Piątek . 21.09.2018 . 08:03
   
 
 
 
  Polskie Araby

Pride of Poland

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
Pride of Poland - 49th Janów Podlaski Auction
Monika Luft
Dwie aukcje –...
"Tegoroczne nagłówki prasowe to „kopiuj-wklej” z 2017”...
więcej
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
Reklama:
nasz cennik
--
--
--
--
--
--
--
 
 
Pride of Poland 2018
 
Autor: Monika Luft (PL), Press release (ENG) | 2018-08-16 | Drukuj
 

 Trollowanie aukcji Pride of Poland: odsłona trzecia

 

Po raz trzeci już janowska aukcja stała się ofiarą trollingu. Mimo że zakończyła się wyraźnie lepszym wynikiem niż rok temu – podczas niedzielnej aukcji głównej (12 sierpnia) sprzedano sześć z jedenastu zaoferowanych koni, za ogólną sumę 501 tys. euro, z michałowską Parmaną (Al Maraam – Palmira/Monogramm) jako rekordzistką aukcyjną (180 tys. euro), a poniedziałkowa Summer Arabian Horse Sale (13 sierpnia) przyniosła sprzedaż 11 koni spośród 20 zaoferowanych, za łączną kwotę 233 tys. euro, z michałowską Prosarią (Kabsztad – Prosna/Grafik) jako najdroższym koniem (35 tys. euro) – okrzyknięto ją „hańbą i klęską”, a tegoroczne nagłówki prasowe to „kopiuj-wklej” z 2017.

 

Ogólny wynik obu aukcji 2018 to 734 tys. euro (za 17 sprzedanych koni), podczas gdy przed rokiem obie aukcje zamknęły się wynikiem 554 tys. euro za 17 koni. „Trudno się spodziewać cudów w sytuacji, kiedy rynek jest, jaki jest – zauważa prof. Krystyna Chmiel. – „Pogoda” na konie arabskie zależy od wielu czynników, a szczególnie od podaży tych koni na rynkach światowych. Porównywanie z rekordowymi wynikami nie ma sensu, gdyż osiągane one były w innych czasach”. Prof. Chmiel przypomina, że np. w 1995 łączna cena za 22 klacze wyniosła 263 tys. USD, a rekordzistką została klacz Pisanka (35 tys. USD; średnia cena za konia: 11955 USD). Tymczasem tegoroczna aukcja główna przyniosła średnią cenę 83500 euro. „Łącznie z Summer Sale sprzedano 17 koni, 7 z Janowa, 6 z Michałowa, 3 z Białki, a 1 z hodowli prywatnej. Mało? Tak, ale gdyby sprzedano więcej, czy nie pojawiłby się zarzut o wyprzedaży?” – zastanawia się prof. Chmiel. „Bambinę licytowano zawzięcie, ale gdyby została sprzedana za proponowaną cenę 60 tys. euro – to dopiero byłaby wyprzedaż!” – podsumowuje i wysnuwa analogię ze wspomnianymi czasami połowy lat 90.: "Po fatalnym roku 1995 nastąpił 1996, kiedy zanotowano niewielki wzrost przychodu z aukcji. Łączna suma uzyskana za 17 klaczy (Polish Prestige) wyniosła 365 tys. USD, rekordowa – 71 000 USD za kl. Eleuza, a średnia – 21 471 EUR. Podobną, niewielką tendencję wzrostową w stosunku do zeszłego roku, odnotowano i teraz".

 

Polskie konie wyjadą m.in. do Izraela, Belgii, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a także w zupełnie nowym kierunku – do Mongolii. „Jesteśmy dość zadowoleni z końcowego wyniku, choć oczywiście zawsze może być lepszy. Jednak zarówno sytuacja na światowych rynkach koni arabskich, jak i stale podejmowane próby storpedowania janowskiej aukcji, nie sprzyjają sukcesowi. Dlatego tym bardziej cieszymy się, że nabywców znalazło aż 17 koni. Chcę zaznaczyć, że ciężar organizacji aukcji spoczywał w tym roku wyłącznie na trzech stadninach państwowych, także pod względem finansowym. Mocno ograniczyliśmy koszty w stosunku do poprzednich edycji” – powiedział po aukcji Maciej Paweł Grzechnik*. „Ludzie, którzy przyszli, byli wręcz zachwyceni, miałem bardzo dużo pozytywnych opinii na temat tego, że hala została przygotowana na bardzo wysokim poziomie. Spodobało się ludziom, że zaproponowaliśmy coś innego, coś świeżego – mówił mediom prezes SK Janów Podlaski Grzegorz Czochański. – Aukcja pod względem organizacyjnym udała nam się bardzo dobrze, impreza towarzysząca też przyciągnęła bardzo dużo osób, wręcz nie spodziewałem się, że wracając do stadniny z Warszawy, po Czempionacie Narodowym, zobaczę takie tłumy zadowolonych ludzi”.

 

Cóż z tego, gdy to nie sytuacja na rynku koni arabskich, ani imprezy towarzyszące aukcji – z widowiskowym Teatrem Konnym Katarzyny Cygler jako wstępem, utworem zespołu „Rokiczanka” jako rozbiegówką i aukcją charytatywną jako zachętą do sięgnięcia do portfeli – znalazły się w centrum uwagi. A szkoda, bo aukcja naprawdę była inna niż wszystkie dotychczasowe i warto docenić, że organizatorzy poszukiwali nowej formuły, gdy stara wyraźnie się zużyła. Postanowili zrealizować to, co należało zrobić od samego początku, a mianowicie ograniczyć rozmach organizacyjny (a co za tym idzie, rozbuchane koszty – w tym roku nie było wianuszka spółek Skarbu Państwa), powrócić do idei imprezy dla kupców i dla środowiska, a nie dla polityków i mediów, postawić na bardziej kameralny, ale i bardziej przyjazny charakter eventu, gdy nikt nie prześladuje nachalnymi kamerami licytujących. Przede wszystkim jednak w tym roku lepiej przemyślana była lista aukcyjna, zdecydowanie bardziej atrakcyjna niż np. rok temu. Doskonały był pomysł zmiany przestrzeni w hali aukcyjnej, do której wchodziło się jak do teatru. Oświetlenie, elegancka scenografia i przyjazna atmosfera zaaranżowanego w niecodzienny sposób wnętrza, tak różne od zwykłego widoku janowskiej hali, robiły wielkie wrażenie, zwłaszcza na osobach pamiętających poprzednie edycje. „Toporność hali przykryto ciemnymi kotarami ograniczając przestrzeń do ringu aukcyjnego i trzech rzędów stołów dla ok 360 osób: klientów, zaproszonych gości i przedstawicieli stadnin. Sześcioosobowe stoły, nakryte biało, ładnie prezentowały się w dobrej oprawie światła” – napisał na swoim blogu „Koń a sprawa polska” Marek Grzybowski, który zajął miejsce aukcjonera po 18 latach przerwy i którego powrót do tej roli również był niemałą niespodzianką.

 

Aukcję charytatywną (dochód ze sprzedaży michałowskiego kuca – 5600 euro – przeznaczono na rzecz poszkodowanej w pożarze rodziny z gminy Janów Podlaski) poprowadzili wspólnie prezes SK Michałów Maciej Paweł Grzechnik oraz konferansjer Brian Scott. Po aukcji zlicytowali także faksymile manuskryptu Wacława Emira Rzewuskiego (wydane przez Dom Emisyjny Manuscriptum), które miało swoją premierę tuż przed aukcją. W uroczystym odsłonięciu dzieła uczestniczył prof. Andrzej Strumiłło. 8 tys. euro za wierną kopię manuskryptu zaoferował nabywca z Arabii Saudyjskiej.

 

Rozdzielenie imprez – trolling nr 1

 

Gdzie więc trolling? Przed imprezą, na jej początku, w trakcie i na końcu. Napięcie i nieprzyjemne incydenty towarzyszące imprezie niestety mają wpływ także na zainteresowanie aukcją i na ceny koni. Pośrednio – bo wielu kupców omija już, po dwóch poprzednio strollowanych edycjach, Janów; i bezpośrednio, bo widząc, co się dzieje, niektórzy z nich muszą poczuć się zniechęceni. Akurat araby, podobnie jak pieniądze, lubią ciszę.

 

Najpierw wyjątkowo niepomyślna w skutkach okazała się decyzja KOWR o rozdzieleniu Czempionatu Narodowego i aukcji i właściwie to ona stała się pierwszym elementem tegorocznego trollingu. Decyzję motywowano, po jej ogłoszeniu, organizacją wielkiej wystawy rolniczej na Służewcu z okazji 100-lecia niepodległości. Czempionat Narodowy Koni Arabskich miał być częścią wystawy – zapowiadano nawet (m.in. w programie TVP „Tydzień” mówili o tym prezes PKWK Tomasz Chalimonik i ówczesny prezes KOWR Witold Strobel) sprowadzenie do Warszawy jako jednej z atrakcji półtoratonowego byka. Zapowiadano również tłumy, które podziwiać będą konie arabskie. Tymczasem jednak zmieniła się dyrekcja KOWR i o wystawie rolniczej zrobiło się cicho. Nie odwołano jej, po prostu przestano o niej mówić. Logicznym rozwiązaniem byłby w tej sytuacji powrót Czempionatu Narodowego do Janowa. Niestety, nie tylko czempionat pozostał na Służewcu, ale rozciągnięto go aż na trzy dni, choć zapisanych było zaledwie 75 koni. A publiczności było jak na lekarstwo... Finały zaplanowano i przeprowadzono w niedzielny poranek – zakończyły się w momencie, gdy w Janowie zaczynał się Dzień Otwarty, zwieńczony aukcją. Goście, którzy chcieli obejrzeć i finał czempionatu, i uczestniczyć w aukcji, musieli jechać na sygnale z Warszawy do Janowa. Oczywiście jeszcze gorzej byłoby, gdyby, zgodnie z pierwotnym planem, aukcję zorganizowano tydzień po czempionacie. Wtedy już na pewno nikomu z chętnych nie udałoby się pogodzić pobytu na obu imprezach – albo czempionat, albo aukcja, tertium non datur.

 

Tak czy inaczej, przeniesienie Czempionatu do Warszawy to był strzał w kolano i trudno nie zadawać sobie pytania, dlaczego ten fatalny scenariusz zrealizowano. Można domniemywać, że chodziło o jeszcze większe osłabienie aukcji, do której przygotowania i tak przebiegały w atmosferze istnej medialnej nagonki (do czego zresztą zdążyliśmy się przyzwyczaić, bo to już przecież trzecia edycja, od kiedy konie arabskie znalazły się na politycznej wojnie).

 

Odwoływanie aukcji – trolling nr 2

 

Co i raz środowisko obiegała plotka o odwołaniu aukcji, czemu walnie pomagały media, ogłaszając owo „odwołanie” na nagłówkach (RMF bawił się skojarzeniami, że nie ma „Pride of Poland”, choć chodziło o to, że ważą się losy pełnej nazwy imprezy; w świat poszła jednak informacja, że nie ma samej aukcji), bądź rozsiewając fake newsy – o zmianie daty na zaledwie 10 dni przed imprezą (Polskie Radio), czy o radykalnym wzroście cen biletów, podczas gdy było dokładnie odwrotnie: zaproszenie VIP (miejsce przy stoliku plus catering) rok temu kosztowało 800 zł (wejściówka na samą aukcję), a w tym roku 450. Tymczasem media uparcie porównywały (i nadal to robią w swych relacjach po-aukcyjnych) cenę zaproszenia VIP do ceny biletów dla publiczności, z których w tej edycji w ogóle zrezygnowano.

 

To, że plotka nie była tylko plotką i rzeczywiście „nowy” KOWR wraz z Ministerstwem Rolnictwa rozważał ten wariant, potwierdził minister Jan Krzysztof Ardanowski: „Wcześniej zastanawiałem się, czy aukcji nie odwołać, ale zgłosiło się kilkudziesięciu kupujących, więc było za późno”.* Owo „zastanawianie się” nie mogło nie mieć wpływu na przygotowania. Gwałtowne i wielokrotne wciskanie hamulca, gdy pojazd przyspiesza, niesie za sobą zawsze ryzyko wywrotki. Każdy tydzień przygotowań mógł być przecież tym ostatnim. Delikatna materia „kupiecka”, utkana z lęków, kalkulacji, chęci przypodobania się decydentom czy sędziom, jest podatna na rozregulowywanie. Nie trzeba być prorokiem, by wiedzieć, że wysyłane w świat pogłoski o odwołaniu aukcji pomogły zniechęcić wielu potencjalnych kupców. To, że do aukcji w końcu doszło i do tego nie okazała się klęską, to swoisty cud.

 

Zawirowania w programie – trolling nr 3

 

Aukcja się odbyła, jednak zapowiedziany na g. 14.00, oczekiwany przez wiele osób, otwarty dla wszystkich pokaz koni aukcyjnych przed Stajnią Zegarową, rozpoczął się ze znacznym opóźnieniem. Jak się dowiedzieliśmy, nie było nikogo w Janowie, kto mógłby ten pokaz poprowadzić i przedstawić konie (mimo poczynionych wcześniej przez prezesa Grzegorza Czochańskiego ustaleń z jednym z wieloletnich pracowników stadniny). Ratując sytuację, Hanna Sztuka, dyr. ds. hodowli w SK Michałów, pędziła do Janowa ze Służewca. Wszystko to spowodowało dalsze przesunięcia w programie dnia, irytację czekającej przeszło godzinę w pełnym słońcu publiczności i nerwowość wśród organizatorów.

 

Zafiksowane ceny – trolling nr 4

 

Marek Grzybowski napisał po aukcji na wspomnianym wcześniej blogu: „Terror medialny i obawa przed zarzutem „sprzedaży za pół ceny”, ciągle paraliżuje stadninowych decydentów, uniemożliwiając im podejmowanie racjonalnych decyzji”. „Zafiksowane zostały i zdeponowane w zamkniętych kopertach w KOWR na kilka dni przed aukcją bez wiedzy, jacy klienci przyjeżdżają, bez rozeznania, co chcą kupić. Pozbawiło to prezesów, a zwłaszcza mnie – aukcjonera, niezbędnej elastyczności. (…) Nie udało się przekonać urzędników z KOWR, że to rynek wyznacza ceny, że niesprzedanie dwóch pierwszych koni po cenach wylicytowanych może doprowadzić do katastrofy całej aukcji” – czytamy. Znów więc – sukces mógł być większy, ale urzędnicy nie pozwolili.

 

TVN – trolling nr 5

 

Przedstawicielom mediów, jak poinformowało nas biuro prasowe, wydano 30 akredytacji. Chętnych było, jak się dowiadujemy, znacznie więcej. Jednak każdy, kto był na aukcji, musi zdawać sobie sprawę, że tegoroczna aranżacja przestrzeni nie zezwalała na nieograniczoną liczbę ludzi w środku. Nie ma jednak mowy o tym, by impreza nie była transparentna, gdy obecnych jest w sumie kilkadziesiąt aparatów fotograficznych i kamer. Ekipa TVN weszła do hali mimo braku akredytacji, na „polecenie z góry”. Potwierdził to minister, odnosząc się do dyr. aukcji Macieja Grzechnika: „Wiem, że nie chciał wpuścić niektórych dziennikarzy na aukcję. Dlatego musiałem interweniować, przypomnieć, na czym polegają obowiązki pracownika państwowego. Nie można utajniać wyników takiej aukcji, wszystkie działania powinny być transparentne”***. Trudno powstrzymać się od komentarza, że najwyraźniej, zdaniem ministra rolnictwa, nietransparentne i ukryte jest to, przy czym nie ma kamer TVN, bo przecież były obecne (i akredytowane) ekipy TVP, Polsat News i Superstacji.

 

Tymczasem, ku zdziwieniu gości, przedstawiciele mediów po wejściu do hali usadowili się na... scenie, uniemożliwiając rozpoczęcie imprezy o czasie. Scenę opuścili dopiero po długich apelach. Z kolei po aukcji ekipa TVN wywołała i następnie rozdmuchała do rozmiarów afery incydent z prezesem Grzechnikiem, zniecierpliwionym kilkudziesięciominutowym „polowaniem”, jakiemu został poddany. Przedtem, tego samego dnia, minister Ardanowski powołał kolejną, tym razem, wedle jego własnych słów, „nieliczną i elitarną” radę ds. hodowli, w której pierwsze skrzypce grać mają tefałenowscy „arabo-celebryci”, a więc Anna Stojanowska i Jerzy Białobok. Tak oto sytuacja na aukcji oraz poprzedzające ją zdarzenia nieoczekiwanie potwierdziły tezę stawianą przez Józefa Orła (komentator polityczny, szef Klubu Ronina), który mówił niedawno: „Pamiętajmy, że PO reprezentuje układ głęboko rządzący w Polsce, a więc owe „deep state”: media, biznes, służby, związki z zagranicą. To jest układ dużo silniejszy niż PiS. Układ, który przegrał w demokratycznych wyborach, ale który swoją siłę zachował”.**** Czyż może więc dziwić, że i w Janowie to właśnie TVN rozdawał karty? Swoją drogą, wywiad z Józefem Orłem warto polecić doradcom Pana Ministra, bo chyba nie tylko walka z ASF (afrykańskim pomorem świń) jest problemem jego resortu.

 

Za rok odbędzie się (najprawdopodobniej, bo przecież nikt racjonalnie myślący nie przewidzi ruchów KOWR) 50. edycja aukcji w Janowie Podlaskim. Bardzo ciekawe, jakim tropem pójdą jej organizatorzy. Czy wyciągną wnioski z błędów trzech edycji „po zmianach”? Czy wybiorą własną drogę? A może będziemy świadkami „powrotu do przeszłości”, czyli w stare, utarte przez 15 lat, koleiny?

 

 


Wyniki
(Ceny netto w EUR)
 
Pride of Poland – 49th Janów Podlaski Auction
(12 zaoferowanych klaczy, 1 wycofana, 11 w ofercie)

 

Parmana 180 tys. Izrael
Pilarosa 133 tys. Czechy
Esima 65 tys. Arabia Saudyjska
Foggita 56 tys. Polska
Elbera 52 tys. Belgia
Perika 15 tys. Izrael 

 

Summer Arabian Horse Sale 2018

(20 zaoferowanych koni, 19 klaczy i 1 ogier)

 

Prosaria 35 tys. ZEA 
Elawira 32 tys. Belgia
Polka 31 tys. Rumunia 
Anawa 23 tys. Arabia Saudyjska 
Wieża Nimf 22 tys. Polska
Binduga 21 tys. brak informacji (sprzedaż poprzez agenta)
Perla 21 tys. Mongolia
Cenobia 15 tys. Polska 
Elfontana 11 tys. ZEA 
Parimala 11 tys. Mongolia 
Milian 11 tys. Mongolia 

---------------------------------------------------------
*janowauction.com
** Gazeta Pomorska Bydgoszcz, 16.08.2018
*** j.w.
****„Sieci”, nr 32, 6-12.08.2018

 

Wideo: Janów Podlaski Auction 2018 - impresja

 

 

 
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach czy też w prasie drukowanej
wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.
 
 
   
  --