programu i możliwości – choć możliwe, że względy finansowe też miały tu znaczenie. Znakomicie pojechała Leona Dries na wałachu Etan w programie w stylu „Jestem gwiazdą rocka”. Świetnie dobrana muzyka i właściwe akcenty przy przejazdach spowodowały, iż wg mnie powinna ona była wygrać. Na końcu okazało się jednak, że zajęła dopiero trzecie miejsce. Przy wyczytywaniu siedmiu najlepszych zawodników na środek wywołano i Marka Suligę, i Karolinę Klukę. Oczekiwaliśmy dobrego miejsca, gdzieś w okolicach 4-5 pozycji. Okazało się, że Wangelis zajął 5 miejsce, lecz Karolina z Decaho dalej nie była wyczytana. Napięcie rosło… Gdy na trzecim miejscu wyczytano Leonę Dries (przejazd bez wodzy – tylko z tasiemką wokół szyi konia), zaczęliśmy już krzyczeć z radości, przekonani, że „Dekuś” (jak go nazywamy) zajął drugie miejsce. Przypadło ono jednak Eleonore Danielsson na Hampusie ze Szwecji, która w programie jechała przebrana za Pippi, do składanki dyskotekowej z głównym motywem ze ścieżki dźwiękowej z tego filmu. Eleonora cały przejazd pokonała bez wodzy i sznurka wokół szyi (czapki z głów – bo to była rewelacja). Odebrało nam mowę – Karolina zajęła pierwsze miejsce!

 

Miłe akcenty zawdzięczamy także Markowi Sulidze, który na Wangelisie kilka razy jeszcze stawał na podium: w konkursie nr 31 Reining NRHA 2 był drugi, w konkursie nr 32 Reining NRHA 3 Mono piąty.
W tym samym dniu wielką niespodziankę sprawił jeszcze raz Decaho w przejeździe patternu nr 2 NRHA w reiningu uzyskując swój życiowy wynik – 132 punkty od dwóch sędziów, ostatecznie zajmując jednak 8 miejsce. Dodam, że sędziowie byli z USA i Kanady, z uprawnieniami NRHA – żeby nie było spekulacji co do ich kwalifikacji. Na szczęście reining był w przeciwieństwie do pleasure sędziowany normalnie. Niestety, kolejny pattern koń pojechał już gorzej i ostatecznie zajął w eliminacjach 9 miejsce, co dało mu jednak awans do finałowej dziesiątki. I tu po raz kolejny pojawiła się pani Elisabeth Chat. Wszystkie pozostałe konie wyzerowały swoje przejazdy z uwagi na pomylenie obowiązkowych elementów. W tej grupie znalazła się też Anna Łagodzińska (na Hrabinie), która przekręciła spiny. I co? Jak dokonano wyboru ostatniej pary wchodzącej do finałów? Okazało się, że po przekazaniu kart z wynikami do biura zawodów sędziowie nie mieli już nic do powiedzenia i nie analizowano punktów karnych uzyskanych w przejazdach (normalnie decydowałaby o tym najmniejsza liczba punktów karnych), lecz decydował rzut monetą. Ania miała szczęście i raz wygrała tenże rzut. Niestety w kolejnych rozstrzygnięciach odpadła. Podobna sytuacja miała miejsce w klasie Western Riding, z tym że rzut monetą decydował o 3 lub 4 miejscu wskutek otrzymania takiej samej liczby punktów. Machnęlibyśmy na to ręką, ale okazało się, że w przejazdach finałowych zamiast zapowiadanych 10 znalazło się 11 koni. Nie oprotestowywaliśmy tego jednak z uwagi na to, iż koronna konkurencja Ani – tyczki (Pole Bending), oraz finały Western Pleasure nam wystarczały. Uznaliśmy, że Hrabina nie jest koniem z dobrym programem do finałowego przejazdu reiningu i odpuściliśmy awantury. Jak się potem okazało, chyba nie powinniśmy byli tego robić.

 

W sobotę w reiningu znakomicie pojechał Marek Suliga, zajmując dobre miejsca: piąte w  reining NRHA 3, drugie w reining NRHA2, piąte w Reining Freestyle, podobnie w przejazdach western horsemanship, gdzie zajął 7 miejsce na trzynaście koni. Marcie Wołtosz nie udało się w sobotę w klasie kostiumowej arabskiej zająć tak dobrego miejsca jak w piątek, ale na szczęście weszła do finałów. Widać jednak było, iż z każdym przejazdem zarówno koń, jak i zawodniczka są coraz lepiej zgrani, a także obyci z hałasem na widowni i innymi końmi na arenie. Wpływ na gorsze miejsce miał także fakt, że sobotni przejazd był już na hali, a nie na zewnętrznej arenie.

 

Teraz czas na kolejne atrakcje z udziałem pani Chat. Po wyzerowanym przejeździe reiningowym Hrabiny poproszono nas do pani Chat, która widząc, jak klacz stawia nogi (jak modelka na wybiegu: jedną przed drugą) uznała, że to objaw kolki. Zaczęła krzyczeć na Anię, która nie zna w ogóle niemieckiego, a angielski bardzo słabo, po czym wezwała weterynarza, który zmierzył temperaturę Hrabinie i na podstawie okrzyków pani Chat orzekł, że koń faktycznie ma kolkę – pomimo iż przy nim koń się wypróżnił i zaczął jeść paszę oraz pić wodę. Co więcej, pani Chat zabroniła nam robić wieczorne treningi z pole bending twierdząc, że koń jest wycieńczony i słania się na nogach. Zagroziła nam przy tym, że zostaniemy niedopuszczeni do finałów, jeśli w jej przekonaniu koń nadal będzie wykazywał takie objawy wycieńczenia i kolki. W nocy, podczas naszej nieobecności, do konia podchodził weterynarz, co jest tym bardziej dziwne, że od stajni do naszego biwaku było 200-300 metrów. To był skandal. Oczywiście konisko było w dobrej formie i rano, pomimo starań organizatorów, by nie dopuścić do treningu, zrobiliśmy go. Nie był to jednak koniec naszych problemów. Pomimo obiecanego udostępnienia nam tyczek do treningu i hali, o 7.30 rano dowiedzieliśmy się, że jednak jest to niemożliwe. Pani Chat powiedziała, że chce rozmawiać z trenerem i właścicielem Hrabiny. Podenerwowani całą sytuacją, musieliśmy wysłuchać długiej tyrady  na temat specyfiki treningu młodych koni arabskich (Hrabina i Decaho były na zawodach najmłodsze – zaledwie 4-letnie). Warunkiem odbycia treningu był udział specjalisty – obserwatora Richiego Roya, bowiem jest to rzekomo dla Hrabiny nowość. Dodatkowo zalecono Hrabinie, która wśród koni biorących udział w klasie Western Pleasure zajęła 4 miejsce, doszkolenie się w tym zakresie. Grzecznie wysłuchaliśmy uwag – jednak Richiego przed przejazdem finałowym w western pleasure na trening nie wzięliśmy. Podczas treningu tyczek przyszedł sam i po kilku minutach powiedział nam, że jest zdziwiony poziomem treningu oraz wyszkoleniem konia, jako że wg niego araby w USA nie chodzą w tej klasie zbyt często. Po przejeździe pleasure przyszedł do nas niemiecki zawodnik i zarazem weterynarz, który dzień wcześniej zajął w reiningu pierwsze miejsce, i na prośbę organizatorów chciał nam udzielić kilku dobrych rad związanych z rzekomą kolką Hrabiny. Na pytanie, skąd wie o problemie, odpowiedział, że wprawdzie klaczy nie widział, ale wie o jej dolegliwościach od organizatorów. Widziałem, że nasz trener ma w oczach żądzę krwi, więc starałem się tonować jego wypowiedzi w tłumaczeniu na angielski, ale i tak wyszło na to, że nie jesteśmy zbyt sympatyczni. Miałem wrażenie, że to jakaś nagonka na nas…

 

Finały

I tak doczekaliśmy finałów. Niestety nasi westernowcy nie mieli tym razem swojego dnia. W klasach Western Pleasure na 10  koni zajęliśmy 6, 7 i 8 miejsce (odpowiednio Hrabina, Wangelis i Decaho). W przejazdach reiningowych widać było pełną mobilizację, a Decaho, który jechał na samym końcu, zmęczony już startami oraz zbyt wyspokojony, pojechał słabo. Polacy na 11 dopuszczonych koni zajęli finale 9 (Wangelis i Marek Suliga) i 10 miejsce (Decaho i Karolina Kluka). W finale klasy Western Riding Marek Suliga na Wangelisie zajął 3 miejsce, otrzymując 194,50 pkt.
Wreszcie doczekaliśmy się przejazdów w klasie Pole Bending. W przejeździe treningowym Ania mimo strąconej tyczki zajęła drugie miejsce, a w przejeździe finałowym bez problemu, z przeciętnym czasem, zajęła pierwsze miejsce. Tu trzeba powiedzieć, że większość zawodników jechała w tej klasie tylko po punkty do klasyfikacji generalnej i osiągane przez nich rezultaty były mierne, wręcz skandalicznie słabe. Część zawodników przejechała schemat w kłusie. Tyczki były rozstawione w pachołkach prawie nie wywracalnych, niezgodnych z informacjami podanymi przez organizatorów w warunkach klasy na stronie internetowej. Nikt nie wygrabiał dziur przy tyczkach, ani nie prostował ich po przejeździe zawodników, a ich rozstawienie pozostawiało wiele do życzenia.

 

I jeszcze emocje związane z finałem klasy Traditional Arabian Riding Class – po sobotnim przejeździe Marty Wołtosz sądziliśmy, że karty zostały rozdane, a tymczasem niespodziewanie wygrała ją Marta Wołtosz, której Elbaraday pojechał naprawdę nieźle.
Potem było wręczanie medali i chwile dumy, gdy słuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego (raz dla Marty Wołtosz za Traditional Arabian Riding Class i raz dla Danuty Konończuk za klasę Classic Pleasure). Oraz uczucie zawodu, gdy okazało się, że klasy, w których zajęliśmy pierwsze miejsca – Reining Freestyle oraz Pole Bending, nie są nagradzane medalami, a liczą się tylko do klasyfikacji generalnej, podobnie jak Western Horsemanship i Western Riding. Tym bardziej jest to dziwne, że do wręczania medali wyróżniono klasy mniej licznie obsadzone, jak cross (odpowiednik WKKW z 4 zawodnikami), czy też skoki.

 

W sumie jednak należy powiedzieć, że impreza była cennym doświadczeniem, zaś liczba startujących koni oraz ich przygotowanie stanowiło prawdziwe wyzwanie. Szczególnie podkreślić należy poziom koni w konkurencji Trail, która z uwagi na skomplikowanie schematów oraz naprawdę wysoki poziom była zdecydowanie na wyższym poziomie niż znane nam z polskich aren schematy. Okazało się też, że niedoceniane w westernie araby potrafiły pokazać wiele naprawdę dobrych przejazdów reiningowych, którymi mogłyby spokojnie rywalizować w Polsce z quarterami. Wiele z tych koni z sukcesami rywalizuje z aqh na zawodach NRHA w Austrii i w Niemczech. Pokłosiem tej imprezy jest organizacja klas westernowych na jesiennym pokazie w Janowie, która to impreza ma za zadanie promocję w sporcie i użytkowaniu pod siodłem koni arabskich. Cennym doświadczeniem było także ustawienie strategii do klasyfikacji generalnej najlepszego konia w klasach western i classic. Istotnym był dobry dobór konkurencji, które mogły wpłynąć na ostateczny wynik. Dziwne jednak było dopuszczenie do startu w 6 konkurencjach dziennie, gdy u nas w Polsce dopuszczone są maksymalnie 3 starty dziennie. Skutkiem tego było spore obciążenie dla koni, choć oczywiście podnosiło to widowiskowość imprezy. Zawody rozgrywane były na podstawie przepisów ECAHO, NRHA i FEI.

 

Jeszcze jedno. Stwierdziliśmy, iż za wyjątkiem Metropolisa i Albuma, przygotowywanych przez Danutę Konończuk, konie z Janowa były średnio przygotowane do startu w zawodach, podobnie jak zawodnicy, którzy swój brak doświadczenia nadrabiali determinacją i wolą walki. Oczywiście w klasach w ręku było odwrotnie, przewaga Janowa była przytłaczająca, my zaś zbagatelizowaliśmy te konkurencje, uznając, że pokazywanie na zawodach sportowych koni w ręku jest zasadniczo bez znaczenia. Tymczasem waga klasy „Type and Confirmation” była przynajmniej medialnie tak samo ważna jak inne klasy sportowe.

 

Sądzę, że w przyszłym roku jest pole do popisu dla polskich arabów, a z pewnością istnieje pole do popisu w skokach, krosie i ujeżdżeniu, gdzie nie było ani jednego polskiego zawodnika. Pomimo wielu mankamentów jesteśmy pewni, że w przyszłym roku powalczymy w Stadl Paura o medale z nadzieją na lepsze wyniki.

 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --