Piątek . 20.10.2017 . 03:13
   
 
 
 
  Polskie Araby

Pokazy

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
Araby i twitter - 2
Monika Luft
Sędziowie pod lupą
Związani z branżą "arabską" użytkownicy Facebooka po zakończonym w...
więcej
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
Reklama:
nasz cennik
--
--
--
--
--
--
--
 
 
Artykuły Galeria Kalendarium
Białka 2014. Zamiast relacji, rozmowa w drodze powrotnej
 
Autor: polskiearaby.com | 2014-06-13 | Drukuj
 
Rozmawiają: Krzysztof Dużyński, właściciel portalu polskiearaby.com oraz Monika Luft, wydawca portalu polskiearaby.com.

K.D.: Artykułu o Białce nie będzie?
M.L.: Typowej relacji, w której opowiadamy o tym, co się wydarzyło, nie będzie.
K.D: Czy to dlatego, że próbujemy nie mieszać własnych doświadczeń z opisem imprezy? W branży końskiej jest to szczególnie widoczne, bo wiele osób ma swoje interesy i czasami łączy różne funkcje. My jesteśmy troszkę zaangażowani, przeżyliśmy pewne rozczarowanie i to może wpływać na nasze spojrzenie.
M.L.: W przypadku mediów hobbystycznych, takich jak ten, bez osobistego zaangażowania nie ma głębszego wejścia w temat.
K.D: Jednocześnie jest tylu wirtualnych doradców, którzy układają programy hodowlane, troszczą się o losy poszczególnych rodów męskich czy żeńskich, zastanawiają się teraz np. nad szerszym wykorzystaniem ogiera z Bełżyc, który odniósł sukces w Białce.
M.L.: Każdy ma prawo dywagować. Często przypominam sobie w takich sytuacjach sentencję, która idealnie to opisuje. Jej autorem jest dyr. Marek Trela: najłatwiej hoduje się cudze konie. Ale od pewnego czasu, niezbyt długiego, żyjemy w wolnym kraju i każdy może otwarcie wyrażać swoją opinię. Z tym, że na ogół nie ma to najmniejszego wpływu na nic. Nie w tej branży. Bo ten, kto naprawdę hoduje konie, musi podejmować decyzje niezależnie od wirtualnych doradców.
K.D: Wspomniałaś dyr. Trelę. Był on jednym z pierwszoplanowych aktorów tegorocznego spektaklu w Białce, ze względu na swoje dosyć istotne wybory w ostatnich dwóch sezonach.
M.L.: Stanął mi w oczach tamten pamiętny paryski pojedynek, w którym o tytuł czempiona świata walczyły Kahil Al Shaqab i Shanghai E.A. To było, jak wiemy, niezwykle emocjonujące starcie i już wówczas pisaliśmy – ale nie tylko my, także inni – że dwa lata później odbędzie się inny pojedynek, na potomstwo tych dwóch ogierów w Polsce. Wiadomo już było wówczas, że Kahil trafi do Janowa, a Shanghai będzie użyty w Michałowie. Białka 2014 miała być swoistym polem bitwy. Pytanie, czy do tej rywalizacji faktycznie doszło. Moim zdaniem, nie do końca, a to z powodów ilościowych. Kahil został użyty na bardzo szeroką skalę – w samym Janowie urodziło się w sumie 59 jego potomków (38 roczniaków i 21 tegorocznych źrebaków). W pierwszym dniu białeckiego przeglądu stadnina janowska pokazała tylko jednego konia, który nie był potomkiem Kahila Al Shaqab! Tymczasem w Michałowie w 2013 urodziła się zaledwie dziewiątka źrebiąt po Shanghaiu, a do Białki przyjechała tylko jedna ich reprezentantka – przyszła czempionka roczniaczek Galerida. Skala jest więc nieporównywalna. Podczas pokazu obejrzeliśmy ogółem 23 roczniaki po Kahilu i 8 po Shanghaiu, w tym po siedem znajdujących się w rękach prywatnych. Żadne z tych czternaściorga urodzonych u prywatnych hodowców potomków Kahila i Shanghaia nie nawiązało walki z czołówką. Jeśli więc chcielibyśmy mówić o pojedynku, to jedynie wśród „państwowych” koni, i był to pojedynek 16:1.
K.D: Pod względem statystycznym i widowiskowym inwazja potomków Kahila była znacząca – niemal jedna piąta koni startujących w tegorocznej Białce. Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale według mnie robiły one wrażenie. W pierwszej chwili musieliśmy niejako zmienić sobie ogniskową – przyzwyczaić oko do innego nieco widzenia rocznego konia rasy arabskiej. Nazwaliśmy to, dla uproszczenia, stylem „amerykańskim”, z tym, że są to konie ruszające się, rosłe, świetnie odchowane, o bardzo poprawnej budowie i długich szyjach. Ale o głowach innych niż te, które w ostatnim czasie były modelowe dla polskiej hodowli, innych niż – używając michałowskiego określenia – „kieliszkowce”. Mam na myśli głowy „eksternowate”, krótsze, mocniej wyprofilowane.
M.L.: Mówiąc wprost – nie tylko mieliśmy oko przyzwyczajone do innych głów, ale i lubiliśmy te wygięte linie i te krótkie, zgrabne głowy z „pyszczkiem w kształcie smoczka”. Tymczasem na ring wkroczyły konie w zupełnie innym typie, o głowach dłuższych, „klinowatych”, w których odległość między okiem a nozdrzami jest zauważalnie większa. Przez to inne stają się proporcje głowy. To było pewnym szokiem, bo nawet logotypy stadnin koni arabskich graficznie odwołują się do rysunku wdzięcznie wygiętej głowy.
K.D: Po jakimś czasie oko się przyzwyczaja. Gdy oglądałem piętnastego małego „kahila”, uczucie dyskomfortu znikło, ogniskowa się nastawiła. W tej masie owo wrażenie obcości przestało być dojmujące i myślę, że ulegli temu też sędziowie, którzy bardzo wysoko ocenili potomstwo Kahila. Dla wielu z tych koni być może były to nawet oceny ich życia.
M.L.: Trudno prorokować, ale dziś może się wydawać, że to początek nowego standardu konia arabskiego – przynajmniej w Polsce. Nie będziemy już czytać w relacjach o „krótkich główkach” jako o synonimie „dobrych głów”. Bo przecież to nie jest tylko ten rok. Białka 2015 będzie wyglądać podobnie, jeśli chodzi o klasy roczniaków, a „kahile” będą już również w dwulatkach. W 2016 trudno będzie wypatrzyć w Białce konia w „dzisiejszym” typie. W tym roku oko, by tak rzec, odpoczywało przy dwulatkach i trzylatkach. Za dwa lata dominować będzie typ umownie nazwany przez nas amerykańskim, zwłaszcza że i inni hodowcy, widząc, że zdobywa on uznanie sędziów, nie odważą się być może przywozić koni w „dawnym”, z perspektywy roku 2016, stylu. Zresztą już teraz prywatni hodowcy poszli w tym kierunku, używając np. og. FA El Shawan.
K.D: Zaczęłaś wróżyć. Skupmy się na dziś. Użycie Kahila to była też gra hazardowa. Dochodziły nas słuchy, że nie było poczucia wygranej od początku. Na zjeździe PZHKA, gdy pokazano źrebaki, była chwila grozy. Po pierwszym przeglądzie hodowlanym było już podobno bardziej optymistycznie. Jak pamiętam, tobie źrebięta przy matkach średnio przypadły do gustu. A dziś możemy z całą pewnością stwierdzić, że te konie progresują. To, jak są zbudowane, jak się ruszają, jest zgodne z filozofią Janowa. Może nie będą ścigać się z końmi francuskimi, ale powinny być raczej dzielne na torze. Mogą się okazać ciekawą propozycją dla rajdowców. A niektóre przebiją się urodą. W tej masie koni znajdą się też i naprawdę dobre głowy.
M.L.: A niektóre klacze staną się świetnymi matkami.
K.D: Tak, nazwałem to w duchu „wylewaniem fundamentów” pod przyszłość Janowa Podlaskiego. Nie wiem, jakie jeszcze pomysły będzie miał dyr. Trela, ale taki fundament, na wielką skalę, o ogromnych konsekwencjach na przyszłość, został przygotowany.
M.L.: Co to oznacza dla hodowców prywatnych? Można oczywiście powiedzieć: jeśli komuś nie podoba się ten typ konia, nikt go nie zmusza do hodowania arabów. Dla wielu osób jest to hobby, nie zawód. Ale tak czy inaczej, wiemy, że dla sporej liczby ludzi to ważna część życia, z której nie będą chcieli rezygnować. Czy ci hodowcy będą musieli się podporządkować, niezależnie od własnego gustu? Czy będą robić swoje i poszukają szczęścia na innych pokazach, niezdominowanych przez konie z polskich stadnin państwowych? Tam, gdzie standard „amerykański” nie będzie obowiązujący. Chociaż sukces Galeridy może oznaczać, że będą współistnieć dwa standardy.
K.D: Oboje lubimy zajmować się ogierami, które nam się podobają. Darzymy sympatią m.in. ogiera Shanghai E.A. Finał czempionatu klaczek rocznych był dla mnie ciekawym doświadczeniem, ze względu na Galeridę. I to nie dlatego, że widziałem ją jako źrebaka, a potem odsada i bardzo jej kibicowałem. Po prostu konkurencja pięciu gniadych koni, tak mocno przystemplowanych, to było coś niecodziennego. A ona jak z innego świata! Powiedzmy sobie szczerze, Galerida nie wygra Nagrody Sabelliny. Ale może przynieść swej macierzystej stadninie wiele radości i dumy.
M.L.: Może też stać się doskonałą reklamą polskiej hodowli na świecie.
K.D: Matki jej konkurentek to bardzo porządne klacze, z których najlepsza wydaje się Panonia. I czy ktokolwiek mógłby się spodziewać od klaczy Bursa po Aslanie takiej córki, jak Burza? To oczywiście świadczy też o sile Kahila jako reproduktora. Ale klasa matki, jaką jest Galilea, to klasa światowa! A sędziowie docenili wdzięk pokazowy Galeridy, biorąc pod uwagę, że nie jest to koń o tak mocnej budowie, czy tak siłowym ruchu, jaki pokazały pozostałe konie. Powiem jeszcze o pewnym zaskoczeniu, gdy córka Piaffa pokonała Piacollę. Byliśmy pewni, że to Piacolla wygra, zdając sobie sprawę, że sędziowie, z sympatii dla konia, dla jego urody, przymykają oko na pewne drobiazgi. Kłoda Piacolli nie jest kłodą perfekcyjną, lepszą może pochwalić się tegoroczna czempionka Anawera. Natomiast ten rodzaj charyzmy pokazowej jest u Piacolli niezwykły. To jest trudne do wypunktowania. Wiadomo, że mamy tu do czynienia z czymś między konkursem piękności a zawodami w łyżwiarstwie figurowym. Dzień, nastrój, otoczenie – wszystko wpływa na oceny sędziów. Ale i tak jesteśmy pewni, że Piacolla trafi w bardzo dobre ręce. Bez wątpienia będzie przebojem aukcyjnym. Kilka lat temu podobny scenariusz był realizowany w przypadku Piacenzy i sprawdził się w stu procentach.
M.L.: Możemy się zastanawiać, czy Piacolla przebije ceną Piacenzę, ale o jej przyszłość jesteśmy całkowicie spokojni.
K.D: A czy ciebie raziło szaleństwo punktacji? Sędziowie doprawdy chwilami odlatywali. To były jedne z najwyższych ocen w historii pokazu w Białce! Myślisz, że to zabawa sędziów, czy masz może zastrzeżenia do ich uczciwości czy umiejętności?
M.L.: Nie, nie mam. To byli doświadczeni sędziowie, którzy wiedzieli, co robią. To nie była „radosna twórczość”, lecz przemyślane działanie.
K.D: Zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz. Białka wzbudza emocje, bo to nie jest taki zwykły, normalny pokaz, gdzie się jedzie po flot, czy też „zagrać konia”. Jest to rodzaj licytacji na pomysły hodowlane, na koncepcje. Dla mnie to połączenie przeglądu hodowlanego z show. Ta formuła jest dość czytelna. Wielu z tych koni więcej nie zobaczymy na żadnym europejskim pokazie. Może spotkamy je na wyścigach, może wyróżnią się w hodowli. Ale ich kariera pokazowa tu się zakończy, teraz lub za rok.
M.L.: Pokazy wyrosły z idei przeglądów hodowlanych, lecz z czasem stały się widowiskiem. Pytanie, czy tegoroczne widowisko białeckie straciło czy zyskało na tym, że nagle pojawiło się aż tyle koni do siebie podobnych, niemal identycznych? Słyszałam głosy mówiące o „klonach”. Tak bardzo silnie stempluje Kahil Al Shaqab, że trudno odróżnić jeden egzemplarz od drugiego. W pewnym więc sensie widowisko na tym straciło. Różnorodność, która jest cechą dobrego show, w pierwszym dniu pokazu była dużo mniejsza, niż my, jako widzowie, byśmy oczekiwali. Ale oczywiście, jeśli jest to przegląd hodowlany, to pokaz spełnił swoją rolę. Zobaczyliśmy, jaki jest efekt pomysłu na użycie tego ogiera. I na pewno hodowcy mają materiał do przemyśleń.
K.D: W przypadku piłki nożnej mówi się, że gospodarzom pomagają nawet ściany. Możemy założyć, że „kahile” fantastycznie wypadną również w Janowie. Odległość stu metrów od ringu pokazowego, brak konieczności transportu, specjalnej logistyki – to wszystko zaprocentuje podczas Czempionatu Narodowego. A Białka jest moim zdaniem szansą dla koni białeckich, z których niewiele pojedzie gdzieś daleko. Za to w przyszłości, pod warunkiem rozsądnych wyborów, odwdzięczą się hodowcom. Michałów, jak zwykle, spisał się pod względem strategicznym, hodowlanym i promocyjnym znakomicie. Należy przypuszczać, że dominacja Michałowa byłaby jeszcze większa, gdyby pokaz był rozgrywany na jego terytorium. Tymczasem wśród hodowców prywatnych daje się odczuć rodzaj żalu, że jest u nas tak mało pokazów. Włosi mają ich kilkanaście; na samej Sycylii, w o wiele trudniejszych warunkach klimatycznych, jest ich kilka. Tego się nie da jednak łatwo zmienić. Na szczęście, pojawiają się nowe pokazy, na których konie prywatne mają szansę zaistnieć – słyszałem taki głos: tam wreszcie będziemy mogli „zagrać” nasze konie! Od pomysłowości i przedsiębiorczości organizatorów zależy, czy te pokazy będą się rozwijały czy też nie. Ci, którzy narzekają, muszą się zastanowić, czy sami byliby w stanie taki pokaz urządzić. Kiedyś oboje myśleliśmy o pokazach bardziej w kategoriach coubertenowskich, olimpijskich, że to jest rywalizacja o medale, w duchu amatorskim, czystym, bez ograniczeń. Dziś wiemy, że wszystko jest nacechowane wpływami, sympatiami. Nie wierzę, że jeśli jakiś sędzia nie znosi któregoś prezentera – z różnych powodów, np. był świadkiem jego brutalności wobec konia – pozostanie to bez wpływu na ocenę innych koni w ręku tegoż prezentera. Na pytanie, czy ktoś kogoś skrzywdził, odpowiedź jest taka: może padało inaczej słońce, może ktoś kogoś nie lubi. Sędziowie zwykle są uprzejmi wobec gospodarzy, tym bardziej, że sędziują u innych sędziów, w tym przypadku z Polski.
M.L.: Skoro jesteśmy przy sędziach, nie udawajmy też, że nie wiedzą, czy oceniany koń jest ze stadniny prywatnej czy państwowej. Znają prezenterów, ich twarze, wiedzą, kto dla kogo pracuje. Prawdą też jest, że dobry prezenter może konia podciągnąć, a słabe pokazanie może ocenę konia znacznie obniżyć. Było w tegorocznej Białce kilka zaskoczeń – koń, któremu nikt nie wróżył wielkiego sukcesu (nawet jego właściciele nie liczyli na laury), w ręku doświadczonego prezentera ze stadniny państwowej uzyskał nieoczekiwanie wysokie noty. Gdyby został pokazany przez kogoś innego, noty prawdopodobnie byłyby niższe.
K.D: Mówisz o tym przypadku, gdy hodowca i prezenter zakulał i jego konie pokazywał Piotr Dwojak?
M.L.: Tak, nikt nie spodziewał się, że syn Madrasa Kossacka – Gentelman, zajdzie aż tak wysoko. W ogóle klasy ogierów dwu i trzyletnich obfitowały w niespodzianki. Niewątpliwa gwiazda ringów pokazowych, koń podobający się sędziom, i to na pokazach wyższej rangi – ogier Gzavi, nie dostał się nie tylko na podium, ale nawet do finałowej pierwszej piątki ogierów młodszych. Sędziowie całkowicie go pominęli, co musi budzić zdziwienie.
K.D: Przekaz był jednoznaczny – to nie jest pokaz międzynarodowy, ale przegląd polskiej młodzieży. Sygnał na przyszłość dla właścicieli koni, którzy będą chcieli "zagrywać" wychowanków w tych mniej obsadzonych klasach. Od kilku bowiem lat zwłaszcza klasa 3-latków nie jest przeładowana. Stadniny państwowe biorą w niej udział w niewielkim stopniu, bo inaczej myślą o odchowie, o próbie dzielności. A z kolei wielu hodowcom prywatnym nie starcza cierpliwości bądź środków na to, by konia doprowadzić do tej kategorii wiekowej. Decyzje co do koni płci męskiej zapadają często szybko, bez dawania im szansy. Los źrebiąt płci męskiej bywa równie okrutny, przepraszam za porównanie, jak los dziewczynek w Chinach.
M.L.: Nikt nie ma czasu, by budować karierę ogiera przez wiele lat. Ogier Gzavi, który startuje w klasie 3-latków, jest już reproduktorem. Na świecie ogiery 3-letnie reklamowane są poprzez swoje potomstwo. Co oznacza, że kryły jako dwulatki. Taka jest praktyka. Nikt nie czeka z budowaniem kariery hodowlanej ogiera, aż wróci on z torów, bo to by oznaczało, że jego potomstwo pojawi się na świecie, gdy będzie on już 5-letnim. Dla hodowcy prywatnego – zbyt późno.
K.D: Gdy my byliśmy w Białce, w tym samym czasie odbywał się pokaz w Brugii. Warto sprawdzić, ile koni tam startowało. Klasy roczniaków u nas liczyły sobie po 15 koni, tam – po dwa lub trzy. Nie zdajemy sobie na co dzień sprawy z tego, co mamy. Skala rozpędzenia hodowli w Polsce jest zupełnie niezwykła. Jak mizerny frekwencyjnie był pokaz belgijski w miejscu, gdzie mieszkają jedni z najwybitniejszych hodowców w Europie! Przypomnę, jak często Belgowie zdobywali Puchar Narodów.
M.L.: I dzieje się tak mimo dość powszechnego stosowania embriotransferów. Jednego roku jedna klacz może dać kilkoro potomstwa i może ono startować w klasach roczniaków obok siebie. U nas i bez tego jest po 15 zawodników czy zawodniczek w jednej klasie.
K.D: Ale zdarzyło się, że gdy w Białce startowała jedna z wielu córek Espadrilli i QR Marca, jej pełna siostra występowała w Brugii, zdobywając brąz roczniaczek pokazu międzynarodowego.
M.L.: Jednak w Polsce, mimo dopuszczenia embriotransferów, jeszcze tego nie widzimy.
K.D: Nie widzimy też wielu nowych twarzy wśród hodowców prywatnych. Liczba tych, którzy przestali przyjeżdżać do Białki nie jest równa tym, którzy właśnie dopiero zaczęli. Ale niektórzy trzymają się mocno. W tym roku Falborek wysłał do Białki mniej liczną stawkę koni – postawił, z bardzo dobrym zresztą skutkiem, na Wels. Chrcynno też nie pochwaliło się mocną liczebnie stawką. Zdarzyło się kilka rozczarowań – miejmy nadzieję, że to nie zniechęci właścicieli. Tak jak wielokrotnie pisaliśmy, Białka jest bardzo swoistym pokazem. Z jednej strony, niesamowicie spektakularnym – na pewno będziemy powracać do jego zapisu na Arabian Horse World. Z drugiej strony, ukrytym pod Krasnymstawem.
M.L.: Nie da się zaprzeczyć, że przypadkowe osoby tam nie trafiają.
K.D: A przydałaby się widownia, chociażby po to, by nagrodzić oklaskami Best in Show.
M.L.: Skoro już o tym rozmawiamy. Niektórzy hodowcy prywatni pokazują właśnie... prywatę. Przyjeżdżają na imprezę tylko ze względu na własne konie i mało interesują się tym, co dzieje się poza tym. Bywa i tak, że po występie swojego konia wstają od stolika i znikają. Do końca pokazu, czyli do wyboru konia Best in Show, pozostały w strefie VIP cztery osoby.
K.D.: Cztery prawdziwie zainteresowane.
M.L.: Z naszego punktu widzenia poruszamy kwestie dość istotne. Tymczasem niektórzy czytelnicy domagają się w relacjach po-pokazowych opisu pokroju koni, które występowały. Mnie zawsze się wydawało, że to rola sędziów i że po to są noty. Ewentualnie, jeśli coś rażąco odbiega od tego, co widzą obserwatorzy, można się tymi uwagami podzielić. Ale opisywanie po kolei pokroju koni, które zostały ocenione przez sędziów, wydaje mi się nietrafionym pomysłem.
K.D: Wiem, że nie masz serca do oceny postawy zootechnicznej. Każdy „hobbizm” ma to do siebie, że im głębiej wchodzimy w temat, tym większe są wymagania. To są te słynne przypadki analizy filmów historycznych nie pod kątem ich atrakcyjności i niesionego przekazu, lecz pod kątem guzików na mundurach – czy były wykonane z właściwego materiału czy też nie. Wchodzimy w szczególarstwo hobbystyczne, które jest bardzo sympatyczne, ale zdajmy sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy nie wycieka na zewnątrz. To, jak rozmawiają między sobą hodowcy państwowi podczas przeglądów hodowlanych różni się zasadniczo od tego, co mówią w gronie gości. Czy my mamy ambicje, aby zajmować się kwestiami czysto zootechnicznymi? Nie, bo co innego nas interesuje w tej branży, a mianowicie element widowiska. I w tych kategoriach to widzimy.
M.L.: Ale to nie tylko świat widowisk. Związany z tym jest także element hazardu, element rywalizacji i element gry. Mechanizmy rządzące tym światem wydają się ciekawsze od najlepszego choćby skątowania łopatki. Poza tym, jest jeszcze element historyczny i kulturotwórczy. Ale gra interesów wysuwa się może nawet na pierwszy plan, bo to przecież jest też biznes.
K.D: Tak, zobaczmy, z jakimi graczami mierzą się hodowcy prywatni. Jakim graczem musi być dyr. Jerzy Białobok, gdy wystawia Piacollę, która przecież może mieć gorszy dzień. Podejmuje spore ryzyko, choć ten akurat koń jest tak mocno zagrany, że niewiele mu zaszkodzi. Jakim graczem jest dyr. Marek Trela, który wszystko postawił na jedną kartę, cały swój autorytet. Na pewno miał też chwile zwątpienia.
M.L.: Ciążyła na nim duża odpowiedzialność.
K.D: Ale pula została zgarnięta. To, czego Janów nie zdobył w Białce – czyli złoto dla potomka Kahila – zdobędzie zapewne podczas Czempionatu Narodowego. Śledzenie tego wszystkiego jest jednak o tyle ciekawe, jak długo nie staje się obowiązkiem. Odpowiadając przy okazji na uwagi wyrażane na naszym forum – miło nam, że ktoś o nas dyskutuje. Ostatnio pojawił się bardzo ciekawy głos Armidii (za co jesteśmy wdzięczni), która podkreśliła, jak trudno robi się hobbystyczne portale czy pisma tematyczne, jak duża jest inercja użytkowników, którzy mają wysokie wymagania, ale sami są raczej bierni. Nigdy, przez tyle lat, nie otrzymaliśmy – może z jednym wyjątkiem – propozycji napisania tekstu. A teraz mamy problem – kto nam zapłaci za uczestnictwo w tej rozmowie? Ty mi płacisz czy ja tobie płacę?
M.L.: Dla nas nagrodą jest satysfakcja, że możemy podzielić się naszymi refleksjami.
K.D: Ja od razu deklaruję, że jeśli jakieś honorarium od ciebie otrzymam, przekażę je pierwszemu nowemu autorowi, który się zgłosi do nas z ciekawym tematem.




Wyniki

Czempionat Ogierków Rocznych:
Złoto & Best in Show

Morion (Kahil Al Shaqab – Mesalina/Ekstern), hod./wł. SK Michałów
Srebro
Pitawal (Kahil Al Shaqab – Pepita/Ekstern), hod./wł. SK Janów Podlaski
Brąz
Lord El Shawan (FA El Shawan – Lady Serenada/Ekstern), hod./wł. Małgorzaty i Józefa Pietrzaków
Top Five
Peon (Kahil Al Shaqab – Penta/Ecaho), hod./wł. SK Janów Podlaski

Czempionat Ogierów Młodszych:
Złoto

Eurogrant OZ (Ajman Moniscione – Ekspiacja/Emigrant), hod. Ofer Meiri & Yzhak Dror (Izrael), wł. Małopolska Hodowla Roślin (SO Białka) & Ofer Meiri i Yzhak Dror
Srebro
Złoty Medal (QR Marc – Złota Orda/Pesal), hod./wł. SK Michałów
Brąz
Gentelman (Madras Kossack – Greka/Major), hod./wł. Agnieszki Wójtowicz
Top Five
Cefir (Eryks – Celina/Metropolis NA), hod./wł. Małopolska Hodowla Roślin (SO Białka)
Fair (AB Jamil La Piana – Fila/Oset), hod. PPH Parys

Czempionat Klaczek Rocznych:
Złoto

Galerida (Shanghai E.A. – Galilea/Laheeb), hod./wł. SK Michałów
Srebro
Prometida (Kahil Al Shaqab – Panonia/Eukaliptus), hod./wł. SK Janów Podlaski
Brąz
Ceranova (Kahil Al Shaqab – Cerinola/Ecaho), hod./wł. SK Janów Podlaski
Top Five
Al Jazeera (Kahil Al Shaqab – Alhasa/Ganges), hod./wł. SK Janów Podlaski
Burza (Kahil Al Shaqab – Bursa/Aslan), hod./wł. SK Janów Podlaski

Czempionat Klaczy Młodszych:
Złoto

Anawera (Piaff – Altamira/Ekstern), hod./wł. SK Janów Podlaski
Srebro
Piacolla (Enzo – Polonica/Ekstern), hod./wł. SK Michałów
Brąz
Egiria (Esparto – Egira/Emogrant), hod./wł. Małopolska Hodowla Roślin (SO Białka)
Top Five
Patria (Eden C – Palmeta/Ecaho), hod./wł. SK Janów Podlaski
Atanda (Eden C – Atma/Ekstern), hod./wł. SK Janów Podlaski

Galeria zdjęć Ewy Imielskiej-Hebdy

 
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach czy też w prasie drukowanej
wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.
 
 
   
  --