Poniedziałek . 25.03.2019 . 15:19
   
 
 
 
  Polskie Araby

Ludzie i konie

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
Pride of Poland - 49th Janów Podlaski Auction
Hanna Sztuka
Roman...
W rocznicę śmierci wspominamy Romana Pankiewicza, jeden z...
więcej
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
Reklama:
nasz cennik
--
--
--
--
--
--
--
 
 
Wspomnienie o Ignacym Jaworowskim
 
Autor: Kay Sharpnack-Patterson | 2005-03-02 | Drukuj
 
Od czego zacząć ... jak powiązać wszystkie napływające wspomnienia z trzech dekad? To jest z pewnością koniec pewnej ery – odeszli obaj nasi przyjaciele i mentorzy; pierwszy – Andrzej Krzyształowicz, Dyrektor Stadniny Koni w Janowie Podlaskim a teraz Dyrektor IGNACY JAWOROWSKI, który dla nas był i na zawsze pozostanie synonimem Michałowa. Obaj – prawdziwi hodowcy i wizjonerzy, którzy własnymi rękami, bez niczyjej pomocy, odbudowali program hodowli koni arabskich w Polsce po stratach II wojny światowej. Dla mnie i mojego męża Richarda przygoda z Dyrektorem Jaworowskim i jego czarującą żoną, p. Marią rozpoczęła się podczas pierwszej naszej podróży do Polski w czerwcu 1968 roku. To był początek naszych corocznych podróży do Polski trwających ponad 20 lat – w poszukiwaniu wiedzy i materiału hodowlanego (ponad 100 importowanych koni) dla Patterson Arabians w Sisters (Oregon, USA).

Na lotnisku powitał nas dr Edward Skorkowski – współzałożyciel Polskiej Księgi Stadnej Koni Arabskich Czystej Krwi i polskiego programu wyścigowego koni tej rasy w Polsce. Doktor Skorkowski przez kilka tygodni był naszym przewodnikiem, wprowadzając nas w meandry polskiej historii, kultury, zabierając nas do stadnin w Michałowie i Janowie oraz kilku stad ogierów, gdzie poznaliśmy wspaniałych ludzi i ich konie. Za „żelazną kurtyną” wkroczyliśmy w zupełnie inny świat – jakbyśmy cofnęli się w czasie podczas długiej, powolnej i krętej drogi na południe (do Michałowa), mijając furmanki, rowerzystów i krowy uwiązane przy drogach bez pobocza. Codzienne życie i praca koni i ludzi na pokrytej zielenią, urodzajnej ziemi. Potem – piękne, kamienne stajnie pokryte dachówką i wysoki, przystojny, arystokratycznie wyglądający mężczyzna ubrany w granatowy, polski, wojskowy mundur i czapkę, z laską w ręku, który powitał nas w swym biurze: Dyrektor Jaworowski, który wkrótce stał się dla nas po prostu „Ignacym”.

Laska służyła do wskazywania koni, rozdzielania ich w stajni, gdzie stały uwiązane – każdy pod tabliczką ze swym imieniem, lub do podkreślania gestów podczas naszych dyskusji, będących mieszanką polskiego, niemieckiego, francuskiego i angielskiego.

Nasz przyjazd szczęśliwie zbiegł się z odbywającym się dwa razy do roku przeglądem i oceną klaczy i źrebiąt dokonywanymi przez grupę ekspertów z departamentu hodowli Ministerstwa Rolnictwa. Ignacy przedstawiał każdego konia z osobna. Richard robił notatki, a ja zdjęcia. Było dużo śmiechu, gdy przekręcaliśmy świeżo poznane imiona koni używając angielskiej wymowy. Dobrym tego przykładem (choć to janowska klacz) może być Eunice – po polsku wymawiane jako "Eh-ooh-neet-sa." Albo polskie słowo „ogiery” - pamiętam jak Ignacy zataczał się ze śmiechu, kiedy poprosiliśmy, czy możemy zobaczyć następnego „ogórka”. Ignacy i Maria byli bardzo mili i uprzejmi, oferując nam zawsze aktualne zaproszenie do Michałowa, gdy tylko będziemy w Polsce. Wiele dni spędziliśmy w ich małym domku, pełnym historii i opowieści, położonym niedaleko stajni porodowej. Maria doskonale gotuje, więc przy jej stole odbywaliśmy wirtualne podróże, odkrywając hodowlane receptury.

Ignacy szybko rozpoznał w nas uczniów o nienasyconym głodzie wiedzy, poznania starych polskich linii, rodowodów, tajemnic kojarzenia linii między sobą. Dzielił się więc chętnie swą wielką wiedzą praktyczną, pokazując archiwa zdjęć i książek. Opowiadał też otwarcie i szczerze o swych sukcesach i porażkach z różnymi liniami i poszczególnymi końmi – dyskusje te toczone były najczęściej przy czekoladowych ciasteczkach i kieliszku tradycyjnej wódki. Przedstawił nas również p. Romanowi Pankiewiczowi (hodowcy Baska), występując w roli tłumacza i poznał nas z p. Zygmuntem Braurem – jednym z niewielu polskich hodowców, których całe życie i niewielki majątek poświęcone zostały hodowli koni arabskich.

Ignacy najbardziej kochał siwe saklawi. Częścią michałowskiej magii były spacery po stajniach wzdłuż rzędów pięknych, siwych klaczy o wielkich, czarnych oczach śledzących każdy nasz ruch, a potem obserwowanie, jak puszczone wolno galopują radośnie na pastwisko z ogonami w górze niczym flagi. Program i cel hodowlany Ignacego był odmienny od tego założonego przez jego dobrego przyjaciela a zarazem konkurenta – Andrzeja Krzyształowicza. Ignacy nie dbał tak bardzo o silny typ kuhailański (chociaż zawsze używał go w swoim programie) i zawsze marszczył nos na wspomnienie typu munigi czy krwi francuskiej. Miał bardzo sprecyzowane poglądy na to, co lubił i tolerował w swej hodowli – wartość niezbędna każdemu hodowcy chcącemu skonsolidować typ hodowanego konia. Michałów był i - miejmy nadzieję – zawsze będzie znany z pięknych, siwych klaczy, prawdziwego spadku po wizji Mistrza Hodowli.

Wśród koni, które obejrzeliśmy w 1968 roku w Michałowie były: Klacze: Daszawa (Nabor - Daribba), Druchna (Rozmaryn – Darda), Ela (Miecznik - Lala), Estebna (Nabor - Estokada) – prawdopodobnie najpiękniejsza klacz saklawi jaką w życiu widziałam, Fatma (Anarchista - Forta), Forta (Kuhailan Abu Urkub - Porta), Potencja (Priboj - Taktika),Warmia (Comet - Wadera), Złota Iwa (Arax - Cesima).

Ogiery: Ariel (Sedziwój - Arfa), Celebes (Witraż - Canaria), Chazar (Laur - Celina), Czardasz (Wielki Szlem - Baza), Espartero (Nabor - Ela), Gwarny (Amurath Sahib - Gwara).

Wymieniam te konie dla podkreślenia jak cenna była nasza pierwsza lekcja u Ignacego, a która podkreśliła wielki wpływ Amurath Sahiba jako ojca matek stadnych. Ponad połowa wymienionych wyżej koni niosła w sobie jego krew. Wpływu Amurath Sahiba na polską hodowlę nie sposób przecenić.) Zapisał się w niej jako jeden z najlepszych ojców klaczy wszech czasów – jako ogier niosący ze sobą ogromny potencjał genetyczny ujawniający się w fenotypie. Jego ród (Bairactar or.ar.) pochodzi ze stadniny w Babolnie (Węgry) i jest mocno zinbredowany na ogiera Tajer, który, sądząc po fotografiach, przedstawia ten sam typ co Amurath Sahib. Niestety Aquinor i córki Amurath Sahiba: Amneris, Darda, Daribba już wtedy nie żyły, ale Ignacy miał ich zdjęcia. Z upływem lat ciepła, bliska znajomość z naszym mentorem dojrzewała. Dorastaliśmy i dorastała nasza koncepcja hodowlana, będąca syntezą idei i wiedzy zdobytej podczas godzin spędzonych na poważnych dyskusjach. To klacze – zawsze klacze i ich wpływ na jakość hodowli były najważniejsze i na pierwszym miejscu. Ignacy był bardzo ambitny, dumny i skryty, gdy chodziło o jego klacze. Każdy wie, że nie jest trudno wybrać najpiękniejszą klacz czy najlepszego ogiera. Trudno było kupić je od Ignacego – znacznie trudniej niż od Andrzeja. Musieliśmy prosić go przez kilka lat, rok po roku o tę samą klacz, zanim ewentualnie uległ i postanowił zgłosić ją na coroczną aukcję, abyśmy mogli licytować się o nią z innymi hodowcami. Całkiem mądra taktyka – Ignacy wiedział, że nie damy się przebić, jeżeli na aukcji był koń, którego pragnęliśmy włączyć do naszej hodowli.

Razem z Richardem zamierzaliśmy hodować „Piękne Polskie Araby” (przez wiele lat slogan reklamowy Patterson Arabians). Ignacy, rok po roku, obserwował, jak jego uczniowie robią postępy i ostatecznie zaczął nas traktować jak poważnych hodowców. Każdego roku przywoziliśmy mu wykaz naszych koni i – znając dogłębnie ich rodowody – pytaliśmy o radę, jak on by z nimi postąpił. Potem robiliśmy to samo z wykazem koni michałowskich. Burza mózgów była zawsze dobrą zabawą. Źrebięta urodzone w następnym sezonie potwierdzały słuszność powziętych decyzji hodowlanych.

Patterson Arabians zakupiło przez lata wiele wspaniałych koni – w tym niektóre fantastyczne córki Negatiwa i Cometa. Prawdopodobnie największym zaskoczeniem dla Ignacego był zakup Deficyta (ur. 1979 po Algomej) – syna nadzwyczajnej Dewizy (po Negatiw), która wywodziła się od klaczy Darda – matki naszego ogiera Dar (po Comet). Deficyt był tuż po karierze wyścigowej i został wystawiony na Silent Sale podczas aukcji Polish Prestige 1983. Elegancki, gniady ogier, którego obserwowaliśmy, gdy dorastał. W dodatku miał świetną karierę wyścigową, a jego ruch był czystą poezją. Emocje podczas aukcji były tym większe, że wśród licytujących byli też Mike Nichols i David Murdock.

Pierwsze aukcje Silent Sale były naprawdę „ciche”. Wyższe oferty nie były ogłaszane wcale, więc my – z Leonardem i Jean Skeggs (Locust Farm, Ohio) – naszymi wspólnikami do kupna Deficyta (mimo że nie widzieli go, zanim nie został kupiony), nie mieliśmy zielonego pojęcia, jaką strategię obierają konkurenci, a nawet czy nie przebijamy własnej oferty! Rano, w dzień zakończenia aukcji postanowiliśmy zaoferować kwotę taką, jaki mieliśmy numer pokoju hotelowego – 603 czyli 603 000 $.

Patrząc wstecz, było to wręcz niesamowite – no, ale to było WTEDY. Wygraliśmy – o mały włos wyprzedzając oferty Davida Murdocka, który dawał 600 000 $ i Mike’a Nicholsa oferującego 500 000 $. Ignacy był oszołomiony. Dzisiaj niejeden powiedziałby, że hodowca chciałby powtórzyć kojarzenie, które przyniosło taki dochód stadninie. Nie Ignacy! On niezbyt lubił Algomeja (naszego faworyta), ponieważ niósł on w sobie krew Pietuszoka, a Deficyta uważał raczej za jeszcze jednego „dosyć ładnego” ogiera. Poza tym jednym wyjątkiem, Ignacy zawsze krył Dewizę ogierami typu saklawi. Dyrektor Jaworowski w swym najlepszym wydaniu – człowiek z zasadami, niezachwiany w swych postanowieniach. Rozumieliśmy jego tok myślenia.

Tak jak my gościliśmy w domu Państwa Jaworowskich, tak i oni odwiedzali nas przy wielu okazjach. Ignacy szczególnie lubił te wizyty, gdyż mógł na własne oczy zobaczyć rezultaty swych nauk. Kochał Negatraza i uważał go za najlepszego, gniadego syna Baska polskiego pochodzenia.

Naszym marzeniem było wysłanie Negatraza na 2 sezony rozpłodowe do Polski w ramach zadośćuczynienia - choćby w małym stopniu – za wspaniały dar, jaki otrzymaliśmy od Ignacego i Andrzeja. Jednak w związku z trudnościami, jakie wiązałyby się z wysłaniem ogiera za „żelazną kurtynę” w czasie, gdy ruch Solidarności rósł w siłę, było to marzenie nierealne. Jednak w roku 1983 zakupiliśmy „królową” stadniny Make Believe Farms (należącej do Boba Stratmore’a) – klacz Monogramma (Knippel – Monopolia).

Zakupiona w wieku 18 lat za 250 000 $ klacz była rezultatem rosyjskiej myśli hodowlanej – kupiliśmy ją, by została pokryta Negatrazem. Pierwszym urodzonym z czwórki pełnego rodzeństwa był Monogramm – niesamowicie piękny kasztanowaty ogierek. Został on sprzedany jako roczniak rodzinie Bishopów z Kalifornii, którzy szukali ogierka światowej klasy. Ignacy zobaczył go kilka lat później, będąc na pokazie w Scottsdale z Izą Pawelec-Zawadzką. Wiedział już wtedy, że potrzebuje Monogramma w Michałowie. Dzięki wspaniałomyślności Meredith i Billa Bishopów nasze marzenie – jakby zastępczo – stało się rzeczywistością. Monogramm pojechał w dzierżawę do Michałowa. Ignacy pokrył nim co mógł i w końcu podzielił się nim trochę z Janowem*. Nawet po powrocie Monogramma do USA, Ignacy kontynuował dalsze użycie Monogramma poprzez nasienie mrożone. Reszta jest historią. Odkąd Polska stała się wolna, wyhodowane przez Dyrektora Jaworowskiego córki i synowie Monogramma przyniosły Michałowowi sławę i fortunę, wygrywając czempionaty na całym świecie, gdzie tylko zostały pokazane. Wiele lat temu Ignacy i Andrzej powiedzieli nam, że ogier wywierający taki wpływ na hodowlę zdarza się może raz na 50 lat.

Najbardziej dumna – jako hodowca – byłam w 1997 roku podczas Polskiego Narodowego Pokazu, gdy z moimi przyjaciółmi – Marią i Ignacym Jaworowskimi, Andrzejem Krzyształowiczem, Izabellą Pawelec-Zawadzką i Romanem Pankiewiczem, obserwowaliśmy, jak 5 córek Monogramma zajmuje 5 czołowych miejsc w klasie klaczy dwuletnich. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek potomstwo jednego ogiera zajęło wszystkie miejsca w nagradzanej piątce jednej klasy na Polskim Narodowym Pokazie. To nadzwyczajny splendor dla hodowcy ogiera. Ten dzień był dla mnie darem, którego nigdy nie zapomnę. Jedyne czego mogłam chcieć więcej, to aby mój mąż Richard był wtedy z nami.

Ignacy – jesteśmy tek wdzięczni, że wiedza, jaką tak cierpliwie się z nami dzieliłeś, powróciła do Ciebie poprzez Monogramma, aby dopomóc Michałowowi i Polsce pod koniec Twej podróży. Wiemy, że Twe dziedzictwo leży w zdolnych rękach Twoich uczniów – Jerzego i Urszuli Białoboków.

Mario – kochamy Cię i zdajemy sobie sprawę, jak ważną rolę odegrałaś w tej historii...

Kay (Patterson) Sharpnack i Richard Patterson
(dawniej Patterson Arabians)
8.12.2004

* ostatecznie Monogramm nie został użyty w Janowie – przyp.tłum.

Dziękujemy Kay Patterson i Stadninie Koni Michałów za udostępnienie swych zbiorów archiwalnych.

 
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach czy też w prasie drukowanej
wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.
 
 
   
  --