Niedziela . 18.08.2019 . 17:11
   
 
 
 
  Polskie Araby

Z archiwum "Kuriera Arabskiego"

 
 
facebook
polskiearaby.com
--
LOT 5 - GALERIDA
Hanna Sztuka
Historia magistra...
Temat wojennych losów polskich koni arabskich pojawił się na moim "biurku"...
więcej
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
Reklama:
nasz cennik
--
--
--
--
--
--
--
 
 
Janów Podlaski dziś, a jutro?
 
Autor :Ludwik Maciąg 2008-08-18 | Drukuj  
 
Janów Podlaski w pewnych kręgach w świecie odbierany jest jako najważniejsze miejsce w bliżej nieznanej Polsce. Niewątpliwie jest to wąski krąg hodowców konia arabskiego, niemniej – w pewnym sensie – elity materialnej świata. W Polsce Janów Podlaski znany jest od aukcji do aukcji, jako źródło zawrotnych sum dewizowych. Znika z pola widzenia między tymi imprezami.

Dyrektor Andrzej Krzyształowicz w okresie największych sukcesów dewizowych miał problemy z etatami i nie tylko...

Jemu w ogromnej mierze nasza hodowla konia arabskiego zawdzięcza aż taką sławę. Jego osobista skromność, moim zdaniem, hamowała w pewnym sensie osiągnięcia pozahodowlane stadniny. Fatalny budynek biurowy w sensie architektonicznym nie zdobi Wygody. W okresie tak zwanej koniunktury można było pomyśleć o powstaniu jakiegoś centrum kulturalno-dokumentacyjnego konia orientalnego w Polsce. Czas ten nie znalazł żadnego drgnięcia w publikacjach związanych z tym tematem. Myślę, że lokalnie niewiele można było zdziałać przy kompletnej bezmyślności ministerstw, między innymi nawet Ministerstwa Kultury i Sztuki. Mając wspaniałą animalistkę, rzeźbiarza Annę Dębską, znaną w świecie, można było zdobyć się na rzeźbiarski akcent koński w miejscu pielgrzymek hodowców i miłośników konia arabskiego.

Wiem, że ludzie polityki kulturalnej nie mają wyobrażenia, w jakim stopniu wizerunek konia arabskiego w mniej lub bardziej uświadomionym sensie kreowany jest przez Juliusza Kossaka. Zetknąłem się z dowodami tego w USA, Anglii, Niemczech. Ludzie tego kręgu nie doceniają roli fotografików – w popularyzacji dorobku hodowlanego – na miarę Mariana Gadzalskiego czy Zofii Raczkowskiej. Nie pomyślano o tym problemie nigdy i nigdzie.

Wreszcie, skoro akcentuję problemy kulturalne, nie można nie zainteresować się samym miasteczkiem Janów Podlaski. Miasteczko o bogatej i pięknej przeszłości (Naruszewicz, Powstanie Styczniowe, ostatnia wojna) jest żenująco abnegackim miejscem w Polsce. Jak wszędzie, pijący utrudniają przejazd gości z całego świata ciągnących do stadniny (dobrze, że cudzoziemcy nie znają ich „robaczywego” języka). Kiedyś, przy ulicy wiodącej na Wygodę, była księgarnia, w której o koniu czy Janowie nie było dosłownie nic. Oddalony o 9 km od Janowa Konstantynów, niedawno podupadła mieścina, dzisiaj zachwyca zadbaniem, schludnością i swojskim klimatem. Gdzie w Janowie ślad konserwatora zabytków? Gdzie są władze kraju, gotowe zgarnąć dewizy, a nie widzące odrapanych tynków, tęczy barw na blokach i pap na dachach ładnego ryneczku?

Wspaniały obiekt, Pałac Biskupi – jego stan świadczy o kulturze decydentów. Restauracja – nie wiem, jak jest teraz, ale kilka lat temu nie odważyłbym się tam zaprosić cudzoziemca. W grocie, w której Naruszewicz pisał Historię Polski, „reprezentacja” Janowa urządziła sobie miejsce popijaw i szalet zarazem. Trumna z jego zwłokami w podziemiach kościoła nie zabezpieczona grozi rozpadem. Pomijam fakt, że o tej wielkiej postaci nie ma właściwie lokalnej informacji.

Trudno mi zachować obojętność do miejsca, które tak bardzo zaważyło na moim życiu. Jestem dumny, że było mi dane, bezpośrednio po powrocie z partyzantki w 1945 r., być masztalerzem w Janowie Podlaskim.

Czas wojny i okupacja niemiecka zmusza do niekonwencjonalnych refleksji. Byłem delegowany przez AK w Białej Podlaskiej do werbowania i zaprzysięgania masztalerzy do AK. Dzisiaj mam pewne wyrzuty sumienia za późniejsze skomplikowanie życia tym najlepszym Polakom wśród nich.

Miałem okazję do obserwacji. Jeszcze wtedy towarzyszył mi status dobrze zapowiadającego się malarza z nadzieją na studia. W czasie okupacji niemieckiej ówczesny dyrektor stadniny płk Fellgibel, brat biorącego udział w zamachu na Hitlera oficera, wydał serię kart poświęconą stadninie, gdzie nawet pokazano zaprzężoną, zgodnie z zasadami, polską Bałagułę. Nigdy zresztą Polacy w Janowie do dzisiaj tego nie uczynili, zademonstrowano ją natomiast raz i to chyba na aukcji, wystawioną przez PSO Białka.

Pewnego razu płk Fellgibel zaprosił mnie do siebie, by obejrzeć moje rysunki koni. Pamiętam na przeciwległej ścianie, ku memu zdziwieniu, wyglądający na oryginał Juliusza Kossaka obraz „Emir Rzewuski”. Byłem zaskoczony i dumny, kiedy płk powiedział: „So schoen, wie Kossak” (tak piękne jak Kossak).

Wracam do tamtego czasu, była wojna i, mimo sięgania do rezerw ludzkich dla frontu, nigdy nie było takiej ilości masztalerzy w stadninie do dzisiaj. Masztalerzy różnych specjalizacji. Największa część ze Stada Ogierów, ze stajni, której już nie ma. Ci, bodaj dwa razy w tygodniu, jechali prowadzony przez dyrektora bieg terenowy z niełatwymi przeszkodami. Było dużo wypadków, nawet koń Fellgiebla wklinował się grzbietem w faszyny rowu melioracyjnego. Było sporo wypadków z ludźmi. Biegi były ostre, nigdy później Janów takich nie oglądał.

Nie wiem co się stało z ogromną ilością zaprzęgów, począwszy od mini-karety, powozów, bryczek, około 10 sulek, sań, wreszcie siatek na konie do sań (o których dzisiaj nikt nie ma pojęcia). Była psiarnia i sokoły.

Rodzi się pytanie, co z tego, w najbardziej cenionej na świecie stadninie, jest – a o ile jest, co było pokazywane, używane po wojnie, w czasach, gdy doszła do jeszcze większego rozgłosu?

Czy obecnie ktoś tam potrafi sprząc klacze arabskie do choćby wozu drabiniastego, gdyby taki był? Na jednej z aukcji pokazano ruską arbę zaprzężoną w fiordinga, jako Zaprzęg Podlaski. Trudno było o konika polskiego.

Tzw. „Hengstparade” w 1942, 1943 – kadryl sulek, ujeżdżenie, zaprzęgi (piątki, tandemy, bryczki parokonne), sokolnicy na koniach, nie tylko Niemcy, świetnie prezentował się masztalerz Pol, późniejszy pracownik POZH. Wszystko to zamierało w miarę nieprzychylnej koniom polityki PRL-u.

Ale przyszedł czas prosperity i nic się nie zmieniło.

Aukcje robione na modłę amerykańską, żałosne, jako czkawka po tamtych, nie mają nic wspólnego z tradycją kraju, w którym tak wspaniale rozwija się hodowla koni arabskich.

Czy dawniej Animex, dzisiaj Polish Prestige, nie potrafią wyciągnąć wniosków ze scenografii „Potopu”, „Pana Wołodyjowskiego”, „Ogniem i mieczem”, czy wreszcie „Pana Tadeusza”? Wydawałoby się, że w tle muzycznym polskich pokazów hodowlanych czy aukcji nie musimy sięgać po obce wzorce, szczególnie amerykańskie.

Przykre to, że wszelkie związki z naszą kulturą są tak nieważne i wstydliwe dla ludzi postawionych na odpowiedzialnych stanowiskach. Chyba szczytem niefrasobliwości były szczudła na ostatniej aukcji, BHP powinno nakazać karę za potencjalną okazję do płoszenia koni.

W Anglii, USA, prezentujący konie, estetycznie jednolicie ubrani potęgują efekt pokazu. U nas od pewnego czasu masztalerze (być może nie wszyscy potrafią jeździć konno) występują w długich porciętach, żeby chociaż dobrze skrojonych, czy uprasowanych. Buty jak Bóg dał, mogą być i adidasy. Moją nieostrożną uwagę skomentowano kiedyś, że „kto by się męczył w butach z cholewami”?!

Nie mogę się oprzeć, aby nie wyjawić, że na przestrzeni pięciu miesięcy „w lesie”, w kawalerii, nawet w nocy nie można było sobie pozwolić na zdejmowanie butów (ewentualność alarmu). Estetyka podania liczy się wszędzie. Panowie hodowcy pamiętają, że nawet w PRL-u bylejakość przy prezentowaniu koni w stadach i stadninach nie miała miejsca. Szkoda, że bylejakość ma być naszą wizytówką do Europy.

Rozumiem fascynację westernem młodych, choć jedyne, co związane z końmi, mogli zobaczyć w kinie lub telewizji. Wobec tego, jak to wygląda w Arizonie czy Kalifornii, jest to karykaturalne przedrzeźnianie znakomitych, niezwykle odważnych i sprawnych jeźdźców.

Ocknijmy się! Wolno już przypomnieć sobie czasy „Trylogii”, Kawalerii Narodowej, Szwoleżerów, Ułanów Powstania Listopadowego, Ułanów Beliny, czy tych z 1920 roku, którzy dali sobie radę z niezwyciężonym Budionnym i tych najtragiczniej zapomnianych z 1939 roku.

Czas rekonstruować własną tradycję, bo dzięki niej w dużej mierze zaistniała sława Janowa Podlaskiego.

Apeluję o więcej dumy narodowej władz nie tylko lokalnych Janowa Podlaskiego czy Białej Podlaskiej, ale i centralnych.

Kurier Arabski nr 26/2000
 
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach czy też w prasie drukowanej
wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.
 
 
   
  --