Środa . 17.10.2018 . 04:02
   
 
 
 
  Polskie Araby

Ludzie i konie

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
Pride of Poland - 49th Janów Podlaski Auction
Hanna Sztuka
KTO ZABIŁ DAMĘ PIK?
Wiele wskazuje na to, że w Michałowie dokonano zbrodni. Oczywiście sprawa...
więcej
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
Reklama:
nasz cennik
--
--
--
--
--
--
--
 
 
Zofia Kossak-Szczucka: Być biernym, to współuczestniczyć w złu
 
Autor: Monika Luft | 2010-10-15 | Drukuj
 
Jakie znaczenie mogą mieć cierpienie i śmierć zwierząt, choćby najwspanialszych i najbardziej szlachetnych, gdy giną całe narody, gdy miliony ludzi skazywane są na zagładę, a okrucieństwa zdają się nie mieć końca? Kto by się przejmował losem koni, gdy historia gotuje ludziom los najtragiczniejszy z możliwych? Kto by chciał dawać temu świadectwo i po co?

Chyba tylko ktoś, kto nie ma wyboru. Bo nie da się uciec od wrażliwości, gdy nosi się nazwisko wszechstronnie utalentowanej, malarsko i literacko, rodziny. Gdy dziad to Juliusz Kossak, klasyk malarstwa, o którym Stanisław Witkiewicz pisał: „Cokolwiek żyło w obszarze Polski, wszystko to żyło i żyć będzie w dziełach Kossaka”. A konie to motyw centralny dzieł Juliusza, zwłaszcza konie arabskie ze słynnych stadnin kresowych. I gdy stryj to Wojciech Kossak, artystyczny spadkobierca Juliusza, autor scen batalistycznych. I gdy kuzynki, córki Wojciecha, oddane są literaturze – Maria Pawlikowska-Jasnorzewska poezji, a Magdalena Samozwaniec, „najdowcipniejsza kobieta w Polsce”, pełnemu humoru powieściopisarstwu.

Literacki talent ZOFII KOSSAK-SZCZUCKIEJ poszedł w innym kierunku. Chyba najbliżej jej było do dziada, Juliusza, któremu poświęciła swą książkę Dziedzictwo. Bo i ona kochała tradycję, konie, wzniosłe słowa, patos i przede wszystkim Piękno, o którym pisała dużą literą. Manieryczny styl? Tak. Ale jak to obrazowo brzmi, gdy opowiada o latach spędzonych z pierwszym mężem, Stefanem Szczuckim, w majątku Nowosielica na Wołyniu. Po skończonej pracy szli razem „nacieszyć się w stadnicy”, a gromadki koni podchodziły, by się z nimi przywitać: „Długie, wąskie głowy wspierają się na ramieniu, połyskliwe, ciemne oczy wpatrują się mądrze i badawczo w oczy. Dreszcz rozkoszy prawie że zmysłowej pod lekkim, drżącym dotknięciem aksamitnych chrap. Serce zalewa tkliwość i ogromna czułość bratnia za to oddanie się ufne i bezbronne”. Niedaleko Nowosielicy były Skowródki, a za nimi „widniały Werchniaki, przed laty emira Rzewuskiego własność, gdzie w lochu ukrytym pono po dziś dzień czekają skarby jego własną ręką zakopane”. I bez takiego sąsiedztwa doceniałaby Kossak-Szczucka siłę legendy, ale patronat mitycznego emira, opiewanego przez Mickiewicza (Farys), przydawał z pewnością romantyzmu jej ówczesnej sielskiej egzystencji.

Wiele napisano o Zofii Kossak-Szczuckiej jako współinicjatorce Żegoty, więźniarce obozu Auschwitz, zaangażowanej publicystce, pisarce przybliżającej młodemu pokoleniu dzieje kraju. Tyle słów – mądrych, gorzkich, oskarżycielskich, usprawiedliwiających – padło w dyskusji o tym, czy jej heroiczna postawa w czasie wojny zmazała czy też nie winę, jaką było manifestowanie niechęci do Żydów. Ale dla ludzi, którzy swoje życie związali z hodowlą koni arabskich, pozostanie ona autorką relacji o budzącym grozę odejściu świata, który dziś istnieje już tylko na kartach książek.

A koniec, jak wiemy, był straszny. Kossak-Szczucka, uciekinierka z Nowosielicy, była świadkiem unicestwienia słynnej stadniny w Antoninach, niegdyś letniej rezydencji książęcego rodu Sanguszków, potem siedziby księcia Józefa Potockiego, młodszego syna Marii z Sanguszków Alfredowej Potockiej, zapalonego hodowcy, który z pasją kontynuował dzieło swego dziada, Romana Sanguszki, wielbiciela koni arabskich. Wizytówką stada był wówczas mlecznosiwy Skowronek, syn sprowadzonego z pustyni ogiera Ibrahima. Wpływ Skowronka na hodowlę koni czystej krwi jest widoczny do dzisiaj. Sprzedany w 1913 roku do Anglii, stał się z czasem czołowym reproduktorem w stadninie Crabbet, należącej do Lady Wentworth. Tak o sukcesach Skowronka pisał w 1923 roku dr Edward Skorkowski, redaktor Polskiej księgi stadnej koni arabskich: „Skowronek w Anglii wybił się w krótkim czasie na pierwsze miejsce: na wystawach i pokazach staje się niepobitym oraz zdobywa na nich czempionaty. Na okładce każdorazowego prospektu z Crabbet Park widnieje pełna finezji i szlachetności głowa Skowronka, wraz z napisem: Najczystsza, starodawna i najautentyczniejsza krew z Arabii”. Takie oto konie hodowano w Antoninach... Ale potem wybuchła rewolucja, a rewolucja przyniosła bolszewizm, a bolszewizm przyniósł kres Pięknu. Kossak-Szczucka: „Rabowano cud-konie, niszcząc pracę wielu lat i radość wielu pokoleń. Stały dotąd te cud-konie w w ciszy chłodnej stajni niby uosobienie dostojnego Piękna, co dumnie przetrwało dotychczasowe przewroty i klęski. Niektóre z nich pamiętały jeszcze płowy i gorący piasek dalekiego kraju (…). Nie dotknął ich bat, nie sponiewierało przekleństwo (…). Stały tam źrebce z pustyni, urodziwe jak zjawiony wid o koniu z baśni, palcami Mahometa po pięćkroć znaczone (…). Stały tam konie o ścięgnach ze stali, syny wichru i przestrzeni, śmiglejsze od ptaka, polotniejsze od sarny ściganej”. Przepadły, zaginęły bądź skonały – jedne natychmiast, inne później, podczas morderczej podróży: „Zabrano matki od źrebiąt maleńkich, bezradnych. Kilka starszych pobiegło za matkami w ślad. Drobne ich kopytka utykały w ciężkim błocie, a żałosne rżenie niosło się po polach jak sierocy płacz dziecięcy. Na przestrzeni kilkunastu wiorst padły ze zmęczenia, a gasnące oczy z trwożną ciekawością patrzyły na podlatujące coraz bliżej kruki. Młodsze – żołnierze zabijali na dziedzińcu, by w drodze nie były zawadą. Wtedy płacz-rżenie matek rozdzierały serce”. Śmierć źrebiąt. Śmierć klaczy. Śmierć ogierów. „Biały ogier, łagodny i słodki jak dziecko, przeczuł jarzmo i pogardził nim. Stanął koń wolny i ze swojej ziemi na pohańbienie iść nie chciał. Szablami go porąbali rozwścieczeni oporem żołdacy”. Ale może lepiej, że zginął od razu. Te konie, które przeżyły dziki rabunek „pokryte pręgami batów, lżone i kopane, nieczyszczone, niepojone, zarażone świerzbem, żyły w poniżeniu i hańbie. W oczach ich była bezdeń rozpaczy i przerażenie znieważonej publicznie dziewczyny (…). Były zbyt dobre i bezbronne – czemuż nie starczyło im siły, by ponieść i o mur rozbić nikczemnego rabusia i siebie?!”. Tylko dwadzieścia urodzonych w Antoninach arabów przetrwało pożogę. Ratowali je, z narażeniem życia, pracujący w antonińskich stajniach ludzie: „Na grobli stawowej dzielny weterynarz Krepski szamotał się rozpaczliwie z żołnierzem, prowadzącym jedną z najcenniejszych matek. Kochał powierzone sobie konie jak rodzone dzieci, i widząc brutalne, bydlęce zniszczenie, zapomniał o wszystkim innym. Z oczami nabiegłymi krwią czepiał się uzdy sołdata, krzycząc nieprzytomnie: Zabij, a nie dam kobyły! Żołnierz, parający się ze spłoszonym koniem, nie mógł doń strzelić, okładał tylko nahajką, lżąc niemiłosiernie”.

Owszem, przyszły potem czasy jeszcze gorsze. Nie dość było jednej dziejowej katastrofy. Kossak-Szczucka, która – nie ukończywszy trzydziestu lat – widziała zagładę świata ziemiaństwa kresowego, jako pięćdziesięciolatka ujrzała koniec świata polskich Żydów. Zdarzyły się potworności, wobec których wszyscy – w tym i ona – musieli zająć stanowisko. O tym, jak ten egzamin z życia zdała autorka Pożogi opowiada ze swadą prof. Władysław Bartoszewski, wówczas jej sekretarz. Przypomina, że to Kossak-Szczucka, której wielokrotnie zarzucano antysemityzm i religijne zaślepienie, nie bała się mówić: „Istnieje jeszcze rodzaj katolików gorących, praktykujących, jawnie głoszących swą wiarę, nienawidzących swych bliźnich równie mocno, jak miłujących Boga. Na przykład: jesteś katolikiem, więc bij Żyda! Głoszący to hasło wierzą święcie, iż Żydzi nie są objęci odkupieniem, nakazy miłości bliźniego nie dotyczą Żydów”. I dalej: „Dla innych przedstawicieli tego samego typu nienawiść ta koncentruje się na Niemcach lub Volksdeutschach. Marzą o zemście, o rżnięciu znienawidzonych wrogów. Zdaniem ich, ta zemsta będzie czynem godziwym, aktem słusznym, Bogu przyjemnym (…). Przykazanie nie zabijaj nie może dotyczyć Niemców, szatanów, potworów, zbrodniarzy”. Trzeba było wielkiej moralnej odwagi, żeby tak pisać – zauważa Bartoszewski. Ona pisała. Działała w konspiracji. Narażała siebie i własne dzieci, które wciągnęła w konspiracyjną robotę. Zgodnie ze swą dewizą: Kto jest bierny wobec zła, ten jest jego współuczestnikiem (Protest). Zapłaciła wysoką cenę. Jej syn Tadeusz, rzeźbiarz, zginął w Auschwitz. Nigdy nie uwierzyła w jego śmierć. Czekała, aż wróci z wojny. Do końca, do 1968 roku, gdy sama odeszła.

Wnuk Kossak-Szczuckiej, François Rosset, profesor literatury francuskiej w Lozannie, podkreśla, że w biografii jego babki spotkały się wszystkie nieszczęścia Polaków XX wieku. Pyta, czy antysemitą można nazwać kogoś, kto był pierwszym intelektualistą katolickim w Europie, który publicznie zaprotestował przeciwko zagładzie Żydów. Kogoś, kto systematycznie pisał o tym w podziemnej prasie. Kto założył organizację broniącą Żydów, narażając życie własne i bliskich...

Tak wiele słów! Bo trudno ją określić jednym zdaniem. Znana z antysemickich wypowiedzi pisarka, odznaczona pośmiertnie medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Żarliwie wierząca katoliczka, nieznosząca dewocji, która nie wahała się napiętnować księży, jeśli szkodzili Żydom. Autorka historycznych powieści o wartkiej akcji, obarczonych nieznośnym dydaktyzmem. Niewolnica patetycznego stylu, która umiała wzruszać i bawić. Kobieta, która widziała w dręczeniu Polek i Żydówek karę bożą za malowanie ust i noszenie jedwabnych pończoch, lecz która potrafiła stworzyć nowoczesny, partnerski związek i spółkę autorską z drugim mężem, historykiem wojskowości Zygmuntem Szatkowskim. Patriotka, której poglądy i teksty przywłaszczyli sobie we współczesnej Polsce skrajni nacjonaliści. Niemało jak na jedną postać... Jedną niezapomnianą kobietę.

Tekst pochodzi z książki "Kobiety niezapomniane" (praca zbiorowa, 41 autorek, 41 portretów kobiet), wyd. Muza & Europejska Unia Kobiet - Sekcja Polska, 2010
 
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach czy też w prasie drukowanej
wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.
 
 
   
  --